Felietony

PS+ Premium zapewniło mi niespodziewaną nostalgiczną podróż. Abonament skradł moje serce

Kacper Cembrowski
19

PlayStation Plus Premium naprawdę mnie zaskoczyło. Abonament, który traktowałem jak prostą odpowiedź na Game Passa, zagwarantował mi mnóstwo pięknych emocji.

Oczywiście, PS+ Premium w istocie jest odpowiedzią na Game Passa. Microsoft dzięki swojemu abonamentowi odjechał Sony - i to na dość daleki dystans, który japońska firma musiała jak najszybciej nadrobić. Wprawdzie zdecydowała się na to i tak zaskakująco późno, jednak lepiej tak, niż wcale.

Słodko-gorzki start usługi

Dookoła całej premiery abonamentu Sony było mnóstwo zamieszania. Najpierw brak streamingu w wielu krajach europejskich, w tym w Polsce, co naprawiono dopiero jakiś czas po ogłoszeniu nowych wariantów abonamentu, potem ogromny bojkot dotyczący wysokich cen abonamentu (480 zł w skali roku to kwota, która przeraziła znaczną część graczy - i nie ma w tym niczego dziwnego), czy pogłoski o klasykach w wersji PAL, które są gorsze jakościowo od NTSC. Przy starcie okazało się, że streaming na komputerach osobistych nie działa, a chwilę później obiegła nas informacja, że z początkiem września z katalogu gier znikają wszystkie części Red Dead Redemption.

Wad, jak widać, jest całkiem sporo. Abonament wykonał sporo fikołków, z których część udało się wyprostować, a część została do dziś - szczególnie mam tutaj na myśli kwestię streamingu na komputerach, która mnie osobiście nie dotyczy przez fakt grania na konsoli, jednak uważam to za spore nieporozumienie i ogromne oburzenie wśród pecetowych graczy jest jak najbardziej słuszne. Mimo wszystkich tych wydarzeń, PlayStation Plus Premium wzbudziło we mnie głównie pozytywne, a nawet piękne emocje.

Kluczem do sukcesu jest katalog gier… ale nie taki, o jakim możecie pomyśleć

Katalog gier sprawił, że jako gracz byłem w stanie wybaczyć Sony wszystkie te poślizgnięcia. Paradoksalnie jednak, nie mam tutaj na myśli takich produkcji jak Returnal, Spider-Man, God of War, Final Fantasy VII Remake, Ghost of Tsushima czy Death Stranding. Pięknem tego abonamentu są klasyczne gry - i chociaż nie ma ich wcale tak dużo, to wystarczyły, żeby łezka zakręciła się w oku.

Przeglądając produkcje dostępne w ramach nowego PS+ uśmiechnąłem się na widok remake'u Demon’s Souls z PS5, Detroit: Become Human, Assassin’s Creed Valhalla czy Guardians of the Galaxy - nie ma w tym niczego dziwnego, w końcu to ogromne produkcje AAA, które oferują naprawdę solidną rozrywkę na setki, o ile nie tysiące godzin.

Serce zabiło mi jednak dużo szybciej, kiedy zajrzałem do zakładki klasyków.

Wszystkie części doskonałego LocoRoco, w które zagrywałem się lata temu na swoim PSP w drodze do szkoły, Patapony, z którymi mam mnóstwo podobnych wspomnień. Do tego wszystkie części Jak and Daxter (w tym szczególnie The Precursor Legacy, które jest jedną z moich ulubionych gier wszech czasów), Crash Bandicoot czy Invizimals, które w czasach dzieciństwa traktowałem trochę jak Pokemon GO i dumnie latałem z PlayStation Portable z doczepioną kamerką na górze - i chociaż w dostępnej w abonamencie części rozgrywka opiera się na czymś zgoła innym, to wspomnienia i wyjątkowe uczucie w sercu cały czas były obecne.

Motorstorm, czyli IP, za którym ogromnie tęsknię, starsze części Oddworld, Ratchet & Clank, Ape Escape, WipeOut, Tekken 2 czy klasyczne FF7… prawdziwy raj. Od kiedy ulepszyłem PS+ z Essential na Premium, zagrywam się wyłącznie w produkcje sprzed lat - i nawet dotyczy to Tokyo Jungle czy God of War: Wstąpienie z PlayStation 3. Nie spodziewałbym się, że tak bardzo wsiąknę w “starocie” i będę odrywał się od nich tylko w sytuacji, w której będę recenzował jakąś nową produkcję.

Dopiero teraz zrozumiałem, jak wiele PS5 traci, nie mając pełnej wstecznej kompatybilności

Chociaż ponad miesiąc temu wsiadłem do nostalgicznego pociągu i za nic nie chcę z niego wysiadać, tak jednak ta sytuacja pozwoliła mi uświadomić sobie, jak ogromną kartą przetargową dla Xboksa One w poprzedniej generacji była wsteczna kompatybilność - i troszkę jest dla Xboksa Series X w tej generacji. Jeśli ktoś od zawsze siedział w ekosystemie Microsoftu, to możliwość wrzucenia płytki z pierwszego Xboksa do nowego sprzętu musi być czymś naprawdę fenomenalnym - a ja w tej chwili nie tylko mógłbym zagrywać się w pierwsze Metal Gear Solid czy Fifę 98, ale nie miałbym takich wyrzutów sumienia, że trzymam w mieszkaniu kartony pełne płyt z grami do starych konsol.

PlayStation Plus Premium nie gwarantuje pełnej palety najlepszych i najbardziej znaczących klasyków, jednak obecne produkcje wystarczyły, żeby skraść moje serce. Jeśli chcecie z czystym sumieniem wypowiedzieć frazę “Kiedyś to było…”, to najwyższa wersja abonamentu od Sony da Wam do tego mnóstwo doskonałych pretekstów.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu