Sprawdź jaki laptop Intel Evo jest najlepszy dla Ciebie Więcej
Ciekawostki

Szycha z Doliny Krzemowej poparła Donalda Trumpa. Natychmiast zrobiło się nerwowo

MS
Maciej Sikorski
58

Niewiele czasu pozostało do wyborów za Oceanem, sztaby odliczają już nie tyle tygodnie, co dni, a nawet godziny do tego wydarzenia. Gorącym tematem związanym z kampanią, jest wsparcie, jakiego Peter Thiel udzielił Donaldowi Trumpowi. Wsparcie, za które oberwało mu się w Dolinie Krzemowej.

Peter Thiel to bardzo znane nazwisko w Kalifornii. Kiedyś współtworzył korporację PayPal, potem zajął się m.in. inwestowaniem i doradzaniem. Był jedną z pierwszych osób, które wsparły Marka Zuckerberga budującego Facebooka i to uczyniło z niego naprawdę bogatego człowieka: kilkaset tysięcy dolarów zainwestowane przed laty w niebieską sieć społecznościową dało pakiet akcji, który dzisiaj wart jest fortunę. Przedsiębiorca nie przeszedł jednak na wczesną emeryturę i nie spędza życia na tropikalnej plaży z drinkiem w ręku - udziela się na różnych polach, jest wciąż obecny w Dolinie Krzemowej.

Postać znana, ale z pewnością nie pierwszoplanowa - to nie Zuckerberg czy Bezos. Ostatnio jednak jego nazwisko pojawia się bardzo często w mediach, a wszystko za sprawą wsparcia, jakiego Peter Thiel udzielił Donaldowi Trumpowi, kandydatowi Republikanów w wyścigu o fotel prezydenta. Chodzi nie tylko o wsparcie werbalne, ale też zastrzyk gotówki, prawdopodobnie 1,25 mln dolarów. Milion z hakiem, który wywołał wielkie poruszenie. Oto bowiem światły człowiek z Kalifornii wspiera otwarcie populistę o bardzo radykalnych poglądach, który, zdaniem wielu, sprowadził kampanię wyborczą do poziomu rynsztoka. Musiało się skończyć awanturą.

Inwestor zderzył się z falą krytyki, nie brakowało deklaracji o zakończeniu współpracy z nim lub z podmiotami, które mają z nim do czynienia. W niektórych przypadkach można wprost mówić o ostracyzmie, próbie wymuszenia na nim zmiany decyzji lub ukarania miliardera. W sukurs przyszli mu jednak znani koledzy z branży: Mark Zuckerberg, Jeff Bezos, czy Sam Altman zaznaczali, że nie zgadzają się z decyzją Thiela, ale też nie zamierzają z nią nic robić (Zuckerberg czy Altman mają z nim powiązania biznesowe). Powołano się na słynne już "diversity" i stwierdzono, że nie można budować otwartego społeczeństwa, jeśli odmawia się komuś prawa do poglądów. Nawet, jeśli są to kontrowersyjne poglądy. Szef Facebooka w tej sprawie napisał nawet list do swoich pracowników (Peter Thiel zasiada w zarządzie korporacji).

Peter Thiel to bardzo znane nazwisko w Kalifornii. Kiedyś współtworzył korporację PayPal, potem zajął się m.in. inwestowaniem i doradzaniem. Był jedną z pierwszych osób, które wsparły Marka Zuckerberga budującego Facebooka i to uczyniło z niego naprawdę bogatego człowieka: kilkaset tysięcy dolarów zainwestowane przed laty w niebieską sieć społecznościową dało pakiet akcji, który dzisiaj wart jest fortunę. Przedsiębiorca nie przeszedł jednak na wczesną emeryturę i nie spędza życia na tropikalnej plaży z drinkiem w ręku - udziela się na różnych polach, jest wciąż obecny w Dolinie Krzemowej.

Postać znana, ale z pewnością nie pierwszoplanowa - to nie Zuckerberg czy Bezos. Ostatnio jednak jego nazwisko pojawia się bardzo często w mediach, a wszystko za sprawą wsparcia, jakiego Peter Thiel udzielił Donaldowi Trumpowi, kandydatowi Republikanów w wyścigu o fotel prezydenta. Chodzi nie tylko o wsparcie werbalne, ale też zastrzyk gotówki, prawdopodobnie 1,25 mln dolarów. Milion z hakiem, który wywołał wielkie poruszenie. Oto bowiem światły człowiek z Kalifornii wspiera otwarcie populistę o bardzo radykalnych poglądach, który, zdaniem wielu, sprowadził kampanię wyborczą do poziomu rynsztoka. Musiało się skończyć awanturą.

