113

Padło mi gniazdo ładowania w iPhone SE, kupiłem kolejnego. Tym razem iPhone 7

Jak czytacie mnie od kilku lat, to możecie pamiętać jeszcze moją historię z przejścia po 6 latach z Androidem na iOS. Kontynuuje cały czas swoją przygodę z Apple z kolejnym telefonem z logiem nadgryzionego jabłka.

O moich wrażeniach bezpośrednio po przesiadce na iOS z Androida możecie przeczytać w tym tekście – Po wielu latach z Androidem przesiadłem się na iOS-a oraz po trzech miesiącachTrzy miesiące androidowca z iPhonem SE.

Po tej przesiadce oczarowany bylem jakością wykonania, stabilnością i płynnością działania systemu, ekran 4 calowy wydawał mi się wtedy idealny do obsługi jedną ręką, a jedyny zgrzyt związany był z brakiem przycisku wstecz.

iPhone SE brałem na raty, które kończyły mi się w grudniu 2018 roku, a gniazdo ładowania całkowicie padło mi w listopadzie. Wszystko więc odbyło się tak, jak sobie zaplanowałem, bez tego jednego miesiąca – oby działał do końca spłaty, sytuacja podobna do cyrografu u operatora, ale w tańszej opcji. Więc tylko w grudniu musiałem płacić dwie raty, jedną za niedziałający już iPhone SE i drugą za nowy iPhone 7. Niemniej nadal uważam, że jestem do przodu, w porównaniu z zakupem tych samych smartfonów u operatora.

Dlaczego iPhone 7, a nie 8 czy X? Otóż nadal moją graniczną cenę jaką jestem gotowy zapłacić za smartfona i jaką mogę sam przed sobą wytłumaczyć jest 2 tys. zł. Oba smartfony spełniły swój warunek w czasie zakupu, przy czym w przypadku iPhone 7 było to w grudniu przed świętami i dobiło do tej granicy, zapłaciłem za niego prawie 2 tysiące zł, iPhone SE był tańszy, bo prawie 1600 zł.

Kupowałem go w grudniu, mamy koniec czerwca, więc ponad dwa razy dłuższy czas na wrażenia niż w przypadku iPhone SE.

Zacznijmy od jakości wykonania. W iPhone SE byłem pod wrażeniem ekranu, który nie doczekał się ani jednej ryski, nie tylko po 3 miesiącach, ale i po tych 20 miesiącach. Niestety na koniec, było bliskie spotkanie z odległym betonem i na dole ekran pękł w jednym miejscu. Poza tym ten czas widać było na kantach, ale tylko w kilku miejscach. Tak więc nadal mogę pod tym względem polecać iPhone SE do zakupu.






iPhone 7 z kolei po pół roku wygląda idealnie w każdej części obudowy. Zaznaczam, że nie uznaję różnego rodzaju ochraniaczy czy obudów, które tylko szpecą telefon. Nie obnoszę się z nim jak z jabłkiem, tfu… jajkiem, ale względnie dbam by się nie zniszczył proporcjonalnie do jego ceny. Co oznacza, że nosze go normalnie w spodniach, ale nie w tej kieszeni, co klucze. Parę razy mi się wysunął z dłoni (strasznie śliski jest) na biurko czy na podłogę, bez jakiegokolwiek uszkodzenia.

Wielkość ekranu? Zdążyłem się przyzwyczaić po miesiącu i wydaje mi się, że te 0,7 cala różnicy do SE, którego wielkość była dla mnie idealna, jest do zaakceptowania. Brak przycisku wstecz? Gesty w iPhone są o wiele lepsze. Do tego stopnia się przystawiłem, że jak mam w rękach Androida, to się łapie na kilkukrotnym przesuwaniu ekranu w bok, ze zdziwieniem dlaczego to tak nie działa.

O płynności i wydajności systemu niewiele nowego mogę powiedzieć, nie odczułem jakiegoś wielkiego skoku. System działa bez zarzutu, nic się nie wiesza, ani razu nie było potrzeby choćby zrestartowania smartfona, bo coś przestało działać. Cały czas wydaje mi się to idealna propozycja dla osób, które oczekują od smartfona tego, aby po prostu działał i spełniał swoje funkcje w komfortowy sposób, bez potrzeby zbytniej ingerencji w oprogramowanie i modyfikowanie go. iPhone po prostu działa bez tego tak jak powinien, od razu po wyjęciu z pudełka.