facebook instagram
5

Facebook nas polaryzuje bo to mu się opłaca

Zamówić raport, przeprowadzić dochodzenie, a potem zignorować wnioski. Czy takie działanie ma sens? Dla Ciebie może nie, ale Facebook nie widzi w tym problemu.

Podobno Internet to fantastyczne narzędzie. Dzięki niemu informacje wszelkiej maści mamy dosłownie na wyciągnięcie ręki, wystarczy wyciągnąć naszego smartfona i wstukać odpowiednie hasło w pole wyszukiwarki. Pyk i mamy to. Podobno dzięki niemu dzielenie się wiedzą nigdy nie było tak łatwe. W końcu mamy takie narzędzia jak Google i Facebook. Bezstronne nośniki danych. Jeśli w tej chwili na Twojej twarzy pojawia się uśmiech lub grymas niedowierzania to bardzo słuszny odruch.

Jak działa Facebook co do zasady chyba wszyscy wiemy. Algorytmy analizują upodobania Naszych znajomych, co klikamy, co czytamy i oglądamy, co lajkujemy i przekazujemy dalej, jakiego typu treści sami publikujemy. Wszystkie nasze akcje generują obszerną bazę wiedzy o nas i tworzą zastraszająco dokładny model naszej osoby.

Żyjemy w bańkach

Niestety prawda jest taka, że korzystanie z Facebooka nijak się ma do pozyskiwania rzetelnych i wysokiej jakości informacji. Tak naprawdę im głębiej wkraczamy w świat wirtualnych mediów, tym bardziej zamykamy się w sztucznej bańce, w której dzielimy się i chłoniemy jedynie wiadomości dla nas wygodne i zgodne z naszym światopoglądem.

Zdjęcie: Jesper Aggergaard

Przyznam, że nie zliczę ile razy byłem świadkiem „akcji” w social mediach w której ktoś dzielił się swoimi kontrowersyjnymi (dla mnie) poglądami i dopisywał „a jak ktoś się ze mną nie zgadza niech usunie mnie ze znajomych”. Taka osoba świadomie lub nie, odcina się od reszty świata. Otula się wygodnym kokonem, w którym przepływ informacji jest dostrojony do jego/jej potrzeb.

Co jest w tym najgorsze? Facebook o tym wie. Osoby odpowiadające za kierunek jego rozwoju mają świadomość, że ich serwis dzieli, a nie łączy użytkowników serwisu. Jak donosi The Wall Street Journal zarząd giganta social mediów zignorował wnioski płynące z raportu, który – uwaga teraz najlepsze – sam zlecił. Cała historia miała miejsce w 2018 roku. Wewnętrzny raport wykazał, że cały produkt, a w szczególności algorytm odpowiadający za treści rekomendowane podsycał polaryzację osób z niego korzystających. Czy znając historię Facebooka kogokolwiek to dziwi?

Dlaczego trzeba o tym mówić?

Cała historia nie wydaje się pasjonująca, w końcu mówimy o jakimś tam raporcie z 2018 roku, to już przecież historia. Jednak dotyczy to serwisu, który dotyka miliardów ludzi, którego moc sprawcza jest trudna do określenia.

Jest jeszcze jeden powód, który mnie osobiście bulwersuje. Śledztwo przeprowadzone przez The Wall Street Journal wykazuje iż zarząd Facebooka nie tylko świadomie zignorował wnioski wynikającego z własnego raportu, ale również starał zrzucić z siebie odpowiedzialność i nie podjął absolutnie żadnych kroków, aby ten stan rzeczy zmienić. Dlaczego? Bo bał się zmniejszenia zaangażowania swoich najwierniejszych użytkowników.

Zdjęcie: Austin Distel

Zdjęcie: Austin Distel

Według analiz wykonanych przez Facebook, kontynuacja strategii opartej o serwowanie informacji, które dzieliły użytkowników, a tym samym zamykały ich w bańkach, zwiększało ich zaangażowanie. Oczywiście nie mówimy tu o zaangażowaniu w merytoryczne dyskusje (chociaż i te mają miejsce), a o zaangażowaniu w korzystaniu z serwisu. Z perspektywy firmy jest to jak najbardziej słuszna strategia. W końcu ich model biznesowy jest oparty o ogromne ilości użytkowników, którzy regularnie korzystają z „dobrodziejstw” produktu.

Facebook to firma

Mam pełną świadomość, że FB to po prostu firma, która dba o swoje wyniki kwartalne i roczne. Co więcej, nie łamią oni prawa, jednak ich działania są dalekie od jakiejkolwiek etyki. Wystarczy przypomnieć sobie ich wpływ na ostatnie wybory prezydenckie w USA. Brak regulacji dotyczących fake newsów w spotach kampanijnych, brak jakiejkolwiek moderacji tego typu informacji. Dodajmy do tego spolaryzowane bańki w których siedzą ludzie i doskonały system targetowania reklam i mamy broń laserową dzięki której każda bzdura może trafić na idealnie podatny grunt.

A co w tym wszystkim jest najgorsze? To, że tej machiny nie da się zatrzymać.

Źródło: The Wall Street Journal