81

A Wy korzystacie z „pomocy” sprzedawców w sklepach RTV? [temat do dyskusji]

Trafiłem ostatnio na Wykopie na link do artykułu, w którym opisana została praca sprzedawców w sklepach RTV. Artykuł powstał na podstawie rozmowy z jednym z takich sprzedawców w takim sklepie i nie potraktowałbym bym tej rozmowy jako prawdy objawionej, ale niektóre kwestie potwierdziły mi osobiste doświadczenia.

Dla Was pewnie też nie będzie to zaskoczeniem, ale wydaje mi się, że to ciekawy temat do dyskusji i wymianę Waszych doświadczeń w tym zakresie.

Osobiście, jeśli kupuję już jakiś sprzęt elektroniczny, pierwsze, co robię już od dłuższego czasu, to wyszukuję w sieci informacji, testów, opisów i opinii. Zakupu natomiast dokonuję w sklepie, ale idąc do sklepu już wiem konkretnie, co chcę i po co przyszedłem. Dlaczego taka kolejność? Jeśli już się zdecyduje na zakup, lubię mieć go od razu, w sklepie jeszcze upewniam się tylko dotykając wybraną zabawkę, kupuję i od razu mogę korzystać.

Wielokrotnie tak było, że sprzedawcy polecali mi przy tym inne produkty, widząc wyraźnie, że jestem zainteresowany akurat tym, który mam w dłoniach. W końcu od razu zacząłem dziękować podchodzącym do mnie pracownikom, którzy to chcieli mi bardzo „pomóc„. A ewentualny mój kontakt z obsługą sprowadzał się czasem do prośby o wskazanie miejsca, gdzie znajdę, to po co przyszedłem do wybranego sklepu. Co ciekawe, odpowiedź na takie pytanie często była wymuszona, trąciła wręcz zniecierpliwieniem.

Dlaczego tak się dzieje? Zarobki takich sprzedawców bazują w głównej mierze na prowizjach, a jak na prowizjach, to z pewnością liczy się ilość, a nie jakość.

Potwierdza to też w rozmowie wspomniany sprzedawca.

Tak naprawdę potrzeby klienta nas nie obchodzą. Chodzi tylko o to, żeby tak zakręcić rozmową i jego odpowiedziami, żeby był przeświadczony, że logicznym następstwem jego potrzeb jest kupienie tego, co akurat musimy sprzedać.

Co najgorsze, największe prowizje są za stare, zalegające w magazynach sprzęty, gdyż nowości sprzedają się same.

Schemat jest prosty. Widzę człowieka, który ogląda telewizory. Daję mu chwilę na oswojenie się z półką, w tym czasie ja upewniam się, czy na pewno jest zainteresowany, czy tylko przyszedł se popatrzeć. Przy telewizorach zazwyczaj słyszę, że chcą 32 cale, do tysiąca złotych. Ale to po co przyszli sprzedaję im tylko jeśli się naprawdę uprą. Najczęściej już na początku planuję zaprowadzenie ich pod towar, które desperacko musimy opchnąć i tam, niezależnie od tego, co od nich usłyszałem, z poważną miną wciskam im kit, że to jest to, czego tak naprawdę szukają.

Jak działa mechanizm prowizyjny? Tę informację znalazłem w innej rozmowie ze sprzedawcą w sklepie z RTV.

Towary sprzedawane na sklepie są odpowiednio punktowane. Nowości i wysokiej jakości, często schodzące mają najmniej pkt, a złogi magazynowe i starsze modelowo sprzęty dają więcej pkt. Potem te punkty (2 ostatnie cyfry kodu PLU na etykietkach w sklepie) mnożymy przez cenę produktu / 100. Oprócz tego są punkty za Przedłużone Gwarancje, Akcesoria i Usługi (transportowe, konfiguracyjne etc.). No i żenująca premia za jakość obsługi. To zazwyczaj mniej niż 200 zł brutto.

W sklepie poleca się produkt, który daje więcej punktów, bo od punktów zależą premie. Jak widzisz, że sprzedawca poleca Ci coś, co ma na etykietce PLU z numerem zakończonym na „06” lub „07” to wiedz, że wciska Ci najprawdopodobniej sprzęt słabo schodzący. Za takie jest najwięcej punktów do premii.

Sprzedawca z pierwszego artykułu, potwierdza również, że bardzo im zależy na sprzedaży sprzętu na raty, byle nie tych reklamowanych w TV czy po sieci, bo te mają tylko na celu przyciągnięcie ludzi do sklepu.

Bardzo łatwo wcisnąć przy sprzęcie akcesoria. Z telewizorem prawie zawsze pójdzie jakiś uchwyt, czasem dekoder. Potem udając troskę, proponujemy dodatkową gwarancję, która jest w zasadzie tylko dodatkową kasą dla sklepu. Jeśli klient jest totalnym debilem, można mu jeszcze zaproponować jakieś usługi w stylu podłączenia tego wszystkiego w domu. A w ogóle super to będzie, jak weźmie wszystko na raty. Byle nie 0%. Te robią reklamę, ale robimy, co możemy, żeby ich nie udzielić.

Podobną praktykę mogę potwierdzić z osobistego doświadczenia i to niedawnego. Była jedna taka promocja w jednym ze sklepów, ileś tam rat 0% i pierwszą ratę płacić miał sklep. Chciałem akurat kupić telefon na raty i pani w boksie, gdzie udzielają rat, wprawdzie zaproponowała te ileś rat za 0% (plus usilnie namawiała do dodatkowego ubezpieczenia, wmawiała nawet, że to konieczność), ale o dziwo zapomniała o promocji z pierwszą ratą „gratis”. Dowiedziałem się o niej tego samego dnia, już po przyjściu do domu.

A jak z tym ubezpieczeniami jest, które tak ochoczo oferują? Drugi sprzedawca odradza je w swojej rozmowie, twierdzi, że to czysty zysk dla sklepu i taniej można zakupić takie samo ubezpieczenie, ale już bezpośrednio, zresztą u tego samego ubezpieczyciela, który obsługuje dany sklep.

Skoro to temat do dyskusji, zdradźcie proszę w komentarzach swoje własne doświadczenia z zakupów w zakupach stacjonarnych. A przede wszystkim jaka u Was jest ścieżka zakupu? Czy najpierw sprawdzacie produkt w sklepie fizycznym, a kupujecie online, czy może właśnie na odwrót, tak jak to wygląda u mnie – najpierw sprawdzenie produktu online i zakup już bezpośrednio w sklepie?

Źródło: Wykop – 1,2/Noizz.

Photo: philipus/Depositphotos.