100

OnePlus 7T Pro – pierwsze wrażenia. Subtelny krok ku doskonałości

OnePlus podbił serca ludzi interesujących się smartfonami na całym świecie. Przystępne cenowo urządzenia, na których znajdziemy niemal czystego, bardzo mocno konfigurowalnego Androida w połączeniu z szybkimi i częstymi aktualizacjami oraz wsłuchiwaniem się w głos społeczności - oto recepta na sukces na tym rynku. Czy jednak model 7T Pro jest pod tym względem udaną kontynuacją obranej strategii?

Trudno się oprzeć wrażeniu, że mamy do czynienia z jedną z dziwniejszych premier smartfonowych tego roku. O ile bowiem OnePlus 7T okazał się dużym krokiem naprzód względem zwykłej siódemki, to już o 7T Pro trudno to powiedzieć. A szkoda, bo pole do popisu producent miał ogromne.

Tymczasem OnePlus 7T Pro względem zwykłego 7 Pro różni się zaledwie detalami. Zastosowanie znalazł tutaj nieznacznie szybszy chip – Snapdragon 855+ (zamiast zwykłego 855). Zrezygnowano też z różnych wariantów kolorystycznych i wersji różniących się pojemnością. Do wyboru mamy tylko model Haze Blue z 8 GB RAM i 256 GB pamięci wewnętrznej. Natomiast za 100 euro więcej (ok. 500 zł) możemy mieć wersję McLaren Edition z 12 GB RAM. Co poza tym? Delikatnie powiększono baterię – zamiast ogniwa 4000 mAh mamy teraz 4085 mAh. Znacznie mocniej odczujemy szybkie ładowanie Warp Charge 30T, które ma być o 23 proc. szybsze niż w przypadku zwykłego 7 Pro.

Stąd łatwo się domyślić, że 7T Pro nie jest adresowany do użytkowników, którzy wcześniej kupiły siódemkę. I w zasadzie mogą oni być bardzo zadowoleni z takie obrotu spraw. Producent wyraźnie daje im do zrozumienia, że mają najnowszego smartfona i powinni się z niego cieszyć. Co jednak w sytuacji, gdy przesiadamy się na OnePlusa z innego telefonu?

OnePlus 7T Pro przyjechał do mnie nietuzinkowym czerwonym pudełku, na którym wydrukowano specjalną wiadomość dla klientów. Możecie ją zobaczyć na jednym ze zdjęć. Trzeba przyznać, że jest to dość interesujący przekaz. Szczególnie, jeżeli zestawimy go z estetycznie prezentującym się wnętrzem. Charakterystyczny biało-czerwony kabel USB jest znakiem rozpoznawczym OnePlusa. Oprócz niego znajdziemy tutaj oczywiście ładowarkę oraz silikonowe etui. Te ostatnie wykonano bardzo precyzyjnie i raczej z wysokiej jakości materiałów. Na jakiś czas powinno wystarczyć jako ochrona naszego gadżetu.

Sam smartfon ma obudowę w kolorze Haze Blue, co w praktyce oznacza po prostu gradient – granatowy kolor u góry przechodzi w jasnobłękitny na dole. Trzeba przyznać, że to zręczne połączenie barw, które prezentuje się elegancko w praktyce. Całość pokryto matowym lakierem, co sprawia, że obudowa nie zbiera tak odcisków palców. Dobry ruch.

Aparaty ulokowano na wysepce w centralnej części. Pod nimi mamy diodę doświetlającą, a obok laserowy czujnik AF. Oczywiście nie zabrakło też logo OnePlusa w centralnej części i tabliczki znamionowej na dole (jak one szpecą te telefony…).

Przód to praktycznie wyłącznie sam ekran. Smartfon jest pozbawiony tutaj przycisków, wcięć i innych cudów na kiju. W górną ramkę wkomponowano jedynie głośnik rozmów. Wyświetlacz ma przekątną 6,67 cala, proporcje 19,5:9 i jest delikatnie zakrzywiony po bokach. Jego powierzchnia stanowi 88,1 proc. ogólnej powierzchni przedniego panelu, co jest świetnym wynikiem. Panel pracuje w rozdzielczości 1440 x 3120 pikseli (516 PPI), ale komu to potrzebne? Ja od razu przełączyłem go na tryb Full HD+. Praktycznie nie widać różnicy, a czas pracy na baterii jest zauważalnie dłuższy.

Warto tutaj też dodać, że ekran cechuje się 100-procentowym pokryciem palety DCI-P3 i wspiera tryb HDR10+. Największym, jego atutem jest jednak odświeżanie 90Hz. I to jeden z powodów, dla których można pokochać ten telefon. Wszystko jest tutaj nieskazitelnie płynne, każda animacja gładka, a ogólne doświadczenia kapitalne. Jedynym urządzeniem, które pod tym względem zrobiło wcześniej na mnie takie wrażenie jest mój iPad Pro ze 120-hercowym ekranem. Świetna sprawa.

Krawędzie smartfona teoretycznie niczym nie powinny nas zaskoczyć. Na dole mamy złącze USB, dwa mikrofony, szufladkę na SIM i głośnik multimedialny. Gra naprawdę dobrze i głośno – OnePlus 7T Pro to jeden z lepiej grających smartfonów, jakie kiedykolwiek trzymałem w dłoniach. Po prawej stronie mamy guziczek power oraz charakterystyczny dla serii OnePlus suwak służący do przełączania trybów. Możemy go ustawić w jednej z trzech pozycji: góra to kompletne wyciszenie, środek – wibracje, a dół włącza dźwięki. Bardzo użyteczne rozwiązanie, którego żaden z producentów w androidowym światku nie skopiował. A szkoda. Na prawej ściance mamy jeszcze podwójny przycisk regulacji głośności.

