23

Portal m. in. o cyberbezpieczeństwie „po bożemu”. Ojciec Rydzyk zaszalał

Między innymi o cyberbezpieczeństwie, bo wygląda na to, że portal ostrzegamy.online zyskał nowe treści i obok informacji przekazujących wiedzę o tym "co wie o nas Facebook" pojawiły się także takie, które tyczą się rozpoznawania np. przemocy psychicznej. Powiem tak - spodziewałem się czegoś gorszego. Uczciwie muzę natomiast przyznać, że nie jest bardzo, bardzo źle. Ale do ideału sporo brakuje.

Kiedy Tomek Popielarczyk przekazał mi ten temat: „Ej, Kuba – Ojciec Rydzyk zrobił portal o cyberbezpieczeństwie, trzeba to opisać” w głowie miałem jedynie pytanie niewybrednie odnoszące się do tej kwestii: w ugrzecznionej wersji: „co on gada?”. Okazało się inaczej – rzeczywiście powstała taka strona. Co więcej, od momentu jej uruchomienia sporo się zmieniło i obok cyberbezpieczeństwa można tam znaleźć treści mówiące o wspomnianej już przemocy psychicznej, o potrzebie pomocy psychologa, o dobrych praktykach za granicą. Znacznie bardziej pikantne jest jednak to, z czyjej inicjatywy ów twór powstał.

Ojciec Rydzyk to postać kontrowersyjna w naszym kraju. Tutaj przyznaję szczerze: do duchownych nie mam nic głównie dlatego, że jest mi z nimi nieco nie po drodze. Aczkolwiek w stosunku do najgłośniejszego (dosłownie) Redemptorysty odczuwam pewną niechęć: facet za bardzo miesza się do polityki, absolutnie przeczy deklarowanej skromności i ma zdecydowanie zbyt duży wpływ na to, co dzieje się również w moim życiu. Już samo to, że jednym politykom „błogosławi” (kierując własnych wyznawców do urn z odpowiednią konstrukcją), natomiast innych bezczelnie skazuje na piekło zasługuje na pewną pogardę z mojej strony.

Ale rozmawiamy o portalu ostrzegamy.online. Czym on w ogóle jest?

Bezpieczeństwo to niezwykle istotny element naszego życia. Dlatego też Fundacja Lux Veritatis realizuje projekt „Bądźmy bezpieczni”, współfinansowany ze środków Funduszu Sprawiedliwości, którego dysponentem jest Minister Sprawiedliwości.(…)

(…)Na portalu codziennie publikowane są nowe różnorodne teksty – dlatego zachęcamy do jego częstego odwiedzania. Pamiętajmy, że mamy realny wpływ na przeciwdziałanie przestępczości oraz zapewnianie bezpieczeństwa sobie i swoim bliskim. Mamy różne możliwości szukania skutecznej pomocy, reagowania i pomagania innym. Korzystajmy z nich, nie bądźmy obojętni.

Dla niezorientowanych: Fundacja Lux Veritatis to podmiot kierowany przez o. Tadeusza Rydzyka (Prezes Zarządu). Ów twór jest odpowiedzialny za realizację projektu „Bądźmy bezpieczni”, który finansowany jest ze środków Funduszu Sprawiedliwości. Jego dysponentem jest natomiast Minister Sprawiedliwości. Wiemy już zatem za jakie (i czyje – hehe, nasze) pieniądze został skonstruowany ten projekt. W skrócie: ministerstwo sypnęło groszem w kierunku Torunia, Toruń zaś stworzył portal mówiący o szeroko pojętym bezpieczeństwie. Również cyberbezpieczeństwie.

Z jednej strony – super. Odbiorcy o. Tadeusza Rydzyka również powinni wiedzieć o tym, co czeka ich w internecie. Z drugiej jednak… trochę się obawiam.

