76

Paradoks kompatybilności Windowsa. Jest na starszych komputerach – źle, nie ma – też źle

"Zły Microsoft tworzy badziewnego Windowsa, który wolno działa". Ale kiedy Microsoft wypuszcza system Windows 11, który ma działać szybciej, to też jest zły, bo "dlaczego mój komputer nie dostanie aktualizacji".

Od kiedy Microsoft oficjalnie pokazał Windowsa 11, w sieci nie milkną głosy na jego temat. I nie ma się co dziwić – w końcu jest to duże wydarzenie, które wpłynie na to, jak cała ludzkość będzie w najbliższym czasie korzystała z komputera – czy tego chce czy nie. Sam niedawno popełniłem wpis o tym, co mi się w najnowszym systemie nie podoba (póki co, bo mamy oczywiście do czynienia z wczesną wersją). Jednocześnie patrzę na to, jak na Windowsa 11 reagują inni i muszę przyznać, że dostrzegam tu pewnego rodzaju paradoks, który sprawia, że jakiej decyzji Microsoft by w temacie nie podjął, to będzie w plecy pod kątem wizerunkowym.

Dwie strony kompatybilności Windowsa 11

Windows 11 jest dosyć specyficzny pod względem wymagań, ponieważ o ile mocno bazuje na Windowsie 10, to w przeciwieństwie do systemu z 2015 r. który można było uruchomić nawet na tosterze, Jedenastka ma bardzo mocno określone wymagania i posiadanie odpowiedniego procesora i płyty głównej jest wymogiem koniecznym by w ogóle móc ten system zainstalować. Listę kompatybilnych jednostek możecie zobaczyć tutaj. Widać na niej, że wymagania systemu może i nie są duże (chociażby 4 GB RAM to dziś absolutne minimum), ale w kwestii procesorów Microsoft bardzo mocno zawęził krąg maszyn, które dostaną aktualizację. W przypadku Intela są na niej procesory wyłącznie od 8 generacji wzwyż (czyli takie sprzed 4 lat) i całkowicie pominięto niektóre serie, jak chociażby Intel M. Pozostawia to wiele komputerów bez wsparcia.

Publikując nowy system Microsoft na pewno wiedział, że wywoła to nieco kontrowersji, ale wymagania minimalne muszą być „jakieś”. Są one po to, by upewnić się, że produkt będzie na danej konfiguracji działał bez problemu. W tym wypadku wycięcie słabszych i starszych modeli procesorów mogło pomóc odchudzić system z jakiejś części archaicznego kodu odpowiedzialnego za ich wsparcie oraz zapewnić, że Windows 11 będzie działał na tych maszynach po prostu sprawnie.

To jak to jest z tą kompatybilnością Windowsa, dobrze czy nie dobrze?

Jednak z tego, co można wyczytać w sieci, podejście ludzi (przynajmniej niektórych) do tematu jest zgoła odmienne. Wiele osób dziwi się, że skoro na danym komputerze „działa” Windows 10, to dlaczego 11 nie może. Niestety, w takim podejściu gubi się mocno aspekt tego „jak” dany system działa. Nie tak dawno sprzedałem swój laptop, który miał 12 GB pamięci RAM i mobilny procesor Intel i7 czwartej generacji. Czy Windows 10 na nim działa? Tak. Czy Windows 11 by zadziałał? Prawdopodobnie. Czy byłoby to działanie sprawne i szybkie? Wątpię. O ile przepracowałem na tym laptopie lata (i pewnie kolejne lata posłuży on następnemu właścicielowi, z czego się cieszę) abstrakcją byłoby sądzić, że te procesory wytrzymają kolejne lata upgrade’ów  i zwiększania wymagań dla CPU by tylko odpalić Windowsa. Już w przypadku tego, co serwuje mu Windows 10 4 generacja potrafiła się zrobić dosyć ciepła, więc zostawienie jej na Windowsie 10 jest jak najbardziej logicznym posunięciem.

Mamy tu więc swego rodzaju paradoks – z jednej strony bowiem mamy ludzi, którzy narzekają, że Windows jest wolny i mułowaty. Microsoft na te narzekania odpowiedział: „macie tu nowego Windowsa, którego odchudziliśmy. Żeby działał on sprawinie, potrzebujecie odpowiednio mocnego sprzętu”. 4 lata wstecz to nie jest wcale tak mało (z potencjałem na 5, ponieważ Microsoft testuje kompatybilność 7. generacji). Trzeba pamiętać, że ten sprzęt będzie musiał uciągnąć wszystko, co Microsoft przygotuje dla Windowsa 11 w ciągu kolejnych 6+ lat. Jednak z drugiej, są też ludzie (zakładam, że nie ci sami), którzy po ogłoszeniu kompatybilności narzekają, dlaczego na ich komputerze nie zadziała Windows 11 i którzy będą próbowali go tam zainstalować pomimo tego. Tak, zapewne da się odpalić Windowsa 11 na procesorze Celeron i 1 GB pamięci RAM, ale pytanie – czy to będzie dobre doświadczenie? Jakby więc się Microsoft nie obrócił, i tak jest źle, pomimo, że to, co zrobił, jest najlepszą możliwą odpowiedzią na bieżącą krytykę.

Ja jestem zdania, że Microsoft dobrze zrobił – do 2025 r. procesory 6. generacji będą miały już 9 lat i powoli będą odchodziły z rynku wraz z Windowsem 10. Jeżeli ktoś więc będzie chciał kupić taniej laptopa z takim procesorem – jesień będzie dobrym momentem na taki zakup. Nie ma co się obrażać na to, że Microsoft nie udostępnił nowego Windowsa na nasz komputer sprzed 5 lat, kiedy Apple wykosiło większość fajnych funkcji nowego macOS dla komputerów wypuszczonych zaledwie rok wcześniej.