7

O niemieckim wunderwaffe i polskim teleturnieju

Wojny to przede wszystkim śmierć i zniszczenie, ale nie można ukrywać, że konflikty zbrojne rozwijały naszą cywilizację na płaszczyźnie technologicznej. Druga wojna światowa nie była tu wyjątkiem – projektując lepsze maszyny do zabijania, człowiek zapoczątkował wiele rozwiązań, które potem zmieniły świat. Dotyczy to m.in. lotnictwa, o którym mowa w dzisiejszym kalendarium. Dla rozluźnienia atmosfery jest […]

Wojny to przede wszystkim śmierć i zniszczenie, ale nie można ukrywać, że konflikty zbrojne rozwijały naszą cywilizację na płaszczyźnie technologicznej. Druga wojna światowa nie była tu wyjątkiem – projektując lepsze maszyny do zabijania, człowiek zapoczątkował wiele rozwiązań, które potem zmieniły świat. Dotyczy to m.in. lotnictwa, o którym mowa w dzisiejszym kalendarium. Dla rozluźnienia atmosfery jest też wątek z naszego podwórka: teleturniej, w którym do zgarnięcia był Polonez!

Wunderwaffe łamie granicę

Pojęcie wunderwaffe, czyli cudowna broń należy odnosić przede wszystkim do hitlerowskich Niemiec i okresu drugiej wojny światowej. Naziści wierzyli lub przynajmniej chcieli wierzyć w to, że skonstruują broń, która całkowicie zmieni bieg wypadków i przechyli szalę zwycięstwa na ich korzyść. Nie doszło do tego, nie brakuje opinii, iż skupianie się na wielu różnych innowacyjnych projektach przyspieszyło upadek III Rzeszy: pieniądze, surowce, moce produkcyjne poświęcano na realizację pomysłów, które nie przyniosły żadnych korzyści.

Część konceptów nigdy nie została zrealizowana, część została po wojnie wykorzystana przez aliantów, były i takie, które naziści zaczęli już wdrażać w swojej armii. W tym ostatnim przypadku za przykład może posłużyć myśliwiec Messerschmitt Me 163. Pilot doświadczany Heini Dittmar zdołał na nim przekroczyć granicę 1000 km/h. Wydarzenie miało miejsce 2 października 1941 roku. Taka szybkość dawała sporą przewagę nad przeciwnikiem, ale model okazał się jednostką dość zawodną, brakowało doświadczonych pilotów, wyprodukowano zbyt mało sztuk – ten sprzęt po prostu nie mógł odmienić losów wojny, chociaż był nie lada osiągnięciem niemieckich inżynierów.

Fortuna kołem się toczy

Teleturnieje to jedna z rzeczy, które zostawiły poważny ślad w mojej pamięci. Sporo ich było, różnie wyglądały i zdecydowanie nie można ich wrzucać do jednego wora. Jednym ze sztandarowych programów tego typu było Koło Fortuny, które pojawiło się na antenie 2 października 1992 roku. Przez pierwsze edycje rolę prowadzącego pełnił Wojciech Pijanowski, a asystowała mu Magda Masny. Z czasem stała się ona ikoną programu, a powiedzonko Magda, pocałuj pana wyszło poza ramy show. Dzisiaj oglądając fragmenty teleturnieju na YT niektórzy pewnie kręcą głową z niedowierzaniem, że tak to wyglądało. Dwadzieścia lat temu miliony Polaków zgadywały hasła przed telewizorami.

Potrafił wykorzystać parę

W roku 1804 zmarł Nicolas-Joseph Cugnot, Francuz, któremu przypisuje się stworzenie pierwszego pojazdu o napędzie parowym. Chociaż sama koncepcja turbiny parowej jest znacznie starsza i szukając jej korzeni, należałoby się cofnąć do czasów Herona z Aleksandrii, to przez stulecia nie znaleziono dla tego wynalazku praktycznego zastosowania. W znacznej mierze wynika to z faktu, że nawet nie próbowano. Ostatecznie jednak pojawił się Cugnot, inżynier tworzący na potrzeby armii. Skonstruowany przez niego pojazd miał służyć jako ciągnik dla dział.

http://youtu.be/rU3E5-zIPTo

Wynalazek opracowano jeszcze w latach 60. XVIII wieku. Z jednej strony znajdowały się dwa koła, z drugiej koło i kocioł parowy napędzający maszynę. Projekt ostatecznie zarzucono, a powodem był m.in. wypadek, do jakiego doszło w roku 1771. To pierwsza tego typu kolizja w dziejach. Z czasem świat zapomniał o Cugnocie, ale pozostały po nim eksperymenty, które inspirowały innych twórców. Świat wszedł na drogę szybkiego postępu. Na załączonych filach widać, jak działała i poruszała się konstrukcja stworzona przez Cugnota.