Inwestor zderzył się z falą krytyki, nie brakowało deklaracji o zakończeniu współpracy z nim lub z podmiotami, które mają z nim do czynienia. W niektórych przypadkach można wprost mówić o ostracyzmie, próbie wymuszenia na nim zmiany decyzji lub ukarania miliardera. W sukurs przyszli mu jednak znani koledzy z branży: Mark Zuckerberg, Jeff Bezos, czy Sam Altman zaznaczali, że nie zgadzają się z decyzją Thiela, ale też nie zamierzają z nią nic robić (Zuckerberg czy Altman mają z nim powiązania biznesowe). Powołano się na słynne już "diversity" i stwierdzono, że nie można budować otwartego społeczeństwa, jeśli odmawia się komuś prawa do poglądów. Nawet, jeśli są to kontrowersyjne poglądy. Szef Facebooka w tej sprawie napisał nawet list do swoich pracowników (Peter Thiel zasiada w zarządzie korporacji).

Ciekawy przypadek, który częściowo potwierdza hipokryzję Doliny Krzemowej: sporo mówi się w niej o wolności, zróżnicowaniu, prawie do swoich poglądów, liberalnym podejściu do wielu spraw, prawach mniejszości, lecz ulega to częściowemu zawieszeniu, gdy ma się poglądy rozbieżne ze zdaniem większości. Nie mówi się o milionach przeznaczanych przez ludzi i firmy z Doliny Krzemowej na kampanię Hillary Clinton, przez palce patrzy się na starcia kandydatki Demokratów z WikiLeaks i odcięcie od Internetu szefa portalu demaskatorskiego, a ostro podchodzi się do kroków wykonanych przez Petera Thiela. Człowieka, który według słów szefa Amazona, "zawsze jest w opozycji".

Były szef PayPala od lat ma podobne poglądy i nie kryje się z nimi, udzielił poparcia Republikanom, bo robił to wcześniej. A że akurat kandydatem tej partii jest Donald Trump... Cóż, tak zdecydowali wyborcy, a krytycy Thiela nie powinni teraz przekreślać milionów ludzi, którzy mają inne zdanie niż oni i zamierzają głosować na Trumpa. Przypadek wspomnianego inwestora to dobry sprawdzian dla standardów panujących w Dolinie Krzemowej, a szerzej w branży nowych technologii czy ogólnie w USA, dobrze się stało, że ważne postaci uszanowały decyzję Thiela i mówiły o pluralizmie. W przeciwnym razie sytuacja zrobiłaby się dziwna, a nawet niebezpieczna, to byłby krok w stronę skrajności. Trochę przy tym martwi, że Thielowi natychmiast wypomina się to, co powiedział, napisał i zrobił lata temu - wcześniej jakoś o tym nie słyszałem, nie nagłaśniano tych wątków.

Trumpa można nie lubić, można się z nim nie zgadzać i uważać go za kiepskiego kandydata na prezydenta oraz złego człowieka. Ale publiczny lincz na ludziach, którzy wyrazili swoje poparcie dla tego człowieka, jest równie słaby, co populizm polityka.

Ciekawy przypadek, który częściowo potwierdza hipokryzję Doliny Krzemowej: sporo mówi się w niej o wolności, zróżnicowaniu, prawie do swoich poglądów, liberalnym podejściu do wielu spraw, prawach mniejszości, lecz ulega to częściowemu zawieszeniu, gdy ma się poglądy rozbieżne ze zdaniem większości. Nie mówi się o milionach przeznaczanych przez ludzi i firmy z Doliny Krzemowej na kampanię Hillary Clinton, przez palce patrzy się na starcia kandydatki Demokratów z WikiLeaks i odcięcie od Internetu szefa portalu demaskatorskiego, a ostro podchodzi się do kroków wykonanych przez Petera Thiela. Człowieka, który według słów szefa Amazona, "zawsze jest w opozycji".

Były szef PayPala od lat ma podobne poglądy i nie kryje się z nimi, udzielił poparcia Republikanom, bo robił to wcześniej. A że akurat kandydatem tej partii jest Donald Trump... Cóż, tak zdecydowali wyborcy, a krytycy Thiela nie powinni teraz przekreślać milionów ludzi, którzy mają inne zdanie niż oni i zamierzają głosować na Trumpa. Przypadek wspomnianego inwestora to dobry sprawdzian dla standardów panujących w Dolinie Krzemowej, a szerzej w branży nowych technologii czy ogólnie w USA, dobrze się stało, że ważne postaci uszanowały decyzję Thiela i mówiły o pluralizmie. W przeciwnym razie sytuacja zrobiłaby się dziwna, a nawet niebezpieczna, to byłby krok w stronę skrajności. Trochę przy tym martwi, że Thielowi natychmiast wypomina się to, co powiedział, napisał i zrobił lata temu - wcześniej jakoś o tym nie słyszałem, nie nagłaśniano tych wątków.

Trumpa można nie lubić, można się z nim nie zgadzać i uważać go za kiepskiego kandydata na prezydenta oraz złego człowieka. Ale publiczny lincz na ludziach, którzy wyrazili swoje poparcie dla tego człowieka, jest równie słaby, co populizm polityka.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu