Internet

Polscy podcasterzy kryminalni to plagiatorzy? Dziennikarze śledczy mówią dość

Kamil Świtalski
10

Podcasty kryminalne od kilku lat biją wszelkie rekordy popularności. To bez wątpienia największa kategoria, która jeszcze nie powiedzała ostatecznego słowa. Ale wraz z popularnością podcastów kryminalnych wzrasta złość ludzi, których prace są wykorzystywane do ich tworzenia — przede wszystkim dziennikarzy śledczych. Ci potrafią latami pracować nad opowiedzeniem historii, którą później parafrazują podcasterzy. Postanowili przestać się temu przyglądać z daleka i wkroczyli do akcji. Iza Michalewicz — pisarka i reporterka — zapowiada pozew przeciwko jednej z polskich podcasterek, którą oskarża o kradzież swojego reportażu.

Iza Michalewicz vs. podcasterka. Oskarżenie o kradzież pracy

Chodzi o podcast "Kryminalne historie", którego autorka w jednym z odcinków opowiedziała historię łudząco podobnie do tego, w jaki sposób całą sprawę opisała Michalewicz w swojej książce "Ballady Morderców. Kryminialny Wrocław". I podobnie jest tutaj niezwykle delikatnym określeniem, bowiem na swoim blogu autorka porównuje swój tekst ze słowami i opisami które padają w podcaście. I trudno jest tu mówić o delikatnej inspiracji, bowiem fragmenty które przytacza... no cóż, nawet jeśli podcasterka nie zrobiła tego celowo - to brzmią dokładnie tak samo. Jeden z przykładów:

  • Podcast: W mieszkaniu przy ul. Macedońskiej we Wrocławiu na ostatnim piętrze dziesięciopiętrowego budynku było duszno, a okna były szczelnie zamknięte. Było to zaskakujące, bo był to środek wakacji: 30 lipca 1990 roku.
  • Książka: (…) był 30 lipca. Piękny, upalny środek lata. We Wrocławiu, mieście ponad stu mostów, Odra intensywnie parowała nadając powietrzu wilgoci, a skórze dodatkowych kropli potu.
    W mieszkaniu, w którym stała wanna panował zaduch. Otwierane dotąd często okna były szczelnie zamknięte.
Źródło: https://tinyurl.com/Iza-Michalewicz-Reporterka

Takich przykładów w tym odcinku Michalewicz doszukała się znacznie więcej. Właściwie spisała ona odcinek od deski do deski i zestawiła z własnym tekstem. Myślę że każdy zinterpretuje to po swojemu, jednak patrząc na całość — nie dziwię się reportertce, że chce dochodzić swoich praw w sądzie. Sprawa wybuchła przed kilkoma dniami — i obie strony zdążyły wymienić się korespondencją, ale również komentarzami w social mediach. Podcasterka nie zdecydowała się usunąć odcinka, a co więcej - nie poczuwa się do zarzutów o plagiat. Twierdzi że korzystała z wielu źródeł, które to wszystkie starannie podawane są w opisie odcinka. I faktycznie - prowadzi do nich odnośnik Google Docs, w którym widnieje ich aż 14. Ale jednak inne artykuły nie są aż tak podobne jak opis w podcaście.

Gdzie kończy się inspiracja i korzystanie ze źródła, a gdzie zaczyna plagiat?

Polskie podcasty kryminalne których miałem okazję słuchać to w 99% prace odtwórcze. Ich autorzy rzadko kiedy fatygują się by znaleźć własne informacje, przeczytać akta sprawy czy wykonać śledztwo. Korzystają z najrozmaitszych źródeł — od książek, przez reportaże telewizyjne, na artykułach i uzupełnieniach historii w rozmowie ze świadkami czy okolicznymi mieszkańcami kończąc. Sprawa "Kryminalnych historii" nie jest jednak odosobniona - Iza Michalewicz wspomina w swoich wpisach na Facebooku także najpopularniejszy polski podcast kryminalny "Kryminatorium", którego autor też miał wykorzystać jej pracę bez zgody.

Ale trudno mi dziwić się rozżaleniu autorów reportaży, których prace są regularnie przemielone przez podcasterów. Pani Michalewicz nie jest jedyną którą to irytuje — nie dalej niż kilka tygodni temu w sprawie zabrał głos m.in. Przemysław Semczuk, którego reportaże w formie książek również są wykorzystywane przez twórców słuchowisk.  Nie dalej niż kilka dni temu poleciłem przyjacielowi książkę "Motyw ukryty. Z archiwum profilera" Katarzyny Bondy oraz Bogdana Lacha. Po kilku rozdziałach przyznał z rozbrajającą szczerością że jest nią znudzony. Ale nie dlatego że to zła książka. Nie dlatego, że historie są źle opisane. To wszystko jest interesujące, ale on już wszystkie je wcześniej poznał w polskich podcastach kryminalnych, więc czytanie jej nie daje mu żadnej frajdy.

Sprawa interesująca jest także z prawnego punktu widzenia. Marta Glanc w swoim artykule dla serwisu Onet.pl poprosiła o komentarz prawnika. Adwokatka Klaudia Mokrzewska-Kowalczyk opowiedziała że sprawy te nie są jednoznaczne i każdą trzeba rozpatrywać indywidualnie - zarówno jeżeli chodzi o sposób podawania informacji, jak i formę. Czy to cytat czy opieranie się na jakimś tekście? Czy wszystkie źródła są odpowiednio oznaczone?

Dziennikarze śledczy i szeroko pojmowani autorzy literatury fakt są coraz bardziej poirytowani wykorzystywaniem ich pracy. Spór Izy Michalewicz z twórczynią "Kryminalnych historii" może okazać się pierwszym krokiem ku zmianom w tym światku. Nie wierzę w to, by podcasterzy ochoczo płacili twórcom za dostęp do ich pracy - ale kto wie, może zaczną pytać autorów o zgodę przed opowiedzeniem ich swoim słuchaczom i w przypadku odmowy zrezygnują z tematu? Albo po prostu przerzucą się na sprawy zagraniczne, gdzie dostęp do źródeł jest znacznie łatwiejszy. Zarówno jeżeli chodzi o programy telewizyjne, książki, artykuły jak i akta sądowe.

Źródło: 1, 2

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu