8

„Świat gry, fabuła – to jest dla dziewczyn. Liczy się skill.” – kulisy organizowania Barcraftów

BarCrafty czy BarLoLe, czyli miejsca w których zbierają się fani sportów elektronicznych, żeby wspólnie kibicować najlepszym na świecie graczom stają się w naszym kraju coraz popularniejsze. Zresztą nie tylko u nas – powoli widok map Starcrafta II czy aren League of Legends w przestrzeni publicznej przestaje dziwić. Jak wyglądają kulisy organizowania takich imprez zapytałem osobę […]

BarCrafty czy BarLoLe, czyli miejsca w których zbierają się fani sportów elektronicznych, żeby wspólnie kibicować najlepszym na świecie graczom stają się w naszym kraju coraz popularniejsze. Zresztą nie tylko u nas – powoli widok map Starcrafta II czy aren League of Legends w przestrzeni publicznej przestaje dziwić. Jak wyglądają kulisy organizowania takich imprez zapytałem osobę stojącą za szczecińskimi BarCraftami – Stanisława „Staszee” Hawryszuka.

Uwaga, wywiad zawiera śladowe ilości zwrotów niezrozumiałych dla zwykłego człowieka. Większość objaśniałem na bieżąco, ale sugeruje się czytać z Google pod ręką.

Kamil Ostrowski: Cześć Stasze, powiedz nam coś o sobie na początek.

Stanisław „Staszee” Hawryszuk: Nazywam się Stanisław Hawryszuk, na Battle.necie „Staszee”. Mam 23 lata, studiuję architekturę, studiowałem filozofię. Od 2010  jestem gąbką na Starcrafta II, od jesieni 2011 sprawuję funkcje barona e-sportów na zachodniopomorskie, a przynajmniej lubię tak o sobie myśleć.

KO: „Byciem gąbką”?

SH: Wiesz, że wchłaniałem.

KO: Jak długo organizujesz BarCrafty? Ile ich już było?

SH: Pierwszy Barcraft Szczecin zorganizowałem na finałowe wydarzenie Major League Gaming w 2011, MLG Providence. W 2012 mieliśmy cztery BarCrafty, na każde z dużych MLG.

Źródło: https://www.facebook.com/BarcraftSzczecin

Źródło: https://www.facebook.com/BarcraftSzczecin

KO:  Jak one wyglądają?

SH: Otwieramy klub tuż przed rozpoczęciem finałowego dnia turnieju który planujemy emitować i przez następne 8-9, czasami więcej godzin oglądamy nadludzi grających w StarCrafta. Miejsce mamy podzielone na trzy sale. W jednej, największej, jest bar oraz telewizory na których pokazujemy MLG. Druga sala jest „meh” salą, w której generalnie nic się nie dzieje, ale do której można uciec jeśli chce się ciszy. Trzecia sala jest miejscem rozgrywania naszego wewnętrznego turnieju który organizujemy od drugiego Barcrafta w górę. To bardzo luźne rozgrywki, na co wskazuje nagroda główna (kupon na 100zł na bar, chipsy, od późniejszych Barcraftów także akcesoria do grania – dop. Kamil Ostrowski). Ludzie tasują się pomiędzy tymi trzema salami przez całe wydarzenie, w zależności od tego co się dzieje. Zdarzało się, że grający w naszym turnieju prosili „Za 15 minut, Naniwa vs Huk, OMG!” czy coś w tym rodzaju, kiedy ich faworyci grali. Jak ktoś pokonał swoje nemezis z poprzedniego Barcrafta, nawet jeśli to nie była gra finałowa, to zbierał paru kolesi i razem świętowali drinkiem miażdżenie twarzy noobom. Jest to, swoją drogą, jednym z moich ulubionych obrazków z Barcrafta.

I tak do końca. Nasz wewnętrzny turniej z reguły kończy się w okolicy półfinałów, więc wszyscy którzy dosiedzieli w klubie do tej pierwszej, drugiej w nocy przechodzą do głównej sali i czerpią korzyści z tego, że ktoś wygrał właśnie 100 zł na barze i się nimi wylewnie dzieli. Wszystko w atmosferze jarania się tym jak niewiarygodnym mistrzem jest Leenock (tzn. ja się nim jaram, nie wiem jak reszta. każdy ma jakiś faworytów).

KO: Jakie podstawowe rzeczy trzeba załatwić, żeby taki BarCraft zorganizować. Jakie trzeba przezwyciężyć problemy?

SH: Przede wszystkim musisz znaleźć miejsce które nadawałoby się do tego typu wydarzenia, chodzi głównie o wygodne oglądanie czegoś na możliwie największych monitorach. Trzeba mieć oczywiście przyzwoity internet, co było dosyć poważnym problemem dla nas na pierwszych barcraftach. Myślę, że bardzo istotne jest też zbudowanie w samym klubie odpowiedniej atmosfery która by mówiła „Yo, tu się ogląda najlepiej na świecie granego StarCrafta. Get some!”.

barcraft3

Dużo bardziej zależy mi na podekscytowaniu potencjalnego uczestnika Barcraftu tym jak bardzo prestiżowym turniejem jest MLG i jakimi wielkimi nerd-ballerami („wymiataczami” w wolnym tłumaczeniu – dop. Kamil Ostrowski) są ludzie dochodzący tam wysoko, a nie na tym, że to jest gra z Zelotami i High Templarami. To są tylko makiety człowieku, liczy się skill. Lore (świat gry – dop. Kamil Ostrowski) jest dla dziewczyn. Nikt nie będzie się spierał o to, czy Blizzard się spsił robiąc bohaterem kobietę-Protossa, nie? Tym co inspiruje ludzi i co sprawia, że są skłonni do krzyczenia na obce osoby, jest przekonanie, że ich idol jest ostatecznym produktem ewolucji graczy i ten koleś który go właśnie pokonał jest nieuczciwym palantem. Że MMA cały czas jest królem dropów i że Nestea w tej ostatniej grze dowiódł, że FAKTYCZNIE wszyscy jesteśmy przez niego śnieni (jeden z komentatorów, Artosis kiedyś stwierdził, że Nestea jest stwórcą wszechświata, a my jesteśmy przez niego śnieni. Ostateczny fanatyzm ;) – dop. Kamil Ostrowski). Dlatego też na ostatnim Barcrafcie mieliśmy serię plakatów z legendami MLG. Innymi słowy, ważne jest stworzenie vibe’u wokół wydarzenia, który sprawi, że oglądanie na nim turnieju będzie bardziej ekscytujące niż oglądanie go samemu w domu i jest to poważnym problemem. Barcraft Szczecin nie robi tego jeszcze tak dobrze jak mógłby.
Jednakże, najpoważniejszym problemem jest z pewnością reklama. Barcrafty są zdecydowanie lokalnymi wydarzeniami i trudno, z dostępnymi mi środkami, zaadresować całą specyficznie szczecińską lub okołoszczecińską społeczność Starcrafta II. Mogę pisać ogłoszenia na Teamliquid, Gosugamers i r/barcraft ile chcę, ale pewnie cały czas nie trafiam do większości osób które być może byłby zainteresowane naszą imprezą.

KO: Jak wygląda współpraca ze sponsorami? Pytanie dotyczy turniejów okołobarcraftowych.

SH: Na początku mieliśmy poważne problemy z pozyskaniem partnerów mogących zapewnić komputery na nasz turniej, Pinokio Cup. Przez pierwsze dwie edycje musieliśmy kombinować maszyny we własnym zakresie, bo nikt nie był zainteresowany. Do czasu aż z Pinokiem zwróciliśmy się do Komputronika w Szczecinie (shout out dla Daniela Kardasza) i maszyny dostaliśmy dosłownie po 20 minutach rozmowy (a do tego nagrody do turnieju). Choć na ostatnim Barcrafcie miało miejsce nieporozumienie i wróciliśmy do laptopów zbieranych po uczestnikach to komputery na nadchodzącą edycję są już zabezpieczone, więc spokojnie. Podsumowując, pomijając małą czkawkę w międzyczasie, współpraca z Komputronikiem jest bardzo gładka i zasoby które nam udostępniają z pewnością podnoszą jakość wydarzenia.

Źródło: https://www.facebook.com/BarcraftSzczecin

Źródło: https://www.facebook.com/BarcraftSzczecin

KO: Współpracujesz jakoś z Blizzardem przy okazji organizowania wydarzenia?

SH: Nie. Ludzie z Blizzard wyciągnęli do nas rękę przy okazji europejskich finałów WCS i BWCS, ale nie organizowaliśmy na nie Barcraftów.

KO: Jakbyś ocenił scenę StarCrafta II i najbliższą przyszłość? Będzie wzrost czy spadek?

SH: Czas na wstydliwe wyznanie: mam bardzo małe rozeznanie w Polskiej scenie StarCrafta II, więc ja pominę. Jeśli chodzi o skalę globalną to mam jak najlepsze nadzieje. Ilość Barcraftów które działają siedem dni w tygodniu rośnie, turnieje nigdy nie miały tak wysokiego poziomu rywalizacji jak teraz, jakość widowiska jakie zapewniają najlepsze ligi jest po prostu niewiarygodna i praktycznie każdy weekend wiąże się z rywalizacją wartą obejrzenia.

