Mobile

Pojechałem na MWC tylko z tabletem w torbie. Jak sprawdził się Asus T100 w warunkach bojowych?

JR
Jan Rybczyński
68

Dotąd korzystałem z Asusa T100 głównie do rozrywki - przeglądania stron i oglądania filmów na kanapie. Gdy siadałem do pracy zwykle miałem wygodny komputer stacjonarny pod ręką, z moją ulubiona klawiaturą mechaniczną i dwoma monitorami. Przyszedł jednak czas wyjazdu na targi MWC i stanąłem przed wyb...

Dotąd korzystałem z Asusa T100 głównie do rozrywki - przeglądania stron i oglądania filmów na kanapie. Gdy siadałem do pracy zwykle miałem wygodny komputer stacjonarny pod ręką, z moją ulubiona klawiaturą mechaniczną i dwoma monitorami. Przyszedł jednak czas wyjazdu na targi MWC i stanąłem przed wyborem pomiędzy tradycyjnym laptopem, Chromebookiem i tabletem z Windows 8.1 i podłączaną klawiaturą. Ostatecznie postawiłem na ostatnią opcję i nie żałuję.

Czemu zabrałem akurat tablet z Windows 8.1?

Szczerze mówiąc, z początku miałem pewne obawy czy skakać z T100 od razu na głęboką wodę. W końcu jak pojadę na targi ze sprzętem, który nie spełni pokładanych w nim nadziei, mogę nie opublikować materiału, albo przynajmniej mocno spóźnić się z publikacją. Skąd więc w ogóle pomysł, żeby zastąpić laptopa tabletem z dołączaną klawiaturą? Przede wszystkim, jak wspomniałem już kiedyś, mój Lenovo U310 ma problemy z WiFi - sygnał musi być naprawdę silny i stabilny, aby laptop nie miał problemów z nawiązaniem połączenia. Na ostatnich targach IFA doszło do tego, że z WiFi mogłem się połączyć tylko za pośrednictwem telefonu, który udostępniał internet po kablu USB do laptopa. Mocno kłopotliwe, gdy nie siedzę przy stole. Laptop wciąż miał przewagę w postaci gniazda Ethernet, ale doświadczenie podpowiadało, że dobrze działające WiFi jest zwykle częściej potrzebne.

A czemu nie Chromebooka? Jak można się domyśleć, ma to wiele wspólnego z pracą bez dostępności do sieci. To nie jest tak, że się nie da, ale mimo wszystko narzędzi do obróbki grafiki w trybie offline jest znacznie mniej. Dodatkowo Chromebook nie działa aż tak długo na baterii. Można narzekać, że na Windows 8/8.1 jest mało dobrej jakości aplikacji, przynajmniej jeżeli chodzi o tryb Modern (chociaż coraz mniej aplikacji mi brakuje), ale z pewnością łatwiej skompletować to co jest potrzebne niż narzędzia na Chromebooku do pracy Offline. Klamka więc zapadła, wrzuciłem T100 do bagażu i ruszyłem na lotnisko.

W czym T100 się sprawdził?

Już na początku tego akapitu wypada powiedzieć wprost - nie żałuję, że zabrałem ze sobą właśnie T100. Wręcz przeciwnie, z punktu widzenia opisywania targów, czyli określonej pracy, był to najbardziej komfortowy wyjazd jak dotąd. Była to zasługa trzech konkretnych cech tego urządzenia:

Przede wszystkim WiFi nie sprawiało najmniejszych nawet problemów. Wręcz przeciwnie, odniosłem wrażenie, że było stabilniejsze niż w telefonie, co jak dotąd nie zdarzyło mi się jeszcze nigdy. A tego rodzaju targi to prawdziwa rzeźnia hotspotów. Po kilkadziesiąt sieci w zasięgu, ale większość na granicy. Dodatkowo wszystkie sieci są non stop pod ogromnym obciążeniem, czasem padają, żeby po chwili się podnieść. W ogóle nie przypomina to WiFi w domu czy w biurze. A ja po raz pierwszy większość czasu miałem stabilny (w kategoriach tych ciężkich warunków) dostęp do sieci. Spodziewałem się tego już wcześniej - T100 ma dobry zasięg WiFi w tych miejscach mieszkania, gdzie inne laptopy są na granicy. Warunki bojowe tylko to potwierdziły.

Druga w kolejności zaleta to czas działania na baterii. Mogłem cały dzień biegać po targach nie myśląc nawet o gniazdku. Tego nie potrafi nawet Chromebook z procesorem ARM. A gniazdka elektryczne potrafią być bardziej oblegane i niż skrętki dostarczające internet. Spotkałem nawet na targach człowieka, który pytał ludzi o zgodę zrobienia im zdjęcia jak rozmawiają przez telefon podłączony do gniazdka sieciowego, bo pisze artykuł o targach mobilnych i czasach bezprzewodowych, w których wciąż jesteśmy uwiązani kablem. Mając T100 mogłem spokojnie oddać gniazdko kolegom po fachu. Urządzenie dające mi 4 - 5 godzin pracy na baterii, a może nawet 7 godzin, nie dałoby mi takiego komfortu, a T100 działa jeszcze dłużej.

