Technologie

Gdyby fabryka ASML spłonęła, kryzys procesorowy trwałby znacznie dłużej

Krzysztof Kurdyła
0

O tym, co dzieje się na rynku procesorów wie każdy, kto choć trochę interesuje się nowoczesnymi technologiami, planuje kupić samochód, czy musiał polować na konsole. Kilka dni temu miało miejsce zdarzenie, które gdyby skończyło się gorzej, mogło zanacznie pogorszyć sytuację.

Front-end vs back-end

Kiedy myślimy o dzisiejszej gospodarce, technologiach, najczęściej analizujemy, podziwiamy lub narzekamy na jej, nazwijmy to, front-end. Apple, Samsung, Sony, Huawei, Microsoft etc. to firmy, z którymi stykamy się bezpośrednio i których rolę i obecność w naszym życiu odczuwamy.

Gospodarczy back-end jest dla zdecydowanej większości osób po prostu niewidzialny. Jeśli któraś z działających tam firm pojawia się na świeczniku, to albo dokonała jakiegoś naprawdę dużego przełomu (rzadziej), albo w wyniku jej działalności wydarzyło się coś bardzo złego.

O Foxconnie produkującym dla Apple iPhona, najgłośniej zrobiło się wtedy, gdy pojawiły się doniesienia o fatalnych warunkach pracy i samobójstwach pracowników. Rolę transportu morskiego przeciętny zjadacz chleba poznał w zakorkowania kanału sueskiego przez kontenerowiec „Ever Given”, gdy na czas nie dojechały paczki z Allegro i Ali Express.

Na czym „wisi” cywilizacja?

To właśnie po stronie tego produkcyjno-logistycznego back-endu, mamy najwięcej wąskich gardeł, na których wisi nasza cywilizacja. Można wyobrazić sobie, że nagle ze świata znika Apple. Sporej ilości osób byłoby smutno, celebryci wylądowaliby u psychologa, ale wszyscy szybko przesiedliby się na urządzenia z Androidem i Windows.

Zniknięcie takiego TSMC, tajwańskiego producenta półprzewodników byłoby kataklizmem na skalę cywilizacyjną, nikt dziury w półprzewodnikach po tym producencie nie zdołałby w sensownym czasie zasypać. Światowa rola tej firmy jest tak duża, że w mojej ocenie TSMC jest jednym z najważniejszych czynników stabilizujących nieciekawą geopolitycznie pozycję Tajwanu i trzymającym w ryzach gospodarczy konflikt chińsko-amerykański.

Pożar w zakamarkach systemu

3 stycznia, w jednej z wielu położonych pod Berlinem fabryk, miał miejsce pożar, który również bardzo mógł mieć poważne konsekwencje dla półprzewodnikowej branży. Ogień pojawił się bowiem na terenie zakładów należących do ASML, holenderskiej firmy będącej w zasadzie monopolistą, jeśli chodzi o produkcję maszyn litograficznych umożliwiających produkcję układów w procesach poniżej 10 nm.

Gdyby doszło do zniszczenia tego zakładu, nie byłoby tak dużej i błyskawicznej katastrofy jak w przypadku hipotetycznego nieszczęścia TSMC, ale znacznie przedłużyłby się, dający nam wszystkim w kość półprzewodnikowy kryzys.

ASML to właśnie jedno ze wspomnianych wąskich gardeł, którego każdy problem będzie „rozlewać” się na całą gospodarkę. Ilość potrzebnych przemysłowi procesorów ciągle szybko rośnie i to właśnie holenderska firma jest kluczem do tego, żeby móc efektywnie zwiększyć ilość fabów i w efekcie możliwości produkcyjne nowoczesnych układów.

W pożarze ucierpiały zarówno linia DUV (starsze procesy), jak i EUV (nowocześniejsze). Tę pierwszą udało się już przywrócić do działania, niestety linia EUV pozostaje dalej nieczynna i na razie nie wiadomo, kiedy uda się ją postawić na nogi. Firma ogłosiła na razie wdrożenie programu naprawczego i ma nadzieję, że plany produkcji i dostaw (już dziś kilkunastomiesięczne) zbytnio nie ucierpią.

ASML ogłosi swój raport powypadkowy 19 stycznia wraz z podaniem przewidywań produkcyjno-finansowych na następne miesiące. I choć niewiele osób zdaje sobie sprawę z jej istnienia, z pewnością wiele zarządów, a nawet przedstawicieli państw, będzie na ten event z niecierpliwością czekać.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że o ile w perspektywie kilku lat takiemu TSMC przybędzie konkurencji, to dla ASML nie widać takowej nawet w Chinach. Jest to tak specjalistyczna, trudna i specyficzna dziedzina, że nawet inwestujący miliardy dolarów w półprzewodniki Kraj Środka nie może znaleźć odpowiednich specjalistów.

To wszystko pokazuje, że choć często potrafimy się zachwycić tym, jak nasza cywilizacja technologicznie posunęła się do przodu, trzeba pamiętać, że ciągle jesteśmy na początku drogi. Jeden statek, jeden pożar czy jakaś lokalna katastrofa naturalna potrafią całą naszą gospodarkę poważnie rozhuśtać, a z wielu podobnych wąskich gardeł nawet nie zdajemy sobie sprawy. Co gorsza, część z nich, tak jak ASML, nie będzie łatwa do zlikwidowania.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu