60

Szycha z Doliny Krzemowej poparła Donalda Trumpa. Natychmiast zrobiło się nerwowo

Niewiele czasu pozostało do wyborów za Oceanem, sztaby odliczają już nie tyle tygodnie, co dni, a nawet godziny do tego wydarzenia. Gorącym tematem związanym z kampanią, jest wsparcie, jakiego Peter Thiel udzielił Donaldowi Trumpowi. Wsparcie, za które oberwało mu się w Dolinie Krzemowej.

Peter Thiel to bardzo znane nazwisko w Kalifornii. Kiedyś współtworzył korporację PayPal, potem zajął się m.in. inwestowaniem i doradzaniem. Był jedną z pierwszych osób, które wsparły Marka Zuckerberga budującego Facebooka i to uczyniło z niego naprawdę bogatego człowieka: kilkaset tysięcy dolarów zainwestowane przed laty w niebieską sieć społecznościową dało pakiet akcji, który dzisiaj wart jest fortunę. Przedsiębiorca nie przeszedł jednak na wczesną emeryturę i nie spędza życia na tropikalnej plaży z drinkiem w ręku – udziela się na różnych polach, jest wciąż obecny w Dolinie Krzemowej.

Postać znana, ale z pewnością nie pierwszoplanowa – to nie Zuckerberg czy Bezos. Ostatnio jednak jego nazwisko pojawia się bardzo często w mediach, a wszystko za sprawą wsparcia, jakiego Peter Thiel udzielił Donaldowi Trumpowi, kandydatowi Republikanów w wyścigu o fotel prezydenta. Chodzi nie tylko o wsparcie werbalne, ale też zastrzyk gotówki, prawdopodobnie 1,25 mln dolarów. Milion z hakiem, który wywołał wielkie poruszenie. Oto bowiem światły człowiek z Kalifornii wspiera otwarcie populistę o bardzo radykalnych poglądach, który, zdaniem wielu, sprowadził kampanię wyborczą do poziomu rynsztoka. Musiało się skończyć awanturą.

Inwestor zderzył się z falą krytyki, nie brakowało deklaracji o zakończeniu współpracy z nim lub z podmiotami, które mają z nim do czynienia. W niektórych przypadkach można wprost mówić o ostracyzmie, próbie wymuszenia na nim zmiany decyzji lub ukarania miliardera. W sukurs przyszli mu jednak znani koledzy z branży: Mark Zuckerberg, Jeff Bezos, czy Sam Altman zaznaczali, że nie zgadzają się z decyzją Thiela, ale też nie zamierzają z nią nic robić (Zuckerberg czy Altman mają z nim powiązania biznesowe). Powołano się na słynne już „diversity” i stwierdzono, że nie można budować otwartego społeczeństwa, jeśli odmawia się komuś prawa do poglądów. Nawet, jeśli są to kontrowersyjne poglądy. Szef Facebooka w tej sprawie napisał nawet list do swoich pracowników (Peter Thiel zasiada w zarządzie korporacji).

Ciekawy przypadek, który częściowo potwierdza hipokryzję Doliny Krzemowej: sporo mówi się w niej o wolności, zróżnicowaniu, prawie do swoich poglądów, liberalnym podejściu do wielu spraw, prawach mniejszości, lecz ulega to częściowemu zawieszeniu, gdy ma się poglądy rozbieżne ze zdaniem większości. Nie mówi się o milionach przeznaczanych przez ludzi i firmy z Doliny Krzemowej na kampanię Hillary Clinton, przez palce patrzy się na starcia kandydatki Demokratów z WikiLeaks i odcięcie od Internetu szefa portalu demaskatorskiego, a ostro podchodzi się do kroków wykonanych przez Petera Thiela. Człowieka, który według słów szefa Amazona, „zawsze jest w opozycji”.

Były szef PayPala od lat ma podobne poglądy i nie kryje się z nimi, udzielił poparcia Republikanom, bo robił to wcześniej. A że akurat kandydatem tej partii jest Donald Trump… Cóż, tak zdecydowali wyborcy, a krytycy Thiela nie powinni teraz przekreślać milionów ludzi, którzy mają inne zdanie niż oni i zamierzają głosować na Trumpa. Przypadek wspomnianego inwestora to dobry sprawdzian dla standardów panujących w Dolinie Krzemowej, a szerzej w branży nowych technologii czy ogólnie w USA, dobrze się stało, że ważne postaci uszanowały decyzję Thiela i mówiły o pluralizmie. W przeciwnym razie sytuacja zrobiłaby się dziwna, a nawet niebezpieczna, to byłby krok w stronę skrajności. Trochę przy tym martwi, że Thielowi natychmiast wypomina się to, co powiedział, napisał i zrobił lata temu – wcześniej jakoś o tym nie słyszałem, nie nagłaśniano tych wątków.

Trumpa można nie lubić, można się z nim nie zgadzać i uważać go za kiepskiego kandydata na prezydenta oraz złego człowieka. Ale publiczny lincz na ludziach, którzy wyrazili swoje poparcie dla tego człowieka, jest równie słaby, co populizm polityka.