6

Przyszłość nowych technologii? Ta kobieta ją zna i wyznacza jej kierunek

Zastanawiając się nad przyszłością technologii w ogóle nie sposób nie odnieść się do nurtu, wedle którego człowiek miałby zostać poddany fuzji z maszyną. Sprzęt nie byłby już tylko dodatkiem do naszego życia, lecz towarzyszem codzienności w nas samych. Choć wizja ta wydaje się jeszcze niesamowicie odległa i lekko nierealna (z naszego punktu widzenia), to trudno […]

Zastanawiając się nad przyszłością technologii w ogóle nie sposób nie odnieść się do nurtu, wedle którego człowiek miałby zostać poddany fuzji z maszyną. Sprzęt nie byłby już tylko dodatkiem do naszego życia, lecz towarzyszem codzienności w nas samych. Choć wizja ta wydaje się jeszcze niesamowicie odległa i lekko nierealna (z naszego punktu widzenia), to trudno jest oprzeć się wrażeniu, że w tym kierunku właśnie zmierzamy.

Nic nie było w naszej cywilizacji tak osobiste, jak właśnie technologie

Telefony komórkowe na przykład nie służą nam już tylko do wykonywania połączeń oraz odbierania i wysyłania wiadomości. Tam również (a także w chmurach) trzymamy wrażliwe dla nas dane. Portale społecznościowe obfitują w informacje o nas, których nie podalibyśmy jeszcze kilkanaście lat temu. Gadżety, którymi się otaczami dodają nam transparentności w naszych poczynaniach, odkrywają to, czego nasi przodkowie by się po prostu wstydzili, albo w ich mniemaniu taka rozrzutność w dostarczaniu innym informacji o nas byłaby nie na miejscu.

A skoro technologia jest absolutnie osobista, tym bardziej łatwo jest sobie wyobrazić, że kiedyś staniemy się jej „nosicielami”. Dajmy na to Alexia Mckenzie – pracowniczka firmy zajmującej się sprzętem podeszła do technologii jeszcze poważniej, niż pasjonaci. W jej domu, gdy listonosz wrzuca list do skrzynki, głośnik przyczepiony do jej ręki za pomocą wszczepionego magnesu daje sygnał dźwiękowy. Kwiatków podlewać nie musi, bowiem zrobi to za nią automatyczny system stworzony przez nią samą. Kiedy ktoś dzwoni do drzwi, sprawdza w smartfonie, kto ją odwiedza. Jeden z jej tabletów służy jej tylko do obsługi Instacart (aplikacja do robienia zakupów online) i zawsze jest w pobliżu lodówki.

clones-2-of-5-future-1525612

Magnes w jej ręce służy jej w pracy do przytrzymywania małych, metalowych części, mając przy okazji wolne ręce. Obok tego magnesu znajduje się elektroniczny klucz, którym otwiera drzwi do lokalnego ośrodka kultury. Do czytnika przystawia jedynie rękę – resztę za nią robi elektronika. Cudnie, prawda?

Idźmy krok dalej

A gdyby tak wyeliminować smartfony oraz tablety? Niech interfejs użytkownika zagości w naszym… mózgu. Za pomocą myśli moglibyśmy wyszukiwać informacje, mieć dostęp do bezdennej ilości informacji w Internecie na tu i teraz – tuż przed naszymi oczyma. Gdy nasz wzrok zarejestruje niebezpieczne zdarzenie, zostaną powiadomione odpowiednie służby, gdy stracimi przytomność, nasz „wewnętrzny smartfon” szybko zaalarmuje pogotowie, poda naszą lokalizację i prawdopodobną przyczynę dolegliwości (opartą na zebranych danych). Nawigacja samochodowa będzie znajdować się tuż przed naszymi oczyma, a jej polecenia będziemy słyszeć tylko my dzięki implantom w naszym uchu. Z poziomu takiego gadżetu sprawdzimy również, czy zamknęliśmy drzwi w domu, czy pozakręcaliśmy kurki od gazu, czy sprzęty w domu są powyłączane. Piękna wizja. Ale…

Gdzie tu, do cholery jest miejsce na prywatność?!

Nie ma go. Coś czuję, że prywatność straciliśmy już ładnych kilka lat temu. I choć mamy jeszcze złudzenia, że możemy ten fakt kontrolować, na każdym kroku udostępniamy informacje o sobie. Telefon zbiera dane na temat naszego położenia i zapisuje je dotąd, dopóki mu tego nie zabronimy. Otaczające nas urządzenia, usługi z których korzystamy zbierają na nasz temat tak wiele danych telemetrycznych, że nie jest przesadą stwierdzenie, że dziś najdroższa na świecie jest informacja. Im mniej mamy prywatności, tym mniej jesteśmy wolni. Czy kiedykolwiek byliśmy?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

To zależy, jak wolność się rozpatruje. Nie cierpimy głodu, nie martwimy się o wodę pitną, mamy dach na głową i „wszelkie wygody”. Możemy zjeść w takiej restauracji, w jakiej chcemy (o ile nas na to stać), pójść do parku, przeglądać w Internecie wszystko, co nam się tylko zamarzy. Istnieją pewne enklawy prywatności, ale one również działają w obrębie tego, co wytworzyła nasza cywilizacja. Tor? Do złamania – wystarczy mieć tylko odpowiednie pieniądze.

Jakkolwiek nowe technologie nie zmienią naszego życia – jedno jest pewne. Nasze więzi z urządzeniami coraz bardziej się zacieśniają. To już nie są martwe, nieludzkie urządzenia, które służą nam tylko za sługusów – bezemocjonalne zbiorowiska półprzewodników, kondensatorów, metali i krzemu. Spójrzcie, jak bardzo „ludzka” staje się technologia. Inteligentni asystenci, coraz bardziej wyspecjalizowane usługi w obrębie ekosystemów – to ostatecznej syntezy maszyny z człowiekiem musi kiedyś dojść. Pytanie tylko… kiedy?

Grafika: 1, 2, 3