Moje przemyślenia

Producenci cyfrowych śmieci

GM
Grzegorz Marczak
6

Autorem poniższego tekstu jest Aleksandra Wiśniewska Wszystko zaczęło się jeszcze przed wielkim boomem na social media. Większość z nas pamięta łańcuszki przesyłane przez życzliwych znajomych na wszelkiej maści komunikatorach, emaile forwardowane do całej listy kontaktów (notabene bardzo często b...

Autorem poniższego tekstu jest Aleksandra Wiśniewska

Wszystko zaczęło się jeszcze przed wielkim boomem na social media. Większość z nas pamięta łańcuszki przesyłane przez życzliwych znajomych na wszelkiej maści komunikatorach, emaile forwardowane do całej listy kontaktów (notabene bardzo często bez ukrycia listy adresatów) czy zaproszenia do podpisania e-petycji. Jednak dopiero facebook stał się dla nich istnym rajem. Kim są producenci cyfrowych śmieci? Nie, nie chodzi mi o specjalistów seo i ich internetowe zaplecza linków. Mam na myśli slaktywistów.

Slaktywista jest bojowniczym orędownikiem niezwykle słusznych idei, wśród nich najczęściej znajdziemy problemy ekologiczne współczesnego świata, prośby o pomoc dla umierających dzieci, wirtualne uczestnictwo w bojkocie nieetycznie postępujących firm czy niezwykle emocjonalne apele o ratowaniu kociaków z podupadającego schroniska, obowiązkowo okraszone niestandardową liczbą wykrzykników.

Ze swojego kanapowego centrum dowodzenia, często po odzianiu piżamowego uniformu, przechodzą do działania i klikają, sygnalizując swoje poparcie dla słusznych spraw. Co gorliwsi przeklejają informację z linkiem do fanpage'a na facebookowego walla, a do wydarzenia bez jakiejkolwiek selekcji zapraszają wszystkich znajomych. Niestety na tym działanie najczęściej się kończy.

Zaklikane! Społeczny obowiązek spełniony można spać z czystym sumieniem. Armia slaktywistów jest zapewne najliczniejszą na świecie, a rewolucja wciąż nie nadeszła... Zwierzęta są usypiane, a lasy deszczowe wycinane. Miliony klików, które nie znajdują jakiegokolwiek przełożenia na działanie w rzeczywistości, a jedynie znieczulają społeczność na dany problem.

Inicjatywy w social media mające przekaz czysto ideowy to bardzo lekka i przyjemna forma uprawiania polityki bez brudzenia sobie rączek, za to z całkowicie rozmytą odpowiedzialnością. Anonimowe apele o wątpliwej wiarygodności, brak sprecyzowanego celu i propozycji konkretnego działania prowadzą otępiony konsumeryzmem tłum do nie podejmowania jakiejkolwiek aktywności, no poza klikaniem oczywiście.

Bezmyślne internetowe akty poparcia niewątpliwie mają jeden skutek - generują potrzebę usuwania śmieci z internetowego streamu, co sprowadza się do kolejnego kliknięcia - "zrezygnuj z subskrypcji treści z profilu producent wirtualnych śmieci".

A może by tak chociaż, wygooglać jakąś organizację pozarządową, która zajmuje się rozwiązywaniem konkretnych problemów i wraz z zakończeniem roku, przekleić jej dane w odpowiednią rubryczkę rozliczenia podatkowego? Tak, to chyba brzmi lepiej i nie niesie za sobą groźby ostracyzmu 2.0. przy naprawdę minimalnym zaangażowaniu.

Obrazki - Facebook Radar, CNN.com Blogs

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: