30

A cóż to się stało? Znudziły Was już zdjęcia obiadów, dzieci i kotów na Facebooku?

facebook
Mark Zuckerberg podobno ma powód do niepokoju: spada ilość autorskich treści wrzucanych na Facebooka przez użytkowników. Oznacza to po prostu tyle, że mniej jest zdjęć kotów, opisów wakacyjnych wyjazdów, sprawozdań z wypadów na piwo i fotek dzieci jedzących obiad. Jednocześnie rośnie liczba linków do artykułów czy filmów. Niby jest to jakieś pocieszenie, ale przecież nie to leżało u podstaw serwisu - ten miał być miejscem, w którym pochwalimy się rodzinie i znajomym swoim życiem.

Treści przybywa, ale nie tych „właściwych”

Problem Facebooka wypłynął w mediach kilka dni temu i szybko stał się kwestią szeroko omawianą – przecież dotyczy to jednej z najgorętszych firm technologicznych ostatniej dekady, biznesu, który urósł do wielkich rozmiarów, a swojego twórcę i inwestorów ozłocił. Gdy zatem pojawiają się plotki o kryzysie albo przynajmniej niepokojąca informacja, natychmiast zaczynają one skupiać na sobie uwagę. W tym przypadku stwierdzono, że coś musi być na rzeczy, bo korporacja poważnie podeszła do tematu.

W serwisie wciąż przybywa treści, rzesza użytkowników pakuje je do społęcznościówki z takim samym albo i większym zapałem, co kilka lat temu. Problem Facebooka polega na tym, że zmienia się ich rodzaj – przybywa linków, informacji o wydarzeniach politycznych czy gospodarczych, ofert pracy, doniesień ze świata sportu, a ubywa treści związanych z prywatnym życiem. Społeczność staje się mniej otwarta na dzielenie się swoim życiem? Jednoznacznie trudno na razie odpowiedzieć na to pytanie, ale zapewne coś jest na rzeczy.

Problem Facebooka? Strach, wstyd, nuda

Sam rzadko wrzucam na fb jakieś treści. Zawsze tak było, więc w moim przypadku niewiele się zmieniło. Ale mógłbym z bliższego otoczenia wymienić przynajmniej kilka osób, które kiedyś były bardziej aktywne, a potem ucichły. Powód? Pewnie w każdym przypadku inny. Na szerszą skalę może chodzić o to, że ludzie zaczynają rozumieć, iż z Facebookiem nie ma żartów. Grono ich znajomych rośnie i nie są to jedynie najbliżsi czy krewni – są koledzy z pracy, przełożeni, partnerzy biznesowi, nauczyciele, wykładowcy. Do człowieka dochodzi, że może nie ma sensu chwalić się przed nimi balangą zaliczoną w weekend. Albo obiadem zjedzonym podczas urlopu.

Niektórych rzeczy ludzie zaczynają się wstydzić, innych zwyczajnie bać. Wcześniej ostrzegano np. przed tym, by nie prowokować złodzieja zdjęciami nowego samochodu albo informacją o tym, że mieszkanie będzie puste przez tydzień. Pisano i o pedofilach, ktorych mogą interesować zdjęcia dzieci i o tym, że w Sieci nic nie ginie: raz napiszesz coś głupiego i potem możesz mieć problem. Jest też strach przed negatywnym odbiorem: a co jeśli ktoś zacznie się śmiać albo atakować? Podkreślę jeszcze raz: w gronie znajomych nie ma już tylko bliskich ludzi.

Dla niektórych takie kłótnie to chleb powszedni, nie ma mowy o kłopocie, bo sami prowokują ostre dyskusje. Ale jest też część, która stwierdza, że nie chce się narażać na drwiny i woli obserwować niż być obserwowanym. Albo zwyczajnie znudził ich już serwis. Nie wrzucają nowych zdjęć obiadów, bo jest coraz mniej lajków i komentarzy (inni też się znudzili). Lepiej podrzucić link do tekstu o dziwnych potrawach – to może wywołać większe emocje, pewnie ktoś się odezwie, a nuż znajdzie się osoba, która to jadła.

Co robić, Panie Zuckerberg?

Dla niebieskiego serwisu ta sytuacja jest niebezpieczna. Jeżeli ludzie zaczną się bać, wstydzić i nudzić na Facebooku, to mogą odchodzić od społecznościówki. Albo staną się mniej aktywni, co jest równie zabójcze. Facebook ma być skarbnicą treści, w tym treści autorskich. Firma próbuje rozwiązać sprawę na różne sposoby, ale odnoszę wrażenie, że chce złapać zbyt wiele srok za ogon. Próbuje jednocześnie rywalizować i czerpać z doświadczeń oraz rozwiązań YouTube’a, Snapchata, Twittera: a to wideo, a to wideo na żywo, a to próba przyciągnięcia młodych użytkowników czy rozszerzenie puli reakcji.

Facebook chce być fajny dla ludzi, dla mediów, dla firm, dla akcjonariuszy. Eksperymentuje, zmienia się, pokazuje, że ciągle nadąża za rynkiem. Ale jednocześnie odrywa się chyba od swoich podstaw. Oczywiście mówienie o tym, że firma się kończy, byłoby czymś pozbawionym sensu, lecz ewolucja staje się widoczna. I trudno stwierdzić, czy firmie uda się odpowiednio na to zareagować. Walka ze zmianami raczej nie ma sensu, one dzieją się oddolnie. Proces naturalny, który pozwolił firmie wejść na szczyt. Czy powoli się utrzymać i problem Facebooka szybko przestanie być aktualny?