Recenzja

Polacy wiedzą jak wrócić do ery 16 bitów. Recenzja Warlocks vs Shadows

PW
Paweł Winiarski
6

Polska ekipa z małego studia Frozen District nie miała szczęścia do swojej produkcji. Najpierw nieudana akcja na polskiej platformie crowdfundingowej, potem pewne trudności z zebraniem odpowiedniej kwoty na Kickstarterze. Ostatecznie jednak udało się osiągnąć finansowy cel i po zaliczeniu wczesnego...

Polska ekipa z małego studia Frozen District nie miała szczęścia do swojej produkcji. Najpierw nieudana akcja na polskiej platformie crowdfundingowej, potem pewne trudności z zebraniem odpowiedniej kwoty na Kickstarterze. Ostatecznie jednak udało się osiągnąć finansowy cel i po zaliczeniu wczesnego dostępu na Steamie, gra wylądowała wreszcie w sklepie Valve. I bardzo dobrze, bo to naprawdę udana produkcja.

Wraz ze spadającym na Ziemię meteorytem, świat opanowały Cienie. Wcielamy się w jednego z czarodziejów, których zadaniem jest powstrzymanie zagrożenia. I tyle. Jeśli dodacie do tego archaiczny sposób przekazywania historii (plansze z tekstem), otrzymacie do bólu sztampową, a jednocześnie nieciekawą opowieść. Skoro mamy już za sobą najsłabszy element polskiego Warlocks vs Shadows, możemy spokojnie przejść do zdecydowanie ciekawszych aspektów gry - a jest ich tu sporo.

Więc chodź, zaczaruj mój świat

Zabawę rozpoczynamy wybierając jednego z pięciu czarodziejów, wraz z postępami w grze odblokujecie kolejnych bohaterów. Każdy z nich nie tylko prezentuje zupełnie inne podejście do walki, ale wymusza inna technikę zabawy. Jeden będzie skupiał się na szybkiej eliminacji i odpychaniu przeciwników, inny efektywną walką w zwarciu, kolejny na balansowaniu czarami celem regeneracji pozostałych umiejętności. Słowo „regeneracja” pojawia się tu nie bez powodu - system walki można bowiem najłatwiej opisać porównując go do tego znanego z gier MOBA. Mamy więc zarówno podstawowe, jak i silniejsze ataki, każdy z nich potrzebuje jednak czasu na odnowienie. Na tym jednak podobieństwa do DOTY czy League of Legends się jednak kończą.

Warlocks vs Shadows to połączenie chodzonej bijatyki z platformówką. Etapy składają się na światy, na końcu których graczowi przyjdzie zmierzyć się z bossami. Są to spotkania wymagające, choć sprawdza się tu stary patent nauki schematów ataków i odpowiedniego wpasowania w nie swoich działań. Oczywiście zanim dotrzemy do bossa, będziemy musieli pokonać hordy nacierających przeciwników. Chodzących, skaczących, latających - dla każdego coś (nie) miłego. Rozgrywka jest dynamiczna, a po opanowaniu postaci będziecie wykręcać naprawdę fajnie wyglądające kombinacje. I co najważniejsze, czas włożony w nauczenie się najlepszych technik dla danej postaci wywołuje uczucie satysfakcji, o co często w podobnych grach trudno.

Warto zwracać uwagę na ekwipunek wypadający co jakiś czas z pokonanych przeciwników - znajdziecie tam hełmy, części zbroi, buty, broń lub tarcze. Podobne przedmioty można kupić od handlarza, ale rzeczywistość pokazuje, że lepsze rzeczy znajduje się na placu boju. Polepszają one nasze statystyki (np. atak lub obronę) i często mogą okazać się kluczowe na kolejnych etapach, gdzie poziom trudności jest coraz większy.

Podstawowym sposobem na poprawienie umiejętności naszego czarodzieja jest jednak klasyczny, choć uproszczony system znany z gier RPG. Z każdym kolejnym poziomem doświadczenia zdobywamy punkty, które można rozdysponować na ulepszanie poszczególnych ataków. Tu warto jednak chwilę się zastanowić, bo nieodpowiednie rozdzielenie ulepszeń może nieźle napsuć krwi przy starciach z większą ilością przeciwników.

Powrót do przeszłości

Graficznie Warlocks vs Shadows czerpie pełnymi garściami z 16-bitowych produkcji. I choć młodszym graczom będzie przeszkadzać pikseloza, to nie sposób nie docenić klimatu oprawy. Wszystko ma tu swoje miejsce i jest odpowiednio dopieszczone. Warstwa muzyczna nie rzuciła mnie na kolana i nie zapamiętałem żadnego z utworów, ale nie znaczy to wcale, że muzycznie pokpiono sprawę.

Poza trybem kampanii, warto rzucić okiem na pojedynki wieloosobowe. Przeprowadzicie je zarówno w lokalnej kooperacji jak i z przypadkowymi graczami z sieci. W pierwszym przypadku zabawa jest przednia, w drugim trzeba niestety poczekać aż więcej osób zainteresuje się grą, bo serwery potrafią jeszcze świecić pustkami.

Werdykt

Nie jestem fanem „indyków”, ale przy Warlocks vs Shadows bawiłem się naprawdę nieźle. Powróciły wspomnienia starych 16 bitowych gier, gdzie historię dopowiadałem sobie sam, skupiając się całkowicie na wymagającej rozgrywce. Jest szybko, kolorowo, dynamicznie i momentami chaotycznie (w pozytywnym tego słowa znaczeniu). Warlocks vs Shadows rewolucji w świecie gier nie przynosi, ale to dobra, solidna produkcja warta poświęconego jej czasu. Jeśli nie odstraszy Was więc brak wciągającej historii i archaiczna oprawa, warto się tym tytułem zainteresować. Bo szybka, wymagająca rozgrywka wszystko rekompensuje. Miejcie jednak na uwadze, że gra nie należy do najtańszych. Zapłacicie za nią 13,99€, gra zadziała na Windowsie, OSX i Linuxie.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

WindowsPCMacosxrecgry