26

Nie chcę już wracać do OnePlusa 6. Recenzja OnePlus 7 Pro

Nie ma smartfonów idealnych i OnePlus 7 Pro nie jest wyjątkiem. To jednak topowe osiągnięcie chińskiego producenta i choć firma weszła na inny pułap cenowy, to akceptuję go bez zająknięcia.

Część osób była zaskoczona tym, że OnePlus postanowił wypuścić w jednej generacji dwa modele swoich smartfonów. I choć OnePlus 7 wydaje się świetnym sprzętem, to wszyscy interesują się jego droższym bratem – OnePlus 7 Pro. Kompletnie się temu nie dziwię, bo choć cena sprzętu jest znacząco wyższa niż to, do czego do tej pory przyzwyczaił nas producent, wciąż warto kupić to urządzenie.

Wygląd i wykonanie OnePlus 7 Pro. Elegancko, ładnie i nowocześnie

To najładniejszy i najbardziej dopracowany smartfon OnePlusa – co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości. Dwie tafle szkła łączy nie rzucająca się przesadnie w oczy ramka, a cała konstrukcja sprawia wrażenie jednej bryły. Duża w tym zasługa zagiętego ekranu, co ma swoje wizualne zalety, ale wiąże się z pewnymi problemami, o których za chwilę.

OnePlus 7 Pro jest dłuższy od OnePlusa 6, przez co wydaje się ogromny i na pewno nie zachęci osób, które szukają mniejszych konstrukcji. Wydaje się też dość masywny, ale to uczucie znika gdy uruchomicie ekran – nagle okazuje się bowiem, że praktycznie cały front telefonu to po prostu wyświetlacz. Dziwne, ale bardzo przyjemne uczucie.

Ponownie ogromny plus za umieszczony na prawej ściance przełącznik trybów głośności, ponownie ma on delikatnie chropowatą, fajną fakturę. Nie ma niestety złącza słuchawkowego, co przy tej grubości konstrukcji wydaje się dziwnym rozwiązaniem, ale powoli powinniśmy się już do niego przyzwyczajać.

OnePlus ponownie nie zdecydował się na wystąpienie o normę wodoodporności, jednak spokojnie – ten telefon przeżyje upadek do wody, deszcz czy co tam na niego wylejecie. Nie ma się co stresować. Skoro my z Michałem go nie zalaliśmy, nie zalejecie raczej i Wy.

Ekran OnePlus 7 Pro to mistrzostwo!

1440 x 3120 pikseli, 516 ppi, proporcje 19.5:9 ratio robi wrażenie. Ale jeszcze większe to, że dostaliśmy tu OLED-a z odświeżaniem 90Hz. Powiecie, że to takie tam nic nie znacząca specyfikacja. Błąd, 90Hz w OLED-zie to-jest-kosmos. Żaden telefon jaki kiedykolwiek testowałem nie wydawał się tak responsywny. Większa częstotliwość odświeżania oznacza, że animacje wyglądają na płynniejsze, co w połączeniu z topową specyfikacją techniczną smartfona sprawia, że różnica w odczuciach podczas korzystania z OP7 Pro względem jakiegokolwiek innego smartfona jest ogromna.

Generalnie trudno cokolwiek zarzucić temu ekranowi, wydaje się wręcz idealny do multimediów – choćby przez zastosowanie HDR10+. Powiedzieć, że to najlepszy ekran w OnePlusach to mało. To najlepszy ekran na rynku smartfonów! Naprawdę wow. Nie jestem jednak do końca przekonany co do jego zagięć na krawędziach – powtarza się bowiem to samo, co miałem z Samsungiem Galaxy S7 Edge kiedy nosiłem go bez etui. Łapiąc smartfona w dłoń, delikatnie muskam jej środkiem krawędzie co czasem sprawia, że klawiatura nie łapie idealnie liter, które wstukuję. Michał tego problemu nie miał, zapewne chodzi więc o przyzwyczajenie i chwyt urządzenia.

“WOW” można też powiedzieć o czytniku linii papilarnych umieszczonym w ekranie. Jest na tyle duży, że nie ma problemu z trafieniem w odpowiednie miejsce i na tyle szybki, że nawet nie pomyślicie o innym sposobie odblokowywania smartfona. Brawo.

Podzespoły i wydajność OnePlus 7 Pro, czyli rakieta wystartowała

Imponujące wyniki w benchmarkach raczej nikogo nie powinny dziwić.

Trzeba jednak pamiętać, że to nie wyniki z AnTuTu czy GeekBencha sprawiają, że smartfon dobrze działa. Poza świetnym podzespołami, którymi może pochwalić się OnePlus 7 Pro (Snapdragon 855, Adreno 640, 6/8 lub 12 GB pamięci RAM) znaczenie ma również optymalizacja systemu i lekkość nakładki systemowej. To u OnePlusa się nie zmieniło – OxygenOS to wciąż rewelacyjnie zaprojektowana i działająca modyfikacja systemu, która przy okazji kolejnych aktualizacji nie staje się mniej czytelna i bardzo blisko jej do czystego Androida.

