18

Oto idealny przykład, dlaczego płatny YouTube może sporo namieszać

Jak zazwyczaj, przy większości porannych czynności towarzyszy mi radio. Głównie po to, by wykonując inne zadania poznać najważniejsze informacje, ale i nie zaprzątać sobie zupełnie głowy tym, co zostanie odtworzone jako następne. Traf chciał, że właśnie dzisiaj na playliście radiowego DJ-a znalazł się jeden z hitowych utworów z lat ’90 zespołu Varius Manx. Gdy już […]

Jak zazwyczaj, przy większości porannych czynności towarzyszy mi radio. Głównie po to, by wykonując inne zadania poznać najważniejsze informacje, ale i nie zaprzątać sobie zupełnie głowy tym, co zostanie odtworzone jako następne. Traf chciał, że właśnie dzisiaj na playliście radiowego DJ-a znalazł się jeden z hitowych utworów z lat ’90 zespołu Varius Manx. Gdy już usiadłem do komputera postanowiłem posłuchać go ponownie. Zgadnijcie w jakim serwisie udało mi się go odnaleźć.

YouTube nie był jednak moim pierwszym wyborem. Prawdę mówiąc, nigdy nie jest, gdyż najpierw sprawdzam katalogi Spotify i Tidal – usług, w których posiadam wykupione subskrypcje. Odnalezienie dokonań Varius Manx nie było trudne, nawet przez chwilę ucieszyłem się, że polski zespół zdecydował się, mniej lub bardziej świadomie, na obecność w ofercie streamingowej. Przeglądając dostępne albumy zorientowałem się, że jednak jest coś nie tak, bo żaden z nich nie pochodzi z okresu wcześniejszego niż 2000 rok, a zespół funkcjonował przecież od 1990 roku, zaś w to w latach 1994 i 1995 wydał krążki, których poszukuję.

vm.1

Mimo wszystko, nie było to dla mnie większą niespodzianką, bo takie sytuacje zdarzają się dość często. Skierowałem się więc do iTunes – sklepu, który zawiódł mnie tylko kilkukrotnie. Jednak tym razem musiałem dopisać kolejną pozycję do listy treści, których nie dostanę w cyfrowym imperium Apple’a. Najwyraźniej wszystko rozbija się o licencje, których nowi wydawcy i dystrybutorzy współpracujący z zespołem nie zdołali lub nie zechcieli nabyć. Prawdopodobnie ich właściciele nie są też zainteresowani zaoferowaniem tychże albumów w cyfrowej postaci – czy to sklepie czy usłudze streamingowej.

vm.2

Następną mojąprzystanią jest Allegro, gdzie zmierzam w następnej kolejności w poszukiwaniu fizycznych kopii albumu. W wielu przypadkach udawało mi się za niewielkie kwoty zakupić cały album na CD, nawet gdy interesowały mnie tylko wybrane utwory, które się na nim znajdowały. Niestety w tej konkretnej sytuacji do wyboru miałem niedrogie kasety magnetofonowe lub kompakty w kolekcjonerskich cenach. Musiałem spasować.

Po wpisaniu nazwy zespołu oraz tytułu albumu w wyszukiwarkę YouTube minęło zaledwie kilka sekund i mogłem cieszyć się dźwiękami, których poszukiwałem. Wszystko to nie trwało za długo, maksymalnie 5 minut, ale dokładnie tyle czasu spędziłem próbując dotrzeć do w pełni legalnych źródeł i jak widać bez (rozsądnych) rezultatów. YouTube natomiast po raz kolejny okazał się najlepszym miejscem do poszukiwań tego typu treści, bo przykładów jak ten powyżej można by przywoływać niemal bez końca, a sytuacje, w których ten serwis zawodzi muszą być naprawdę ekstremalne. W mgnieniu oka można do tych utworów dotrzeć także na innych urządzeniach, a w ramach subskrypcji mógłbym także odsłuchiwać tychże utworów bez połączenia z Internetem.

youtube-red-logo

Google doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak ogromną bazą multimediów dysponuje, przymykając nieco oko na to, że nie wszystkie treści tam przesłane pochodzą od ich autorów. Gdy zostaną one usunięte lub zablokowane również nikogo to nie zaskoczy. Ale dopóki tak się nie stanie, to Spotify i cała reszta powinni uważnie obserwować poczynania YouTube’a, bo ten ma ochotę na znacznie więcej. Teraz w grę zaczynają także wchodzić pieniądze od użytkowników i to niemałe. Pamiętajmy, że w pakiecie otrzymujemy też dostęp do Muzyki Google Play, dla której idealnym uzupełnieniem będą zasoby YouTube’a. Jaka część słuchaczy wybierze taki zestaw ponad, na przykład, Spotify? Na efekty działań YouTube’a musimy jeszcze zaczekać, ale już teraz oferta jest nader interesująca.