Felietony

Od przybytku głowa nie boli? realme udowadnia, że jednak może…

MM
Mirosław Mazanec
1

Co zrobić żeby sprzedawać dużo smartfonów? Trzeba nimi np. zasypać rynek. Niebezpieczeństwo pojawia się wtedy, gdy twoje nowe telefony są gorsze od starszych.

realme bardzo szybko stało się na polskim rynku mocnym graczem. Firma jest w tym momencie na trzecim miejscu jeśli chodzi o dostawy smartfonów i wcale nie zamierza na tym poprzestawać. Bardzo ciekawie wyglądały jej początki w naszym kraju. Producent szybciutko zorientował się, że wysokiej pozycji nie zbuduje się na drogich urządzeniach (np. X50 Pro, nawet jeśli był nieco tańszy w porównaniu do konkurencji ). I skupił się na średniej i budżetowej półce, czyli tam, gdzie najczęściej zostawiają pieniądze klienci po tym, jak powzdychają do drogich urządzeń. realme potrafiło dać „namiastkę luksusu” w postaci bardzo dobrego działania, pięknych ekranów czy dobrych zdjęć bez płacenia za to majątku.

Utrzymać się na podium…

A ponieważ zbiegło się to z dwoma wydarzeniami – czyli słabnącym Huaweiem bez usług Googla oraz decyzją Xiaomi, by próbować przeskoczyć do klasy Premium, mamy to co mamy, czyli wejście na podium za Samsungiem i Xiaomi. Na naszym rynku rządzi cena, realme to szybko zrozumiało, OPPO czy VIVO jakoś nie mogą i dlatego układ sił producentów wygląda tak a nie inaczej.

Myliłby się jednak ten kto sądzi, że przed realme teraz prosta droga na sam szczyt usłana różami. Bo firma szybko zdobywając mocną pozycję, sama na siebie zastawiła pułapkę. I jestem bardzo ciekawy, jak sobie z tym poradzi.

Paradoks niskich cen

Na czym polega ta pułapka? Oczywiście na niskich cenach. Ten problem przerabia właśnie Xiaomi. Miłość Polaków producent zdobył jako tańsza alternatywa dla urządzeń konkurencji. Może nie do końca tak dobra, ale w najważniejszych dziedzinach nie odstawała. Mocne procesory, świetna bateria dobry ekran – to przy odpowiednio niższej cenie pozwalało przymknąć oko na niedostatki w oprogramowaniu czy możliwościach foto. No i trzeba pamiętać też o tym, że Xiaomi w zasadzie Polacy wprowadzili do kraju sami. Oddolnie, przez Internet i różne platformy zakupowe, gromadząc się na forach na których dyskutowano o sposobach na wgrywanie kolejnych wersji MIUI i naprawianiu błędów.

Miało to swój wielki urok, a najważniejsze, że gdy Xiaomi w końcu oficjalnie weszło do Polski, jego użytkownicy już tu od dawna byli. Obopólna miłość nie trwała jednak długo. Bo w końcu to interes, więc gdy okazało się, że firma chce za swoje urządzenia rynkowych a nie lekko dumpingowych cen, ludzie zaczęli szukać gdzie indziej.

I tu właśnie do gry wkracza realme. Które mniej więcej w tym samym czasie decyduje się na mocne wejście w średnią półkę. Takie modele jak 7 czy 7 Pro mają doskonały stosunek ceny do jakości i to właśnie głównie na nich i ich opinii wybił się producent. Potem poprawił jeszcze niezłymi 8-kami, do tego bardzo sprawnie współpracował z tzw. operatorką, gdzie akurat zwolniło się miejsce po Huawei. I tak w stosunkowo krótkim czasie realme wskoczyło na podium.

Zjadanie własnego ogona

Jednak w tym roku coś w rozpędzonej machinie się zacięło. Zniknął jeden z głównych atutów czyli dobra cena. A największym konkurentem stały się własne starsze smartfony.

Spróbuję to wytłumaczyć na przykładzie dwóch urządzeń: realme GT NEO 3T oraz starszego GT NEO 2. Na stronie realme pierwszy kosztuje 2099 (8/128), drugi również 2099 zł (8/128). Tyle, że ten drugi, z ubiegłego roku, można też kupić  w sieciach handlowych za 1799 zł. A co je tak naprawdę różni? Okazuje się że niewiele.

Oba pracują na tym samym procesorze – Snapdragonie 870. Mają identyczne ekrany AMOLED 6.62 cala ze 120 Hz. Identyczne baterie 5000 mAh. Identyczny zestaw aparatów z takimi samymi matrycami. Identyczny zestaw czujników. Różni je jedynie prędkość ładowania – 80 vs. 65 W na korzyść nowego modelu. Czy jest to warte dopłaty 300 zł?

W tym roku wszystkie smartfony są droższe, na rynku brak jest komponentów, ceny walut szaleją i dzięki temu jest to co jest. Czyli budżetowce w cenie średniaków a słabe średniaki w cenie tych podchodzących już pod wyższą półkę.

Jednak „przepakowywanie” tego samego urządzenia i wprowadzanie go na rynek z wyższą ceną nie przysporzy chyba realme miłośników. Nawet jeśli generalnie jest to smartfon bardzo dobry.

Rozumiem jednak, że to właśnie efekt „zasypywania” rynku coraz to nowymi urządzeniami. Mniej zorientowani użytkownicy z pewnością się w tym pogubią, kierując się w sumie logiczną zasadą – że smartfon nowszy musi być od starszego lepszy. A jak widać, wcale tak nie jest. Zresztą, starszy i tańszy realme GT 2 Pro wcale nie będzie gorszym wyborem od najnowszego GT NEO 3.

Żeby być sprawiedliwym – takie działanie nie jest domeną realme. Również inni producenci wprowadzają zamieszanie w swoich urządzeniach. Np. OPPO Reno 7 jest przecież dużo słabszy od OPPO Reno 6.

Trzeba sprawdzać specyfilkacje

Wniosek? Na bok trzeba odłożyć logikę, a kupując nowy telefon lepiej zagłębić się w tabelki ze specyfikacjami i najpierw sprawdzić zeszłoroczną ofertę producentów. Można tam bowiem znaleźć smartfony i tańsze i lepsze od tego, co w tym roku pokazuje się na rynku. Tylko oczywiście firmy jakoś nie chcą się tym chwalić.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

felieton