12

Po kilku latach włączyłem powiadomienia na Facebooku. Już żałuję, ale nie było wyjścia

Od wielu lat aplikacja Facebooka na każdym moim smartfonie nie mogła wyświetlać mi żadnych powiadomień. Polubienia, komentarze, oznaczenia, wydarzenia i wiele więcej - to wszystko przeglądałem dopiero wtedy, gdy postanowiłem otworzyć aplikację. Ale kilka dni temu zmieniłem zdanie - po tak długim czasie przywróciłem powiadomienia push dla Facebooka. Powód był bardzo prosty.

Nie podam dokładnej daty, kiedy wyłączyłem powiadomienia w aplikacji Facebooka, ale było to naprawdę szmat czasu temu. Zrobiłem to pod wpływem chwili, gdy moją uwagę zwróciło kolejne piknięcie wygenerowane przez jakąś głupotę w stylu: „Twoi znajomi są zainteresowani tymi wydarzeniami”. Nie będę ukrywał, że Facebook jest źródłem wielu pomocnych i przydatnych informacji, ale tego rodzaju tematy mogą zaczekać do chwili, aż wrócę do serwisu z własnej, nieprzymuszonej woli. Odwiedzam go zapewne i tak częściej niż powinienem, więc nie potrzebuję dodatkowych bodźców, które będą mnie zachęcały jeszcze bardziej. Chyba każdy zna taką sytuację, w której otwieramy daną aplikację/stronę, by sprawdzić/zrobić konkretną rzecz, a kończy się na tym, że przez kilkanaście minut przeglądamy inne treści lub rozmawiamy z innymi osobami. Czasem można nawet zapomnieć o pierwotnym celu wizyty w serwisie.

Czytaj też: Google daje tam gdzie Facebook zabiera

Kiedyś Facebook zasypywał skrzynkę mailową swoimi powiadomieniami

Facebook od zawsze pozwalał na dezaktywację powiadomień oraz dość wysoki stopień ich personalizacji. Na początku funkcjonowania i zdobywania popularności w Polsce większość z nas otrzymywała nawet sporo wiadomości e-mail, które pokrywały się z zawartością sekcji powiadomień na Facebooku – wszystko po to, by ściągnąć nas z powrotem do serwisu. Pewien poziom kontroli nad powiadomieniami jednak istniał i można się było tego pozbyć. Nie była to jednak tak zaawansowana konfiguracja powiadomień dla aplikacji, jakiej bym oczekiwał, dlatego najlepszym wyjściem było wyłączenie ich wszystkich. Za to z pewnością podziękował mi także akumulator w moim smartfonie.

facebook

Od dłuższego czasu zadawałem sobie jednak pytanie, co jest gorsze – bycie w stanie gotowości i regularne sprawdzanie nowości, czy bycie na wezwanie, gdy tylko piknie telefon? Zapytacie, dlaczego w ogóle chciałby ktoś być aż tak na bieżąco z powiadomieniami na Facebooku. Cytując klasyka: nie chcę, ale czasem muszę. Duża część społeczności posiada grupy właśnie na Facebooku i korzysta głównie z nich w celu wymiany istotnych informacji. To tam można w szybki sposób poinformować wiele osób jednocześnie oraz oczekiwać od nich jakiejkolwiek reakcji (a w przypadku jej braku zweryfikować już można nawet, kto zapoznał się z ogłoszeniem).

Na niektóre aktywności (powiadomienia) trzeba reagować

Zapisy na przeróżne aktywności odbywają się wewnątrz takich grup i jeśli odpowiednio szybko nie zareaguję, będę musiał pogodzić się z brakiem miejsc. Co więcej, nawet gdy uda mi się wstrzelić swoją aktywnością na Facebooku w chwilę publikacji posta, to zbyt wiele razy nie byłem na bieżąco z kolejnymi ogłoszeniami dotyczącymi spotkania, dowiadując się w ostatniej chwili o zmianach lub odwołaniu. Mój plan na cały dzień stawał pod znakiem zapytania tylko dlatego, że nie chciałem w czasie wolnym regularnie sprawdzać Facebooka.

Zobacz też: Facebook miał celowo zatajać informacje przed inwestorami – m.in. o sprzedaży narkotyków. Do SEC trafiła skarga

Nie podoba mi się ta zależność, podobnie jak potrzeba bycia (prawie) ciągle online, bo większość osób stać dzisiaj co najwyżej na próbę nawiązania kontaktu przez Messengera. W istotnych i skrajnych przypadkach telefon czy SMS również się zdarzają, ale brak odpowiedzi przez kilkanaście minut na komunikatorze (przykładem był wcześniej Messenger ze względu na swoją popularność), oznacza dla sporej grupy osób brak zainteresowania ich sprawą lub osobą.

Ustawienia powiadomień na Facebooku – nie wszystko jest nadal jasne

Postanowiłem wiec skonfigurować ustawienia powiadomień Facebooka w taki sposób, bym mógł być na bieżąco z ważnymi dla mnie aktywnościami, a pozostałe czekały na mnie, gdy będę miał czas i/lub ochotę zajrzeć do aplikacji. Jak się okazało, kilka lat później nie jest to wcale znacznie łatwiejsze, bo duża część z nich jest (odpowiednio dla serwisu) generalizowana. Co więcej, ustawienia powiadomień są jedną z ostatnich kategorii, więc przez chwilę sądziłem, że kompletnie się ich pozbyto.

Do dyspozycji są niemal te same sekcje, co wcześniej: komentarze, znaczniki, przypomnienia, zaproszenia do znajomych czy urodziny. Niestety, nie wiem co dokładnie Facebook ma na myśli pisząc „więcej aktywności związanej z Tobą”,  bo przykład prezentuje tylko kwestię udostępnienia przez inną osobą mojego posta. W przypadku grup, co jest dla mnie najważniejsze, zakres ustawień powiadomień jest dość szeroki. W jednym miejscu można zdecydować o ustawieniach dla każdej z grup, ale brak opcji masowego zarządzania nimi naprawdę mnie zirytował. Dużą część grup tylko obserwuję, śledząc aktywność innych, więc wyciszenie ich nie było łatwe. Wyłowienie tych, które są dla mnie istotne jest możliwe, ale trzeba uważać, by nie zaznaczyć np. opcji o „wyróżnionych zdarzeniach”, bo wtedy Facebook będzie decydował o tym, czy wyśle nam powiadomienie czy nie.

Polecamy: Facebook nas polaryzuje bo to mu się opłaca

Spędziłem dobre kilkadziesiąt minut w ustawieniach aplikacji Facebooka, po czym i tak widuję na ekranie blokady komunikaty, które są mi kompletnie zbędne. Pogodziłem się z tym, że niemożliwe jest dostosowanie wszystkiego pod moje oczekiwania, a teraz pozostaje mi tylko obserwować, czy Facebook będzie równie chętnie, jak mój czas, konsumować energię z akumulatora smartfona.