13

Tu nie chodzi tylko o cenzurę piersi w internecie – ciekawy polski startup

Ile w Internecie jest nagości? Naprawdę sporo - nawet, jeżeli rzadko wchodzimy na strony, gdzie zagęszczenie piersi na metr kwadratowy jest większe, niż gdziekolwiek indziej, to musimy mieć świadomość, że pornografia - czy to w postaci soft, czy też hard to naprawdę spora część Internetu i przeogromny biznes. Z Internetu korzystają nie tylko dorośli, ale i dzieci. Jak łatwo jest trafić na taką stronę? Bardzo łatwo. Wpisujesz adres i... i już.

Na co komu taki wynalazek jak NullNude? Przecież od dawna sutki nie są już niczym plugawym

Oczywiście. I nie o cenzurę tu chodzi – jak zaznaczono w tytule. Internet to przeogromny zbiornik wszelkiej maści treści i warto traktować go jako miejsce, gdzie raz wrzucone zdjęcie może już z niego nie uciec – wszystko dzięki zjawisku noszącego dumnie nazwisko Pani Barbry Streisand – im bardziej staramy się o to, by treść zniknęła z świata, tym bardziej zainteresowana nim gawiedź będzie dążyć do tego, aby jednak przeżyła. W Internecie jest to dużo prostsze niż się wydaje – wystarczy szybciutko zrobić kopię, albo mirror. Dla nawet mało wprawionego adepta Internetu nie jest to większy problem.

Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy – dajmy na to – ktoś chce nam zrobić psikusa i chce wrzucić nasze nagie zdjęcie do jakiegoś zbiornika typu „fotka”. Ma pełen wachlarz możliwości, a to, co umieszczone zostanie w Internecie już w nim zostaje. A gdyby po stronie serwera istniały już rozwiązania, które byłyby w stanie nagie treści wyszukiwać i np. nie przepuszczać ich dalej? W wielu przypadkach cały czas jest problem z weryfikacją tego, co znajduje się na zdjęciu i szybkiej reakcji już po stronie usługodawcy. W przypadku takiej „masówki” jaką jest Internet, szczególnie teraz, gdy media społecznościowe to jeden z głównych motorów napędowych. Warto się nad tym pochylić, by zwyczajnie nie dochodziło do nadużyć. Od tego właśnie jest NullNude, który przede wszystkim wykrywa i określa typ nagości na zdjęciu.

nullnude

Mechanizm potrafi określić, czy na zdjęciu znajduje się sutek, czy też „zamazany” fragment mogący przedstawiać nagość. To, co stanie się po zidentyfikowaniu takiej treści, należy już do osoby odpowiedzialnej za usługę, do której podpięte zostanie NullNude. Jak się okazuje, zbiorniki zdjęć już korzystają z tego pomysłu, na przykład Gifs.com. Dla polskiego startupu to spora nobilitacja.

Jeżeli chcecie na własnej skórze przekonać się, że ten mechanizm po prostu działa – proszę bardzo. Macie taką możliwość. Wypróbujcie stworzoną przez twórców piaskownicę i spróbujcie wrzucić jakieś nagie zdjęcie (najlepiej z Pixabay, nie wrzucajcie swoich jeżeli się boicie ;) ) i zobaczcie, jakie wyniki zwróci Wam skrypt. U mnie zadziałało, sutek zidentyfikowano jako sutek z dużą dozą prawdopodobieństwa. Czyli jest ok.

Polakom wypada życzyć sukcesu – nam może się to kojarzyć z permanentną i zawsze złą cenzurą. Są jednak sfery w Internecie, które wymagają automatycznego wręcz identyfikowania treści nieodpowiednich, a nagość – choć dzisiaj przeżywa swój „renesans”, to mimo wszystko nie wszędzie powinna być eksponowana. Prawda?