24

Pamiętacie Jollę? Niepotrzebnie – firma wypada z branży

Jolla to jeden ze startupów, którym poświęciłem sporo uwagi. „Niechciane dziecko Nokii” chciałoby się napisać. Ludzie, którzy próbowali ratować honor Finów, byłych pracowników Nokii w biznesie mobilnym. Tak ich często postrzegano i przedstawiano. Historia była ciekawa, ale… chyba zmierza do swojego kresu. Firma wpadła w poważne tarapaty, traci przy tym swój największy atut: wsparcie i […]

Jolla to jeden ze startupów, którym poświęciłem sporo uwagi. „Niechciane dziecko Nokii” chciałoby się napisać. Ludzie, którzy próbowali ratować honor Finów, byłych pracowników Nokii w biznesie mobilnym. Tak ich często postrzegano i przedstawiano. Historia była ciekawa, ale… chyba zmierza do swojego kresu. Firma wpadła w poważne tarapaty, traci przy tym swój największy atut: wsparcie i zaufanie społeczności.

Niewtajemniczonym napiszę, że Jolla to startup tworzony m.in. przez byłych pracowników Nokii. Celem ekipy było (i nadal jest) sprzedawanie urządzeń mobilnych współpracujących z platformę Sailfish. To miał być następca legendarnego już systemu MeeGo. Ten ostatni został stworzony przez Nokię i szybko przez nią uśmiercony – trzeba było zrobić miejsce dla Windows Phone’a. Zniknął system, ale nie zniknęła idea. Byli pracownicy zakasali rękawy, pozyskali środki na funkcjonowanie i wzięli się do pracy.

Jolla tablet

Przez jakiś czas wyglądało to całkiem nieźle: pojawił się smartfon, było dużo szumu, mówiono o nowych partnerach – wystarczy prześledzić archiwalne wpisy na AW, by stwierdzić, że sporo się o nich mówiło. Zazwyczaj dobrze. Głośno na temat firmy było rok temu (chyba po raz ostatni) – zbierali wówczas pieniądze w ramach crowdfundingu na tablet. Poszło całkiem nieźle, udało się pozyskać ponad 2,5 mln dolarów. To mniej niż zebrano na lodówkę na Kickstarterze, ale suma i tak przekraczała tą wnioskowaną. Zadowolony był zespół, zadowolona była społeczność. Do czasu.

Tablety miały trafić do ludzi w październiku bieżącego roku. Nie trafiły. Pojawiły się zatem pytania: gdzie jest nasz sprzęt i kiedy go dostaniemy? Firma zaczęła mówić o opóźnieniach, o problemach z dostawcą komponentów czy z samymi komponentami – wiadomo, jak brzmią takie tłumaczenia. Nerwowa sytuacja, ludzie wpłacili po kilkaset dolarów i zacierali ręce na myśl o tablecie, który zapowiedziała Jolla. W końcu przyszedł czas wyłożenia kart na stół – firma wystosowała list otwarty do społeczności. Próżno w nim szukać dobrych informacji.

Firma informuje, że jeden z inwestorów wycofał wsparcie i problemy finansowe, z którymi mierzono się wcześniej, urosły do rangi mega problemów. Zwolniono część pracowników (większą część), złożono wniosek o restrukturyzację zadłużenia. Teraz poszukiwani są nowi inwestorzy, nowi partnerzy, ekipa zastanawia się nad alternatywnymi rozwiązaniami. Trudno stwierdzić, jakie właściwie mają możliwości i szanse, by wyjść z tego dołka. Raczej niewielkie. Bo kto wejdzie w ten biznes? Może przejma ich Chińczycy w ramach eksperymentów z platformami mobilnymi? O inny wariant może być ciężko.

Jolla tablet 2

Zwłaszcza teraz, gdy zespół zdenerwował oddaną do niedawna społeczność. Nie chodzi jedynie o opóźnienia – problem wyłonił się przy okazji listu otwartego. Firma pisze w nim, że tablet był kwestią drugoplanową, że sam sprzęt to pestka w porównaniu z oprogramowaniem. To właśnie na rozwój OS miała pójść większość środków ze zbiórki społecznościowej. Takie tłumaczenie nie trafiło do wszystkich – ludzie piszą wprost, że zapłacili za tablet i chcą tablet. Jeśli firma chciała zbierać kasę na rozwój Sailfish OS, to mogła zorganizować zbiórkę na ten cel. Chociaż zgadzam się z firmą, że ich projekt sprowadza się do stworzenia nowego systemu, że to on jest gwoździem programu, to muszę przyznać rację darczyńcom/klientom – nie tak brzmiała umowa.

Jolla jeszcze nie upadła. Ale ciężko będzie się jej podnieść z desek. Niedawno pisałem, że na rynku mobilnym mamy obecnie duopol systemów operacyjnych, niewiele wskazuje na to, by coś miało się tu zmienić. Nie mówię już nawet o równorzędnej walce – tu trudno nawet o projekt, który wytrzymałby dłużej i powalczył o kilka procent rynku. Może być kasa i wsparcie wielkiej firmy, jak w przypadku Microsoftu, może być oddana społeczności i powiew świeżości (Jolla), może być skupienie się na państwach rozwijających się i stawianie na tanie rozwiązania (Mozilla), ale za każdym razem kończy się to niepowodzeniem. Impas nie do przełamania.

jolla-sailfish-os-android

PS Nad MeeGo najwyraźniej ciąży jakieś fatum – tej platformie nie było pisane powstać, nawet w zmienionej formie…