30

Ten film znacznie lepiej wypadłby w kinie niż na Netflix. Potrójna granica – recenzja przedpremierowa

Piątka żołnierzy sił specjalnych ponownie łączy siły, by wykonać ostatnią wspólną misję. Ale tym razem, jak sami mówią, na ich ramieniu nie będzie flagi Stanów Zjednoczonych. Tym razem wyruszają dokonać napadu, by upomnieć się o swoje.

Santiago „Pope” Garcia (Oscar Isaac) nie zrezygnował ze służby – regularnie bywa w krajach Ameryki Południowej, by wspomagać lokalną policję w walce z gangami narkotykowymi. Podczas jednej z takich akcji udaje mu się dotrzeć do informatorki, która zna lokalizację miejscowego barona narkotykowego. Jego majątek ma opiewać na ogromną sumę i całość znajdować się w gotówce ze względu na brak zaufania do banków i innych instytucji. To mogła być udana akcja lokalnych organów ścigania wsparta przez zagraniczną agencję, ale „Pope” wpada na inny pomysł: do pomocy zawoła własnych przyjaciół, a przejęta fortuna barona narkotykowego ma być odpowiedzią na problemy finansowe każdego z nich.

TRIPLE FRONTIER (2019) - pictured L-R: Oscar Isaac ("Pope") and Ben Affleck ("Redfly") Photo by Melinda Sue Gordon / Courtesy of Netflix TF_DAY37-0495.RAF

Werbowanie kolejnych członków ekipy to dość typowe zagrania w scenariuszu – niektórzy decydują się w mgnieniu oka, inni opierają lub uzależniają udział od decyzji pozostałych. Grany przez Bena Afflecka Tom Davis może pochwalić się największym doświadczeniem ze wszystkich – podczas seansu liczymy, że każdy krok w tego rodzaju misji (napadu) będzie więc skrupulatnie omówiony. Niestety, takich szczegółów nam darowano, podobnie jak wielu innych wyjaśnień. Scenariusz miejscami idzie na skróty, więc czasami czujemy pewien niedosyt. Oczywiście, że nie wszystko idzie zgodnie z planem i nasi bohaterowie muszą improwizować, ale miłym zaskoczeniem było dla mnie to, że sam napad nie jest punktem kulminacyjnym filmu. To od niego zaczyna się właściwy seans.

Pod względem realizacyjnym czy aktorskim trudno o cokolwiek się tutaj przyczepić. Ujęcia są bardzo udane, niektóre kadry mogą się naprawdę podobać, a cała plejada gwiazd (poza Benem Affleckiem i Oscarem Isaaciem wystąpili Charlie Hunnam, Garrett Hedlund i Pedro Pascal) staje na wysokości zadania. Nie są to role ich życia, ale postacie są dla mnie wiarygodne, może poza drobnymi wyjątkami, gdy scenariusz wymusza na nich kompletnie nie pasujące do charakteru wypowiedzi. Bo najsłabszym punktem całości wydaje się być właśnie scenariusz.

Napisali go wspólnie J. C. Chandor (Rok przemocy, Chciwość) i Mark Boal (Wróg numer jeden, Detroit), więc mogłoby się wydawać, że historia będzie rozpisana co najmniej dobrze. Nie wiem, czy tekst przeleżał gdzieś na półce dłuższy czas i nic w nim nie zmieniono przed rozpoczęciem zdjęć, czy powstał w mgnieniu oka chwilę przed wejściem na plan, ale wiele świetnych pomysłów doczekało się mało satysfakcjonującej realizacji. „Bunt” żołnierzy i chęć szybkiego zarobku poprzez złamanie obietnic i przyrzeczeń, które składali, a także pełna wyzwań i problemów droga powrotna do domu zachęciły mnie do seansu. Lubimy, gdy postacie filmów upominają się o swoje, po tym jak przez lata – w tym przypadku – służyli ojczyźnie, narażali życie i byli wielokrotnie postrzeleni, a nie są w stanie zapewnić edukacji własnym dzieciom.

TRIPLE FRONTIER (2019) - pictured L-R: Garrett Hedlund (“Ben”) and Charlie Hunnam ("Ironhead") Photo by Melinda Sue Gordon / Courtesy of Netflix TF_DAY08-0137.RAF

Widz zostaje bowiem postawiony przed nie lada dylematem – czy w ogóle powinien trzymać kciuki za głównych bohaterów? Wraz z rozwojem wydarzeń zaczynamy tracić przekonanie do słuszności ich wyborów, ale wciąż mamy nadzieję, że misja się powiedzie. „Potrójna granica” zadaje pytanie, na jak wiele niewłaściwych decyzji można sobie pozwolić, zanim z bohatera staniemy się czarnym charakterem, a tytuł przecież nie odnosi się tylko do granic geograficznych. Pojedyncze sceny przypominają nam o tym, w jak poważnych tarapatach się znaleźli i jakich rzeczy muszą się dopuścić, żeby wyjść cało z tego całego zamieszania, ale w pozostałych momentach film nie jest aż tak angażujący.

Po seansie jestem rozdarty. Bo choć film ogląda się przyjemnie i te niemalże 2 godziny upływają stosunkowo szybko, to mam wrażenie, że historia nie została wyczerpana. Te najbardziej dynamiczne sceny i piękne krajobrazy wypadłyby lepiej na kinowym ekranie, przez co zrobiłyby na mnie większe wrażenie. Ale nie można mieć wszystkiego, prawda?

Ocena filmu: 7/10

Potrójna granica trafi na Netflix 13 marca.