7

„Sejmowe iPady” nie są polską domeną – inne kraje mają podobne „afery”

Weekend upłynął na AW pod znakiem dwóch tekstów: najpierw Michał podzielił się informacją na temat kosztów aktualizacji aplikacji w sejmowych iPadach, a potem Grzegorz nie zgodził się z wyciągniętymi wnioskami (i postawionymi tezami). W tym wszystkim uczestniczyło wielu z Was i wywiązała się spora dyskusja na temat kondycji państwa, wprowadzania nowych technologii do administracji i […]

Weekend upłynął na AW pod znakiem dwóch tekstów: najpierw Michał podzielił się informacją na temat kosztów aktualizacji aplikacji w sejmowych iPadach, a potem Grzegorz nie zgodził się z wyciągniętymi wnioskami (i postawionymi tezami). W tym wszystkim uczestniczyło wielu z Was i wywiązała się spora dyskusja na temat kondycji państwa, wprowadzania nowych technologii do administracji i przede wszystkim kosztów owych zmian i tego, kto powinien je ponosić. Okazuje się, że nie jesteśmy odosobnieni w tych rozważaniach.

Wczoraj wspominałem o tekstach i komentarzach, jakie pojawiły się w rosyjskojęzycznej Sieci po akcji z delikatesami a.pl, ale równie dużym, a może nawet większym wzięciem cieszył się tam ostatnio inny news (można odnieść do naszych sejmowych iPadów). Otóż okazało się, że władze Petersburga zamierzają zakupić 5 telefonów komórkowych za 442 tys. rubli (przy przeliczaniu na złotówki zawsze wystarczy podzielić na 10 – w przybliżeniu wyjdzie nam zatem 44 tys. złotych). Gdy dokonamy już wszystkich obliczeń (tak, jak robią to poszczególne serwisy), to okaże się, że za jeden telefon miasto zapłaci prawie 9 tys. złotych. Dużo? Można powiedzieć (napisać), że bardzo dużo. Skąd takie liczby?

Należy zacząć od tego, iż jest to maksymalna kwota, jaką miasto zamierza wydać na wspomniane urządzenia, ale nikt nie twierdzi, że pieniądze będą rozdysponowane co do kopiejki. Ogłoszono konkurs, więc teoretycznie może wygrać bardzo atrakcyjna oferta, która ze wspomnianą sumą nie będzie miała wiele wspólnego. Warto zwrócić także uwagę na inny aspekt: owe pięć telefonów poważnie różni się od zwykłych słuchawek dostępnych na rynku i ma zapewnić urzędnikom (pewnie wysokiego szczebla) pełną poufność ich rozmów.

Gdy zaczniemy się zagłębiać w wymogi, jakie musi spełniać taki sprzęt, to okaże się, że wcale nie muszą się one znajdować w zakresie możliwości wszystkich producentów. Odpowiednie systemy zabezpieczeń, określony czas pracy na jednym ładowaniu i waga oraz termin przedstawiania ofert (do 20 września) sprawiają, że koszty takiej usługi rosną. Rozumiem frustrację narodu, który na każdym kroku spotyka się z olbrzymią korupcją i niegospodarnością, ale w tym konkretnym przypadku wieszanie psów na urzędnikach (a tak się dzieje) jest chyba nieuzasadnione. Przynajmniej do czasu ogłoszenia wyników konkursu – jeśli skończy się aferą, to już inna sprawa. Niejednokrotnie można się natknąć w Sieci na teksty, dotyczące odpowiednio chronionych smartfonów w USA (zarówno w ich armii, jak i administracji) i w tym przypadku faktycznie można mówić o astronomicznych pieniądzach. Jednak społeczeństwo nie piętnuje tych wydatków w takim stopniu.

Jak widać, gdy sprawa dotyczy publicznych pieniędzy nie jesteśmy wyjątkiem – relatywnie duże liczby robią spore wrażenie na obywatelach także w innych krajach. Pytanie, czy wszędzie reagują na to w ten sam sposób?

Foto: 1,2