I wreszcie docieramy do górnej krawędzi, gdzie ukryto wysuwaną kamerkę do selfie. Nie ukrywam, że nie jestem wielkim fanem takich udziwnień. Muszę jednak przyznać, że OnePlus 7T Pro mnie trochę do swojego przekonuje. Kamerka działa sprawnie i jest dość żwawa. Mam pewne obawy, jak się spisze przy dłuższym używaniu telefonu. Miejmy nadzieję, że mechanizm jest tak trwały i niezawodny, jak deklaruje producent. Sama kamerka została oparta o sensor Sony IMX 471 o przekątnej 1/3″ i rozdzielczości 16 Mpix. Przy czym każdy piksel ma rozmiar 1µm. Obiektyw posiada przysłonę f/2, co nie zachwyca, ale też nie wypada tragicznie. Póki co zdjęcia prezentują się przyzwoicie – więcej będę w stanie napisać po dłuższych testach.

Skoro o zdjęciach mowa, zerknijmy raz jeszcze na tył. Zastosowanie znalazły tutaj 3 obiektywy. Główny aparat posiada matrycę o przekątnej 1/2″ i rozdzielczości 48 Mpix (piksele 0,8 µm). Szerokokątny obiektyw ma światło f/1,6. Drugi z modułów wyposażono w obiektyw telephoto o trzykrotnym przybliżeniu i jasności f/2,4 i matrycę 8 Mpix (piksele 1µm). Oba posiadają PDAF i optyczną stabilizację obrazu OIS. Zestaw ten dopełnia 16-megapikselowy moduł z obiektywem f/2,2 i ogniskową 13 mm – to ultra szeroki kąt, który doskonale sprawdzi się podczas fotografowania miast i krajobrazów. Jak to wszystko spisuje się w praktyce – musicie dać mi jeszcze chwilę na przygotowanie przykładowych zdjęć i pełniejszą ocenę.

Zajrzyjmy jeszcze do środka. Android 10, pod kontrolą którego pracuje OnePlus 7T Pro to duże wydarzenie. W końcu rzadko zdarza się, żeby którykolwiek smartfon ledwie miesiąc po premierze nowego systemu Google był w niego wyposażony od nowości. I to mega, ale to mega smutne. Na szczęście posiadacze OnePlusów nie muszą się smucić.

Oczywiście nie jest to czysty Android 10, choć pod wieloma względami przypomina takiego. Mamy tutaj autorską modyfikację o nazwie OxygenOS, którą wyróżniają potężne możliwości personalizacji i konfiguracji. Prawdę mówiąc jestem już zmęczony tymi wszystkimi EMUI, MIUI i ONE UI. Android ich nie potrzebuje, czego mamy namacalny dowód. Naprawdę miło się korzysta z takiego urządzenia, gdzie nie trzeba się godzić na narzucone przez Huawei czy Samsunga rozwiązania.

Wraz z Androidem 10 wprowadzono m.in. nowy system gestów, które pozwalają całkowicie zrezygnować z dolnej belki z przyciskami (co też uczyniłem natychmiast). Mamy tutaj też do dyspozycji bardzo przystępny system motywów, który pozwala osobno dostosować wygląd panelu powiadomień, ikonek na pulpicie, kolorów w menu i wielu innych. Sam Android 10 dodaje natomiast szereg nowych opcji związanych z prywatnością i bezpieczeństwem. W końcu możemy odmawiać działającym w tle aplikacjom dostępu do lokalizacji. Dzięki temu mamy większą kontrolę nad tym kto i kiedy nas śledzi. No chyba, że jest to Google – wówczas kontroli nie mamy właściwie żadnej. Ale na to się piszemy, kupując Androida.

OnePlus 7T Pro to mój pierwszy OnePlus od jakichś dwóch lat. Wcześniej testowałem model oznaczony numerkiem 5. Widać ogromny progres, jaki się tutaj dokonał. Firma i jej know how dojrzały. Widać, że sam produkt został maksymalnie dopracowany. I to budzi tylko i wyłącznie pozytywne skojarzenia. Trudno jednak nie zauważyć pewnych braków. Co prawda, nie mam firmie za złe, że nie zapłaciła za certyfikat wodoszczelności (i pyłoszczelności) IP, bo to rzeczywiście zbędne – zalane telefony z tym certyfikatem i tak nie są naprawiane w ramach gwarancji. Niemniej trudno mi wybaczyć brak modułu ładowania bezprzewodowego, które staje się coraz bardziej powszechne – szczególnie w nowych samochodach, ale nie tylko. Dobrą ładowarkę bezprzewodową można kupić już za kilkadziesiąt złotych i zdecydowanie ułatwia ona życie. I to, na pierwszy rzut oka, póki co jedyny mój zarzut do tego telefonu. Ale poczekajmy jeszcze kilka tygodni…

Za udostępnienie smartfona do testów dziękujemy sklepowi GoHERO.pl, gdzie znajdziecie w sprzedaży zarówno OnePlusa 7T Pro jak i wersję McLaren Edition – oba dostępne od ręki.