4

Walkman odtwarzający muzykę z 3,5″ dyskietek. Na jednej zmieszczono cały album

dyskietka z albumem muzycznym
Niektóre pomysły są tak głupie, że wręcz idealne w swojej prostocie. Można spierać się na temat sensu budowania takich sprzętów, ale właściwie to... kto kreatywnym zabroni? Panie, Panowie — oto przenośny odtwarzacz muzyki bazujący na dyskietkach. Takich jakie pamiętacie ze starych komputerów — najpopularniejszych, 3,5" calowych.

Przenośny odtwarzacz muzyki z dyskietek — Walkman jakiego jeszcze nie widzieliście

Przerobiłem w swoim życiu wiele mobilnych odtwarzaczy — od najpopularniejszych modeli Sony na kasety, przez starusieńkie Discmany wokół których bałem się oddychać by tylko płyta nie podskoczyła, na jednych z pierwszych dostępnych w Polsce sprzętów do odtwarzania MP3 kończąc. Upychanie kolekcji utworów w 32 MB pamięci to była niesamowita przygoda. Nigdy jednak przez myśl mi przez myśl nie przeszedł sprzęt bazujący na nośniku tak archaicznym, jak dyskietka. Terence Eden ma jednak na tyle dużo wyobraźni, że postanowił zrobić użytek ze stacji dyskietek pod USB. Podłączył ją do Raspberry Pi, podłączył przenośną baterię, związał to wszystko recepturkami i tak oto otrzymał najdziwniejsze połączenie jakie dziś zobaczycie. Aha, co ciekawe — w notatkach o projekcie znalazł się także dopisek o tym że w zależności od szybkości naszej stacji dysków i wielkości piosenki możemy spodziewać się przerw w odtwarzaniu znanych ze wspomnianych discmanów. Auć! ;)

walkman na dyskietki

Naturalnie jednak największym problemem w temacie nie jest sama technologia, bo Raspberry Pi doskonale da sobie radę z odtwarzaniem muzyki z różnych sprzętów. Dramatem jest kwestia przestrzeni dostępnej na dyskietce — to raptem 1,4 MB. Dlatego też Eden zdecydował się skompresować wszystkich 13 utworów z albumu A Hard Day’s Night Beatlesów Opus Interactive Audio Codec — i trwający 30 minut i 45 sekund zamknął w 1,429,105 bajtach. Resztę miejsca zostawił na grafikę z okładką albumu. Zabrakło jakości, zabrakło przycisków do kontrolowania muzyki, ale wiecie czego Terence’mu Edenowi nie zabrakło? Wyobraźni. I odwagi, bo  odtworzenie  na nienagannych słuchawkach kultowego albumu to nie lada wyczyn i poświęcenie.

Szczegóły dotyczące projektu, jeżeli chcielibyście się zabawić i stworzyć coś równie szalonego, znajdziecie na blogu autora. Tam również jest wideo na którym możecie odsłuchać próbki jak to działa i jak niesamowicie… nostalgiczna to jakość.