24

Dla mnie placówki banku nie istnieją. Wszystko mam w aplikacji

Gdybym miał wskazać największą zmianę w bankowości dla mnie w ogóle, to najpewniej byłby to fakt, iż bank to mnie dobre kilka lat nie widział. Wszystko, co chciałem zrobić pod tym kątem, mogłem to zrobić w swojej aplikacji mobilnej. Ewentualnie rozmawiałem z konsultantem.

W moim przypadku głównym bankiem jest PKO BP – tutaj mam całkiem sporo możliwości kombinowania z tym, jak najdalej trzymać się od placówki. Aplikacja mobilna IKO oraz webowe aplikacja do zarządzania bankowością internetową to tandem, który jest zasadniczo wszystkim, czego obecnie potrzebuję. Nie twierdzę jednak, że nie będzie takich użytkowników PKO BP, którzy będą musieli udać się z czymś do banku. Wręcz przeciwnie: najpewniej ci, którzy starają się chociażby o hipotekę tak będą musieli się z bankiem kontaktować. U mnie na razie takich problemów nie ma. Ale – przecież w wielu sytuacjach mógłbym potrzebować udać się do placówki, prawda?

Czytaj również: Tesla już niedługo wyśle dane kierowcy w „chmury”…

Spójrzmy na taki proces otwierania konta. Czy konto walutowe, czy firmowe, czy po prostu drugie konto dla siebie – mogę sobie to zrobić z poziomu aplikacji mobilnej lub webówki. Składanie dyspozycji, podpisywanie dokumentów również odbywa się elektronicznie. Nawet taka rzecz, jak Profil Zaufany to rzecz, której konfiguracja nie wymagała ode mnie udawania się do banku. Wystarczy, że korzystam z bankowości elektronicznej, Profil Zaufany skonfigurował się sam: bo przecież bank moje personalia zna. Żeby obsługiwać ePUAP, konto pacjenta, skorzystać z e-PIT-u, loguję się za pośrednictwem banku i to wszystko. Wiele było sytuacji, które od innego użytkownika mogłyby wymagać udawania się do placówki banku: w moim przypadku za każdym razem udawało się od tego odejść.

Czy obudzimy się kiedyś w świecie, gdzie placówek banków będzie jak na lekarstwo?

Kiedyś tak, ale na pewno nie za chwilę. Chociaż mamy już generalnie techniczne możliwości ku temu, aby zacząć pozbywać się placówek banków, to generalnie żaden uniwersalny dostawca tego typu usług z tego nie skorzysta. Dlaczego? Bo mamy takich ludzi jak early adopterzy oraz takich, którzy za nowinkami nie gonią. A nawet, jak mają możliwość po nie sięgnąć – idą w obięcia tego, co jest im doskonale znane. To nie jest nic dziwnego – wręcz przeciwnie. Nie zapominajmy o takich osobach, które są cyfrowymi migrantami pełną gębą, a także o osobach, które są cyfrowo wykluczone. Dla nich placówka banku to pierwszy wybór w trakcie obsługi własnego rachunku. Tacy ludzie również muszą mieć dostęp do usług bankowych. Nie można o takich osobach zapominać. Oczywiście, gdy stan kompetencji cyfrowych w ujęciu całego społeczeństwa będzie na odpowiednim poziomie, będzie można to zrobić. Ale na pewno nie teraz.

A czy rzeczywiście może udać się przenieść dosłownie wszystkie aktywności związane z bankowością do sieci? Już można to zrobić. I to nawet w kontekście najbardziej newralgicznych rzeczy – niektórzy zwracają uwagę na blockchain jako technologię, która pozwoliłaby na wprowadzenie cyfrowej rewolucji w pełni, ostatecznie zmniejszając rolę placówek banków do minimum. Z informacji, które mogę Wam udostępnić (a wiem na ten temat dużo więcej – powiem krótko: NDA), mnóstwo banków kombinuje z blockchainem. Obecnie, wiele z tego dotyczy obsługi klientów korporacyjnych, sporo projektów B2B dotyczy właśnie blockchaina oraz możliwości przechowywania / wymiany informacji za jego pośrednictwem. Biorąc pod uwagę, iż jest to bardzo bezpieczna i co istotne: perspektywiczna technologia, nie dziwne jest to, że fintechy tak mocno się nim interesują.

Wyobrażam sobie, że już wkrótce rozmowa z konsultantem w sprawie grubszej niż problemy techniczne w trakcie obsługi rachunku (na przykład kredyt) może się odbywać również w formie elektronicznej. Ty, konsultant oraz specjalna platforma, za pomocą której możecie ze sobą rozmawiać. Wszystko z uwzględnieniem rozpoznawania twarzy po stronie banku, biorąc pod uwagę podpisy elektroniczne oraz inne formy uwierzytelniania. W przypadku banków, znacząco to obniży koszty prowadzenia działalności: konsultanci w jednym miejscu, brak konieczności inwestowania w zabezpieczenia, ochronę typowe dla placówki i tak dalej. Możliwość zrezygnowania z niektórych punktów, mniej skomplikowane procedury. To niesamowite, jak wiele możliwości stoi jeszcze przed nami w kontekście nowoczesnej bankowości. Na razie można powiedzieć, że znajdujemy się w czymś w rodzaju okresu przejściowego, w trakcie którego odbywa się płynne przejście z bankowości tradycyjnej do w pełni elektronicznej.

Idźmy krok dalej. Wirtualny asystent w banku?

Już tacy są, pewnie. Ale czy zastanawialiście się kiedykolwiek nad tym, czy Wasze sprawy w banku może realizować od początku do końca maszyna – wirtualny asystent? Pomoże w wzięciu kredytu, przeprowadzi rozmowę, pomoże w doborze najlepszej oferty. Zapewni Wam wsparcie w trakcie problemów z obsługą czegokolwiek. To bardzo możliwe: nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego, jak wiele automatycznych procesów już teraz istnieje w bankach. Nie są one jeszcze tak wyrafinowane jak wirtualni asystenci, którzy sami w sobie są „interfejsem konwersatywnym”, ale z całą pewnością fascynujące. Nawet, gdy chcecie ubezpieczyć auto, algorytmy obliczają dla Was na szybko składkę. W trakcie brania kredytu, algorytmy oceniają ryzyko dla banku tego typu umowy oraz ustalają Waszą zdolność kredytową.

Czytaj więcej: Beavis i Butt-Head wracają! Najwięksi metalowi głupole dostaną nowy film

W przyszłości może być tak, że mało kto z nas będzie chadzał do placówek banków – taką aktywność przyjdzie nam rozpatrywać w kategoriach „egzotyki”. Mam jednak wrażenie, że przyszłość mimo wszystko jest bardzo ciekawa i fascynująca: jeśli pod uwagę weźmiemy możliwości, jakie mogą przed nami stać. Ja jestem gotowy na te zmiany.