Na dodatek parę dużych lig zaczęło wypuszczać wysokiej jakości codzienny lub cotygodniowy content w swoich off-seasonach, jak The Pulse czy Rules of Engagement. No i wychodzi Heart of the Swarm, który zapowiada się na fantastyczny dodatek. Z jednej strony, społecznościowy aspekt gry został niewiarygodnie ulepszony w ramach samego Battle.netu. Dodanie meczy nierankingowych sprawia, że cały czas możesz grać z graczami na swoim poziomie, ale już bez ladder anxiety (niepokoju i napięcia, spowodowanego zagrożeniem spadku w rankingu – dop. Kamil Ostrowski), a klany są po prostu fantastyczne, bo pozwalają na stworzenie środowisk w których gracze będą się czuli jak u siebie. Wiesz, łatwiej się codziennie logować jeśli gra tworzy okazję do stworzenia poczucia przynależności do pewnej grupy. QxC (jeden z graczy) w którymś odcinku State of The Game powiedział, że Wings of Liberty jest bardzo samotne w tym sensie, że logując się nie wkraczasz do pewnej społeczności, a tylko do frustrującego dobierania meczy. Dwie wyżej wymienione rzeczy wyglądają jakby mogły to zmienić na dużo lepsze. Być może to nie jest istotne dla pro, którzy i tak są w teamach, ale mniej hardcorowym graczom powinno uprzyjemnić zabawę ze StarCraftem II. Co oczywiście może przełożyć się na więcej klientów gry w globalnej skali.

Z drugiej strony, sama gra wydaje się być dużo bardziej zabawna. Większość nowych lub ulepszonych jednostek wzbogaca i różnicuje rozgrywkę w bardzo fajny sposób. Nawet jeśli niektóre rzeczy, jak zrzuty Hellbatów albo Void Ray all-iny, są frustrujące dla progamerów to wydaje mi się, że większości zawodowców wprowadzone zmiany bardzo pasują. Oznacza to, że większość sceny wejdzie w Heart of the Swarm z entuzjazmem i zapałem, co wróży bardzo świetlaną przyszłość dla StarCrafta II. Warto dodać, że HotS będzie też w jakimś stopniu resetem, więc spodziewam się, że gracze którzy mieli wątpliwości czy uda im się przebić na szczyt być może spróbują swoich sił z odnowioną wiarą w sukces.

KO: Często powtarza się, że chociaż StarCraft II ma mniej widzów niż League of Legneds czy DOTA, to są oni bardziej wartościowi od tych z gier free-to-play – zgadzasz się z tym?

SH: Nie, nie powiedziałbym, że są mniej wartościowi. W LOLa grałem jeszcze zanim wyszedł Trundle (hipster, hipster!) i natychmiast przestałem jak tylko zająłem się StarCraftem 2. W DOTA2 grałem tylko chwilę i, analogicznie, przestałem jak tylko dostałem betę HotSa, ale swojego czasu oglądałem wszystkie casty Tobi Wan Kenobi (tobi jest strasznie fajnym kolesiem, polecam). Żadnej z tych gier nie lubię nawet w 1/10 tak jak lubię grać i oglądać StarCrafta II. Ale wiesz, jakby nie patrzeć, osoby które to oglądają, ci którzy siedzieli z nosem przylepionym do monitora podczas The International czy Season 2 Finals, robili to z tych samych względów, dla których ja ślinię się na wiadomość o tym jak wyglądają grupy w GSL Round-of 16 (które były po prostu fantastyczne). Czy lubisz DOTĘ, LoLa czy SCII, jeśli oglądasz turnieje to dla swoich ulubionych graczy, epickich match-upów, hype’u, dla nowej i ekscytującej meta-game, itp, to myślę, że free-to-pay nie ma nic do rzeczy. Gdybyś zapytał jak wygląda relacja jakościowa pomiędzy ilością graczy w omawianych grach, być może moja odpowiedź byłaby trochę inna, ale w przypadku turniejowych widowni myślę, że nie ma żadnej różnicy. Oglądasz turnieje bo ci zależy i się tym jarasz. Jeśli jest coś wspólnego pomiędzy fanami SC2, LoL i DOTA 2, to jest właśnie to.

KO: Łał, bardzo motywujące zakończenie. Dzięki za rozmowę :)