85

Padł mi stary Siemens, szukam jego następcy: zwykłej, taniej komórki

Parę razy pisałem na AW, że posiadam starego, wysłużonego Siemensa. Kilkunastoletni telefon komórkowy, z którego sam korzystałem blisko dekadę. Czas przeszły jest tu bardzo ważny, ponieważ sprzęt odmówił niedawno posłuszeństwa. Przerzuciłem się na smartfon. Drugi, bo do tej pory korzystałem ze smartfonu i telefonu. Po paru tygodniach z dwoma inteligentnymi telefonami mogę napisać tylko jedno: […]

Parę razy pisałem na AW, że posiadam starego, wysłużonego Siemensa. Kilkunastoletni telefon komórkowy, z którego sam korzystałem blisko dekadę. Czas przeszły jest tu bardzo ważny, ponieważ sprzęt odmówił niedawno posłuszeństwa. Przerzuciłem się na smartfon. Drugi, bo do tej pory korzystałem ze smartfonu i telefonu. Po paru tygodniach z dwoma inteligentnymi telefonami mogę napisać tylko jedno: szukam zwykłego telefonu.

Smartfon ma swoje zalety – tego nie da się ukryć, z tym nie zamierzam polemizować. Jeżeli jednak korzysta się z dwóch telefonów, to warto, by ten drugi był poczciwą, tradycyjną komórką. Piszę to z pełną powagą, bo ładowanie dwóch baterii, które nie trzymają zbyt długo, po krótkim czasie zaczyna męczyć. Pewnie mógłbym kupić lepszy model, kombinować z oprogramowaniem i trybami oszczędzania energii, pewnie dałoby się zrobić tak, żeby ładować je nie co kilkanaście godzin, a co np. dobę. Ale to i tak wynik daleki od tego, jaki osiągał Simens pracujący na tej samej baterii przez dziesięć lat.

Muszę przyznać, że sprzęt zadziwiał mnie już od jakiegoś czasu – przeszedł sporo, pracował cały czas, ładowany był naprawdę wiele razy, a mimo to działał, bateria trzymała kilka dni. I pewnie trzymałaby nadal, ale posłuszeństwa odmówił inny moduł. Jaki? Tego nie wiem, raczej się nie dowiem – gdybym pojawił się z nim w serwisie, to pracownik pewnie pomyślałby, że jest w ukrytej kamerze. Przecież ten model ma tyle lat, co dzisiejsi gimnazjaliści. Trzeba odpuścić i schować go na pamiątkę do szuflady. Ale jednocześnie…

Jednocześnie zaczynam poszukiwania nowego telefonu komórkowego. Inteligencja schodzi na dalszy plan – tym razem stawiam na prostotę i to, o czym rynek musiał zapomnieć: mobilność. Chcę kupić telefon, który będzie pracował tak, jak wspomniany Siemens i wytrzyma kilka (może nawet więcej) dni na jednym ładowaniu. Nie musi być cały czas podłączony do Sieci, nie musi zapewniać mi rozrywki w postaci gier i filmów, nie spodziewam się po nim świetnego ekranu i wydajnego procesora – chcę, by dzwonił, gdy będę tego potrzebował.

Na razie model nie został wybrany, badam oferty, zbieram informacje. Cieszę się przy tym, że nadal jest z czego wybierać – rynek tradycyjnych komórek nie przestał istnieć, można kupić za sto kilkadziesiąt złotych komórkę, która znowu zapewni mobilność i niezależność od ładowarki. Takiego sprzętu nie będę zbytnio żałował, gdy go ukradną, gdy go zgubię nad jeziorem, gdy spadnie na beton i roztrzaska się w drobny mak. Przy czym wszystkie trzy opcje wydają się mało prawdopodobnie: złodziej się nie połasi, nad jeziorem powinien leżeć w miejscu, w którym wypadł i działać, po zderzeniu z betonem też pewnie wróci do formy. Ot, taka magia telefonów, które dzisiaj uznawane są za te gorsze…

Źródło grafiki: youtube.com