Nie mogę się pozbyć przeświadczenia, że ta strona internetowa to tylko pretekst do „czegoś”, ale nie chcę o tym mówić – nie mam na to dowodów. Na pewno nie chciałbym, żeby okazało się iż owa „dotacja” na stworzenie projektu „Bądźmy bezpieczni” była smarowidłem dla środowiska Ojca Rydzyka – po to, aby kupić sobie jego cały czas drogą przychylność. Oczywiście, tajemnicy nie stanowi fakt, wedle którego Radiu Maryja, Fundacji Lux Veritatis, Telewizji Trwam oraz wytworzonemu wokół tych przedsięwzięć środowisku obecna władza „odpowiada”. Trochę to przerażające, że osoby związane z Kościołem Katolickim tak mocno włażą w politykę – Pan Jezus z tego co mi wiadomo polityką się brzydził.

Treści na ostrzegamy.online – czego dowiesz się z tego portalu?

Nie będę odnosił się do kwestii społecznych, bo nas one na Antyweb nie interesują. Bardziej natomiast zwracamy uwagę na to, co pisze się tam odnośnie cyberbezpieczeństwa.

Znalazłem bardzo ciekawy nagłówej w jednym z artykułów:

Dlaczego przestępcy w internecie tak szybko radzą sobie z założonymi zabezpieczeniami na różne systemy? Jest to spowodowane sprzedażą wiedzy na czarnym rynku. Mowa tutaj o lukach 0 DAY, czyli o sposobie włamania do systemu, obejścia zabezpieczenia, które jest możliwe, ponieważ nikt o nim jeszcze nie wie. Codziennie ktoś znajduje błąd w programie lub sposób na obejście jakiegoś zabezpieczenia i zamiast zgłosić to autorowi, woli sprzedać tę informację, co bywa bardzo opłacalne finansowo.

Źródło

To nie jest tak, że o 0 dayach nikt nie wie – wiedzą ci, co mają wiedzieć. ;) Szkoda, że pominięto kwestię obecności firm informatycznych na czarnym rynku – nie jest trudno dokopać się do informacji o tym, ile wydaje się (mniej więcej) na skupowanie 0 dayów dla popularnych usług / oprogramowania.

Google oferuje opcję pobrania wszystkich informacji, które zebrało o Tobie. Pamiętaj o sprawdzeniu swojej pamięci – dane Dylana Currana wskazują na to, że wielkość pobranego pliku może wynieść 5 GB. To około 3 miliony dokumentów Worda!

Źródło

Ciekawy przelicznik – „3 miliony dokumentów Worda”. Jest dla niego pewne wytłumaczenie: wspomniany Dylan Curran użył go niegdyś m. in. w rozmowie na Twitterze, a autor bezmyślnie to przepisał. Co jeśli liczylibyśmy 5 GB w oparciu np. o skalę „prace dyplomowe Jakuba Szczęsnego”? Mielibyśmy z pewnością znacznie mniej niż 3 mln dokumentów Worda – podpowiadam autorowi: one nie mają „sztywnych” rozmiarów.

Natomiast w tym przypadku mamy do czynienia z czymś w rodzaju „obrobionej prasówki”, która wcale nie odpowiada na zawarte w tytule problemy: „Czym są cyberzagrożenia i jak się przed nimi chronić”.

Przyznam szczerze – poza tymi „niedociągnięciami”, których poszukiwał może i odrobinę na siłę, nie jestem w stanie wskazać gorszych przewin. Warstwa merytoryczna jasno wskazuje, że nie jest to serwis kierowany do ekspertów, ale do laików i w takiej roli ostrzegamy.online sprawdzi się dobrze. Nie jestem jednak pewien, czy na rynku jest rzeczywiście na to popyt oraz czy sens istnienia tego serwisu wymagał „aż” finansowania z Funduszu Sprawiedliwości. Będę obserwował działalność serwisu: od przyszłych działań w jego obrębie (projekt warto przecież promować – tak, aby trafiał do odbiorców) będzie zależało to, czy uznam go jedynie za pomysł na napompowanie kiesy Fundacji, czy też rzeczywiste działanie na rzecz dobra obywateli.