32

Uważajcie na usługi lokalizacji, policja ma na nie oko

O tym, że smartfony rejestrują każdy nasz ruch (szczególnie te z Androidem), bez przerwy śledząc naszą lokalizację, wiadomo od dawna. Takie dane można wykorzystać na wiele sposobów, ale ten faktycznie może się do czegoś przydać. Ale czy nie doprowadzi czasem do chybionych oskarżeń?

Amerykańska policja prosi Google o pomoc

Raleigh, Karolina Północna, USA. Liczące około 416 tysięcy mieszkańców miasto stanowiące część obszaru metropolitalnego Raleigh-Cary oraz aglomeracji Raleigh-Durham-Cary – ta uważana jest za jedną z najszybciej rozwijających się w USA. Lokalni detektywi zwrócili się tam do Google o pomoc w sprawie dwóch uzbrojonych bandytów i popełnionych przez nich przestępstw. Przekazany przez nich nakaz nie dotyczył danych dotyczących tych dwóch konkretnych osobników, ale danych zebranych z mobilnych urządzeń na wskazanym obszarze i w czasie popełnienia przestępstw.
W przypadku sprawy o zabójstwo, policjanci z Raleigh zwrócili się do Google z prośbą o udostępnienie konkretnych danych dotyczących każdego, kto znajdował się na obszarze 68 tysięcy metrów kwadratowych, niezależnie od tego czy dotyczyło to domów czy firm. Jak sami doskonale wiecie dzisiejsze smartfony cały czas korzystają z funkcji lokalizacji, łącząc sygnał GPS, Wi-Fi i sieci mobilnej, dzięki czemu są w stanie dokładnie ustalić swoją pozycję. Użytkownik może oczywiście wyłączyć lokalizację, urządzenie jest jednak cały czas podpięte do sieci komórkowej i cały czas rejestrują oraz udostępniają swoją lokalizację.

Już od dawna mamy specjalny proces, który określa w jaki sposób organy ścigania mogą żądać danych dotyczących naszych użytkowników. Uważnie analizujemy każdą prośbę i nie wyrażamy zgody kiedy ta prośba jest zbyt szeroka/obszerna.

– wyjaśnia Google

Według rzecznika Departamentu policji w Raleigh w obu opisanych wyżej przypadkach udostępnione przez Google dane nie dotyczyły wyłącznie urządzeń działających pod kontrolą systemu Android – załapały się również inne systemy, na których działały aplikacje od Google. Policjanci w Raleigh nie są oczywiście pionierami tego pomysłu, podpatrzyli go u kolegów z Kaliforni.

Google przyznaje, że w ostatnich latach co 6 miesięcy otrzymywało prośby o ujawnienie danych dotyczących od 75 000 do 80 000 użytkowników. Według raportu ze stycznia 2017 roku pozytywnie rozpatrzono około 65% takich próśb. Koncern nie zdradza jednak jakie dokładnie dane ujawnia rządowi czy organom ścigania. Wiadomo natomiast, że są sytuacje, w których na mocy nakazu sądowego nakładany jest zakaz identyfikowania osób, których one dotyczą.

Usługa lokalizacji pozwala policji namierzyć nasz telefon

Powiecie, że to nic nowego

Nie do końca. Oczywiście samo występowanie o dane lokalizacyjne nie jest niczym nowym, natomiast trochę zaskakuje pomysł policjantów z Raleigh. Oczywiście z punktu widzenia prowadzonej sprawy zgromadzenie danych z dużego obszaru związanego z przestępstwem na pewno ułatwi późniejsze dochodzenie i pomoże w identyfikacji sprawców. Wyobraźcie sobie jednak sytuację, w której zostajecie o coś oskarżeni tylko dlatego, że kręciliście się gdzieś w okolicy – tak przynajmniej twierdzi urządzenie mobilne, bo akurat coś „nie pykło” w usłudze lokalizacji i teleportowała Was na chwilę dwie ulice dalej. Policjant prowadzący sprawę odhaczył Was na liście podejrzanych i ciągacie się po komisariatach próbując się z całej sprawy wytłumaczyć. Niemożliwe? A przypomnijcie sobie własne problemy na przykład z aplikacją Map od Google albo niemożnością zaczekowania się na Facebooku czy Instagramie. Nie wiem jak u Was, ale mnie Mapy Google potrafiły teleportować i 200 metrów dalej, a lokalizacja usług społecznościowych pokazywać lokacje, obok których nawet nie przechodziłem. O ile jednak w takim codziennym użytkowaniu smartfona można na takie rzeczy przymknąć oko, to raczej nie sądzę by podobnie zachwali się policjanci badający sprawę dużego kalibru.

Oczywiście cały czas mówimy o USA, które z jednej strony wydaje się dbać o prywatność swoich obywateli – z drugiej natomiast, co pokazał chociażby Edward Snowden, zbiera dane o wszystkich i o wszystkim.
Swoją drogą – naprawdę ktoś idzie na napad z bronią w ręku i włączoną lokalizacją w telefonie?

grafika: Alex_Schmidt/Depositphotos, voronin-76/Depositphotos

źródło