No dobrze, ale jak działa ten OnePlus 7 Pro? Rewelacyjnie, to prawdziwa rakieta. I pewnie byłby też jak rakieta z normalnym ekranem (a można to sprawdzić, przestawiając odświeżanie z 90Hz na 60Hz) natomiast nie da się ukryć, że odświeżanie ekranu potęguje jedynie uczucie obcowania z najszybszym smartfonem na rynku. Do tego pamięć wbudowana reprezentuje tu technologię UFS 3.0, a nie 2.1, co ma duży wpływ na prędkość działania urządzenia. Czy mówiłem już, że to rakieta? Na pewno, ale nie zaszkodzi powtórzyć.

Aparaty z OnePlus 7 Pro – jest dużo lepiej

OnePlusy nigdy nie słynęły ze świetnych aparatów. Owszem, reprezentowały one poziom, którego nie trzeba się było wstydzić, jednak odstawały od topowych propozycji konkurencji. Przesiadając się prywatnie z Galaxy S7 Edge na OnePlusa 6 miałem wręcz wrażenie, że aparat robi trochę gorsze zdjęcia niezależnie od warunków oświetleniowych. Aktualizacja wprowadzająca tryb nocny trochę ten stan rzeczy poprawiła, trudno jednak powiedzieć bym był zachwycony.

Aparatami OnePlus 7 Pro też nie jestem zachwycony, ale to oczko wyżej niż ostatnio. Szczególnie, że dostaliśmy tu aż trzy obiektywy. Pierwszy z aparatów, główny, ma matrycę 48Mpix i światło f/1.6. Drugi to szeroki kąt 16Mpix i światło f/2.2, trzeci to natomiast teleobiektyw z trzykrotnym przybliżeniem (choć nie jest to pełna trójka, w dodatku robi najgorsze zdjęcia). Aparaty dają radę, są naprawdę udane, a żeby nie potwarzać, odsyłam Was do osobnego materiału:

Test aparatów OnePlus 7 Pro

Nowością w serii jest brak notcha w postaci paska, łezki czy dziury w ekranie. Mamy tu bezramkowca z prawdziwego zdarzenia, a to dzięki zastosowaniu wysuwanego aparatu. System działa sprawnie i ma zabezpieczenie polegające na tym, że jeśli smartfon poczuje, że spada, aparat sam się schowa. Raczej nie przejmowałbym się jego żywotnością, to nie jest mechanizm zaprojektowany na kilka miesięcy, a na kilka lat działania.

Bateria ma 4000 mAh i trudno powiedzieć, by OnePlus 7 Pro zachwycał czasem działania na jednym ładowaniu. Jeden dzień to max, co byłem w stanie wyciągnąć – osoby, które przedłożą czas działania nad płynność wyświetlanego obrazu mogą jeszcze spróbować zmniejszyć odświeżanie na 60Hz, coś dzięki temu ugrają jeśli chodzi o baterię. Jest ok, mogłoby być lepiej. Nie ma tu też indukcyjnego ładowania, dostajemy natomiast ładowarkę Warp Charge 30W i przez to odchodzi problem czasu pracy na jednym ładowaniu oraz braku indukcji. Smartfon ładuje się superszybko i naprawdę to czuć przesiadając się nie tylko od konkurencji, ale nawet z OnePlusa 6.

Kilka tygodni z OnePlus 7 Pro sprawiło, że nie chcę wracać do swojego OnePlus 6

Testowałem kosztującą 3299 złotych wersję z 8GB pamięci RAM i 256GB pamięci wewnętrznej (nie ma slotu na karty microSD) – myślę, że taka konfiguracja jest optymalna. To zdecydowanie najlepszy smartfon OnePlusa i jeśli patrzeć na jego cenę, najkorzystniejsza oferta wśród flagowców. Serio. Telefon działa rewelacyjnie, ekran jest obłędnie dobry, ma HDR10+, poprawiono nawet audio, dodając drugi głośnik i obsługę Dolby Atmos. Aparaty też dają radę, choć nie są idealne. Innymi słowy, temu smartfonowi nic nie brakuje, a kosztuje rozsądnie. Rewelacyjne urządzenie, z którym bardzo trudno mi się będzie rozstać. Nie żebym narzekał na swojego OnePlusa 6, ale jednak różnicę czuć od razu i to jednak inny poziom. Brawo OnePlus, świetna robota.

Za użyczenie smartfona do testów dziękujemy sklepowi x-kom. Tak wygląda ich oferta na OnePlusa 7 i OnePlusa 7 Pro.