Felietony

Prywatność, a anonimowość w sieci

GU
Grzegorz Ułan

Ci z Was, którzy śledzili moje dotychczasowe wpisy...

107

Wiele już zostało powiedziane o ochronie prywatności w sieci, jeszcze więcej o anonimowości. Niestety, często te pojęcia są łączone ze sobą. Wielu z Was po tym wpisie powie, że zbytnio ekscytuję się ostatnim wydarzeniem na Antywebie. Tak, ale to ewidentny przykład jak negatywnie wpływa anonimowość...

Wiele już zostało powiedziane o ochronie prywatności w sieci, jeszcze więcej o anonimowości. Niestety, często te pojęcia są łączone ze sobą.
Wielu z Was po tym wpisie powie, że zbytnio ekscytuję się ostatnim wydarzeniem na Antywebie. Tak, ale to ewidentny przykład jak negatywnie wpływa anonimowość w sieci na formę wypowiedzi.

Google+ wklejką potwierdzi Twoje nazwisko (choć jeszcze nikt nie wie jak). Wydaje mi się, że wiem jak powinno to wyglądać. Mianowicie oczekuję, by wymusili na mnie przesłanie kserokopii dowodu osobistego. Ba! Chcę nawet, aby w ogóle do internetu można się było logować tylko przez tak zweryfikowane konta.

Rażą mnie błędy ortograficzne, pojawiające się na blogach, ale głównie skupiam się na tym, co autor chciał przekazać swoim tekstem. Pisząc artykuły dla Antyweba zdarza się, iż pominę jeden przecinek i mam 10 komentarzy na 20, tylko na temat jego braku. Sprawdzam swoje wpisy przed opublikowaniem dwadzieścia razy. Wiem, że rażące błędy mogą być odebrane jako brak szacunku dla Czytelnika, aczkolwiek drobne błędy interpunkcyjne przytrafiają się nawet wytrawnemu korektorowi. Wystarczyło również, by zdarzyła się nam wpadka z autoryzacją wpisu, a od razu jeden z naszych autorów miał skrzynkę i profile zawalone jadem i nienawiścią.

Grzegorz pokazał, iż można zdrowo podejść do tematu, w przypadku takiej wpadki. Przeprosić Twórcę, który nawet wyraził chęć wpisu gościnnego na łamach Antyweba. Zawiodło się tym samym wielu "komentatorów", oczekujących publicznego linczu autora feralnego artykułu. Porównując komentarze na G+ oraz w innych miejscach w sieci, stwierdziłem jednoznacznie, iż na Google Plus była najbardziej rzeczowa, konstruktywna i merytoryczna rozmowa na ten temat. Było sporo krytyki, ale też wyrozumiałości, porad na przyszłość jak uniknąć podobnych zdarzeń. Pisali je ludzie, podpisując się pod tymi komentarzami swoim imieniem i nazwiskiem.

Pisząc czy komentując pod swoim imieniem i nazwiskiem, mam pełną świadomość odpowiedzialności jaką na siebie biorę, wyrażając swoją opinię w internecie. Przyznam się Wam nawet, iż odkąd piszę dla Antyweba, wychodząc z domu, mam to poczucie, że powiedziałem coś, co przeczytało kilka tysięcy ludzi i ktoś, kto mnie spotka na ulicy i zapyta, co miałem na myśli, wypowiadając swoją opinię na dany temat, będę zobowiązany takiej osobie to wytłumaczyć. Pisząc anonimowo pozwalamy sobie często na wyładowywanie tylko swoich frustracji, bez żadnych konsekwencji. Gdzie ten szacunek dla autora, którego oczekujemy jako czytelnicy? Gdzie tu ta rzeczona wzajemność?

O co tak naprawdę chodzi z tą prywatnością? W czym problem, by podać swoje prawdziwe imię i nazwisko? Idziemy na pocztę ze zwykłym awizem i nie widzimy problemu, by okazać swój dowód osobisty za każdym razem, sfrustrowanej po całym dniu przepychanek Pani w okienku, wyrażając przy tym, często głośno, swoją opinię na temat jej pracy. Natomiast wielki problem podobne opinie pod prawdziwymi danymi wygłosić w internecie. Trzeba się najpierw przebrać w pseudonim, by mieć gotowy wachlarz inwektyw.

Podając wyłącznie swoje prawdziwe imię i nazwisko możemy nadal zachować swoją prywatność, tracimy tylko swoją anonimowość. Anonimowość, która jest zła sama w sobie. Nie chodzi tu jedynie o Antyweba, ale każde miejsce w sieci, gdzie można wyrazić swoje zdanie na jakiś temat.

Mam nadzieję, że głównie taki jest zamysł Googla, wprowadzając weryfikację kont na G+. Będę promował ten sposób publikacji treści w internecie, niezaleznie czy to artykuły czy komentarze do nich.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu