3

Oto najciekawsza i najbardziej wyczekiwana przeze mnie premiera Apple w 2019

Na przyszły rok Apple na pewno planuje premierę nowego iPhone'a, a odświeżenia mogą doczekać się też inne urządzenia. Ale żadna z tych nowości nie ciekawi mnie tak bardzo, jak prezentacja nowej usługi, która może wstrząsnąć branżą.

Najstarszą informację o inwestycji Apple we własne filmy i seriale znalazłem z datą z sierpnia 2017 roku, ale można śmiało zakładać, że plotki i przecieki krążyły w sieci jeszcze wcześniej. To właśnie wtedy firma z Cupertino miała za sobą debiut takich serii jak „Carpool Karaoke” i „Planet of the Apps”, które debiutowały w ramach usługi Apple Music. Żaden z programów nie stał się zbyt popularny i wcale nie wynikało to jedynie z ograniczonego grona odbiorców, ale również, a może przede wszystkim dlatego, że były to po prostu słabe produkcje. Drugie rozdanie dla Apple może być zdecydowanie lepsze.

Wszystko dlatego, że kwota zainwestowana we własne treści prawdopodobnie przekroczy 1 miliard dolarów. W świetle pokładów gotówki Apple może to nie robić większego wrażenia, ale w szczytowej formie (rok 2018) Netflix wydał ponad 8 miliardów dolarów, ale działa na rynku rozrywkowym od kilku lat i to jego główne zajęcie. Apple nie będzie rywalizować z Netfliksem, Hulu czy innymi twórcami treści pod względem liczby tytułów, ale z całą pewnością zechce konkurować pod względem jakościowym – do napisania, wyreżyserowania i zagrania w serialach Apple zostali zatrudnieni m. in. działający od lat w Hollywood twórcy, a swoboda przy pracy oraz wielosezonowe zamówienia z góry mają im zapewnić komfortowe warunki do stworzenia jak najlepszych produkcji.

Polecamy: Seriale, programy i filmy zamówione przez Apple – lista

Taki stan (dopisywanie kolejnych nazwisk przy kolejnych tytułach) utrzymywał się przez kilkanaście miesięcy, a prze cały ten czas nie było wiadome, gdzie to wszystko będzie można obejrzeć. Firma do tej pory nie podzieliła się z nami szczegółami na temat serwisu, do którego będą trafiać oryginalne seriale Apple, ale dzięki targom CES 2019 już wiemy, w jaki kierunku to wszystko będzie zmierzać.

Przykład Apple pokazał, że odpowiednia siła marki i właściwa liczba zer na koncie są w stanie w mgnieniu oka stworzyć coś z niczego – Apple współpracowało ze stacjami telewizyjnymi i studiami filmowymi przy sklepie iTunes, ale nigdy wcześniej nie było odpowiedzialne za własne filmy czy seriale. Ściągnięcie właściwych ludzi wystarczyło, by karuzela nabrała obrotów. Obserwowaliśmy to przez dłuższy czas, a w tym roku przyjdzie czas na oficjalne ogłoszenie usługi VOD, do której trafią zamówione produkcje. Problem polegał na tym, że – podobnie jak wiele innych rozwiązań tej firmy – sklep iTunes dostępny był dla dość wąskiej grupy widzów. Wyjątkiem od reguły wymuszającej posiadanie urządzenia z nadgryzionym jabłkiem na obudowie były komputery PC, gdzie można było zainstalować iTunes. Podobnym wyjątkiem są smartfony z Androidem, gdzie gości Apple Music oraz – od niedawna – głośniki Echo z Alexą, gdzie trafiło Apple Music. Rozciąganie granic ekosystemu Apple postępuje, ale powoli.

A to bardzo ważne, bo do tej pory, jedynym sposobem na oglądanie kupionych lub wypożyczonych tytułów z iTunes na ekranie telewizora był zakup Apple TV – jedynej przystawki na rynku obsługującej ten sklep. Sytuacja zmieniła się kompletnie, gdy najpierw Samsung, a później kolejni producenci ogłosili dodanie wsparcia dla technologii AirPlay2 (odpowiednik Chromecasta od Google) w swoich telewizorach. Wśród tych producentów znaleźli się też LG i Sony, a także niedostępne w Polsce Vizio. Ale Samsung jako jedyny zdołał przekonać Apple do przygotowania dedykowanej Tizenowi aplikacji iTunes na smart TV, a jako karty przetargowej mógł użyć popularność swoich telewizorów na całym świecie. Co ciekawe jednak, to nie Samsung obsługuje Homekita (zarządzanie inteligentnym domem poprzez ekosystem Apple), lecz będzie to oferować tylko Sony. Najważniejszą informacją jednak jest ta dotycząca możliwości przerzucania treści z ekranów urządzeń Apple na największy wyświetlacz w domu – telewizor Samsunga, Sony czy LG.

Czytaj też: Apple stawia jasne granice w swoich serialach – bez seksu i przemocy

To pozwala sądzić, że faktycznie oferta serialowa Apple w ramach usługi VOD będzie dostępna dla kogoś, kto posiada choć jedno urządzenie od Apple (oprócz posiadaczy telewizorów Samsunga, najwyraźniej?). To pokrywałoby się z przeciekami, jakoby seriale te były oferowane użytkownikom zupełnie za darmo (bardzo ciekawa sytuacja). Czy Apple rzeczywiście planuje uczynić swój katalog tak wyjątkowym, by nie rzec ekskluzywnym?

Byłby to ryzykowny krok, bo osoby chcące obejrzeć jeden czy drugi tytuł nie będą raczej skłonne do inwestycji w iPhone’a, iPada czy MacBooka, by móc przekonać się, czy serial im się spodoba.

Chyba, że oprócz nazwy, Apple szykuje dla nas jeszcze lepszą niespodziankę i wraz z pierwszymi produkcjami, które mamy zobaczyć już w marcu, zaserwuje nam zupełnie nową, oddzielną platformę VOD, która będzie korzystać z AirPlay (bo nie z Chromecasta przecież), a na Androidzie może pojawić się dedykowana aplikacja, podobnie jak było to przy Apple Music.

Oczywiście, że otrzymamy nowego, lepszego, szybszego, ładniejszego (i smuklejszego) iPhone’a, komputery Mac będą bardziej wydajne, a Apple Watch zyska kolejne bajery. To wszystko jest dosyć ekscytujące, ale na pewno nie tak, jak wypłynięcie Apple na zupełnie nowe, nieznane wody, gdzie wyjątkowość firmy wcale nie musi zapewnić jej sukcesu i splendoru.