Na trzecim miejscu wymienię połączenie ekranu i klawiatury. Z początku bałem się, że 10 calowy ekran to jednak będzie za mało do wygodnego pisania mobilnego. Oczywiście mógłby być większy, ale ogromnie doceniłem jakość IPS. Pracując na kolanie rzadko kiedy uda się tak ustawić ekran, żeby patrzeć na wprost, prostopadle do jego powierzchni. Ekran IPS zdecydowanie podnosi tutaj komfort pracy, zarówno podczas pracy z tekstem jak i pracy ze zdjęciami. Jeśli będę w przyszłości kupował laptopa, to przede wszystkim z ekranem IPS. Klawiatura, chociaż niepełno wymiarowa, ma większy skok klawiszy niż w wielu utrabookach. Mając na uwadze, że jest to mały, 10 calowy sprzęt, do tego tablet z odczepianą klawiaturą, wygoda była na zaskakująco wysokim poziomie.

Czego na T100 bym jednak nie zrobił?

Praca z tekstem i zdjęciami w formacie .jpg na T100 była naprawdę zadowalająco komfortowa. Procesory Intel Atom przeszły daleką drogę od pierwszych netbooków, kiedy to zmniejszenie 10 zdjęć mogło doprowadzić do pasji. Ja mogłem jednocześnie zmniejszać kilkaset zdjęć, pisać i przeglądać internet w kilku zakładkach. Biorąc pod uwagę, że to sprzęt pozbawiony aktywnego chłodzenia, dodatkowo tablet, trudno jest narzekać.

Nie znaczy to jednak, że nadaje się do wszystkiego. Gdyby charakter mojej pracy wymagał ode mnie pracy z wideo wykraczającej poza upload plików do sieci, to T100 byłby nie do przyjęcia. Jakikolwiek montaż byłby daleki od komfortowego, w przypadku zgrywania wideo 4K nie mogłem ze 100% pewnością ocenić czy jest płynne czy nie do końca. To pewnie zasługa wielu procesów działających w tle, bo T100 radzi sobie z 4K, ale właśnie o to chodzi. Pracując na szybko, gdy liczy się czas, wyklucza zastosowanie T100 do obróbki materiałów wideo w wysokiej rozdzielczości. Nie próbowałem, ale obróbka plików RAW, zwłaszcza z matryc o wysokiej rozdzielczości zapewne również byłaby daleka od komfortowej.

Tym razem nie miałem potrzeby korzystać z kablowego połączenia z internetem, ale bywa, że w press roomach jest to jedyny w miarę pewny sposób połączenia do internetu. Sprzęt, który nie posiada gniazda Ethernet wyklucza skorzystanie z dobrodziejstw kabla. No i oczywiści, gdybym miał pracować codziennie przez tydzień lub dłużej, wygodniej jednak byłoby mieć sprzęt co najmniej 11,6 cala, a najlepiej 13,3 cala.

Czy zastąpiłbyś laptopa na wyjeździe służbowym iPadem bądź tabletem z Androidem?

Zwracam jednak uwagę, że porównuję T100, tablet za 1500 zł z doczepianą klawiaturą, do pełnoprawnych komputerów, laptopów i ultrabooków, a nie innych tabletów, co samo w sobie jest już wygraną ze strony T100. W stricte tabletowych zastosowaniach Windows jeszcze nie dorównuje w pełni iOS Androidowi, za to Android czy iOS w ogóle nie mają najmniejszych szans, jeżeli chodzi o zastosowania w połączeniu z klawiaturą. Do głowy by mi nie przyszło robić relację z MWC za pomocą tabletu z Androidem czy iOS. Prędzej zabrałbym laptopa z ułomnym WiFi czy Chromebooka. Wciąż jednak mogę klawiaturę odłączyć i przeczytać zaległy artykuły zapisane z sieci, obejrzeć wygodnie film, czy skorzystać z mapy. Szkoda, że wcześniej nie wiedziałem o HERE Maps, które działają offline, pewnie udałoby mi się zobaczyć więcej ciekawych rzeczy w Barcelonie.

Oczywiście, wszystko rozbija się o potrzeby. Gdybym nie musiał pisać, zmniejszać hurtowo zdjęć i tym podobnych rzeczy, pewnie iPad bądź tablet z Androidem spisałby się również bardzo dobrze. Wcześniej jeździłem z laptopem i tabletem. Tym razem wziąłem ze sobą tylko T100, który jest lżejszy od mojego laptopa, a dodatkowego tabletu nie musiałem brać wcale. Wiele wskazuje na to, że następnym razem również T100 zagości w moim bagażu podręcznym.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu