30

Polowanie na WikiLeaks trwa, po Amazonie nie wytrzymał PayPal i EveryDNS

Sprawa WikiLeaks kompromituje kolejne duże firmy internetowe. Najpierw padł Amazon, który wytrzymał tylko jeden dzień po czym wypowiedział świadczenie usług – nie chodziło oczywiście o to, że strona jest pod permanentnym atakiem typu DDoS ani o złamanie zasad regulaminu ale o mniej lub bardziej formalne naciski polityków z USA. Ostatecznie WikiLeaks wylądował na serwerach OVH […]

Sprawa WikiLeaks kompromituje kolejne duże firmy internetowe. Najpierw padł Amazon, który wytrzymał tylko jeden dzień po czym wypowiedział świadczenie usług – nie chodziło oczywiście o to, że strona jest pod permanentnym atakiem typu DDoS ani o złamanie zasad regulaminu ale o mniej lub bardziej formalne naciski polityków z USA. Ostatecznie WikiLeaks wylądował na serwerach OVH (ale to wiadomość z czwartku czy piątku więc może być już nieaktualna)

W między czasie cios w WikiLeaks zadał PayPal przez który gromadzone były pieniądze na utrzymywanie działalności WikiLeaks. PayPal zablokował konto WikiLeaks odcinają jednocześnie autorów akcji od zgromadzonych na nim środków i dalszej możliwości zbierania pieniędzy za pomocą ich systemu. Blokada była uargumentowana kolejny raz regulaminem a dokładnie punktem w którym mówił, że system nie może być wykorzystywany do zbierania środków na nielegalną czy też nie zgodną z prawem działalności.




PayPal to jednak nie jedyna firma, która ostatnio utrudniła życie WikiLeaks. Kolejnym negatywnym bohaterem jest EveryDNS.net. Tym razem teoretycznie nie chodziło o złamanie regulaminu ale o fakt, że ciągłe ataki na WikiLeaks mogły zaszkodzić całej infrastrukturze EveryDNS. W skutek tego domena WikiLeaks.org jest w chwili obecnej niedostępna, natomiast serwis można znaleźć pod adresem WikiLeaks.ch, choć nie wiadomo na jak długo.

Mamy więc do czynienia z międzynarodowym polowaniem na serwis, który ujawnił tajne depesze ambasadorów USA. Najciekawsze jest jednak to, że cała akcja i ataki trwają mimo faktu, że tajne dokumenty już rozeszły się po największych gazetach na świecie. Efekt całej akcji powoli schodzi z pierwszych stron gazet – można więc powiedzieć, że „mleko już się wylało”. Mimo to sytuacja wygląda tak jakby WikiLeaks dopiero miało ujawnić tajne informacje.

Historia z WikiLeaks to moim zdaniem smutny przykład pokazujący, że tak naprawdę nawet internet można kontrolować, Nikt nie jest w stanie w dłuższym okresie czasu wspierać serwisu przeciwko któremu trwa międzynarodowa akcja. Którego wyrzuca się z kolejnych serwerów i będącego pod ciągłym atakiem „hakerów” co z kolei sprawia problemy nawet z utrzymywaniem domeny (choć osobiści uważam, że akurat EveryDNS gdyby chciało to poradziłoby sobie z atakami DDos).

Zdjęcie pochodzi z shorpy.com