100

O tym jak nudne Apple stało się… jeszcze bardziej nudne.

Nie poczytujcie jednakże w powyższym tytule zapowiedzi "końca" Apple. Nawet najlepsi na świecie analitycy obawialiby się tego stwierdzenia, ja również nie zwykłem go używać - chyba, że epitafium jest już wypisane i nic nie da się z tym zrobić. Nie, w Cupertino nikt nie szykuje trumny, wszyscy świetnie się bawią i klaszczą sobie nawzajem. Tak się zastanawiam, czy oni wszyscy tam nie śmieją się po cichu z nas, bo nie muszą robić wielkich rzeczy, a rynek i tak ich kocha?

Kocha – za mało powiedziane. Uwierzcie mi, że gdyby wyniki sprzedażowe firm technologicznych były wprost proporcjonalne do takich zmiennych jak innowacyjność, czy wrażliwość na oczekiwania klientów, to Apple byłoby w zestawieniach bardzo nisko. Microsoft, który jeszcze kilka lat temu był mieszany z błotem za brak „wizji” jest w stanie rynek zaskoczyć. Google widzi siebie w roli lidera machinę learningowego i ma ku temu wszelkie potrzebne predyspozycje. Gdzie w tym wszystkim jest Apple? Nieco z boku, aczkolwiek nie warunkuje to jednocześnie złych / gorszych wyników rynkowych. Gdyby nie było to jednoznacznie głupie (i gdyby Apple nie było pro-eko), to w całej swojej złośliwości mogłoby dolarami w piecu palić i bardzo by na tym nie ucierpiało.

Żelki każdemu, kto da mi dowód innowacyjności Apple w trakcie WWDC

Pierwsze żelki wręczam sobie – mam! Głośnik HomePod cechuje się aż ośmioma głośnikami, które mają radzić sobie nawet w warunkach gorszej akustyki w domu / mieszkaniu. Dla mnie bomba – niedługo napiszę Wam o tym, jak Google Home zawładnął moim domem i jeden z zarzutów będzie dotyczył jakości „zbierania” przez mikrofony dźwięku. Zdarza się, że mimo iż pięknym, amerykańskim akcentem wołam doń „Ok, Google”, sprzęt przypominający mi odświeżacz do powietrza milczy. Jeżeli HomePod będzie pod tym względem lepszy – chylę czoła, bo jest to bardzo ważna kwestia. Koniec słodzenia, innowacji brakło.

apple i homepod

Sam HomePod rewolucyjny nie jest. To samo pokazali już Amazon, Google, Microsoft z Harman / Kardon i kilku innych producentów. Schemat prosty do bólu: mamy do czynienia z inteligentnym głośnikiem, integracje z elementami smart-home, ładnie gra, ciekawie wygląda i wsio w pariadkie. Wielkich cudów na rynku inteligentnych głośników nie ma i nie będzie – nie oszukujmy się, że potrzebujemy do nich jeszcze wyświetlaczy, emiterów zapachu, czy bulbulatora. Głośnik to głośnik – ma grać, słuchać i wykonywać nasze polecenia.

I nowe urządzenie Apple właśnie to robi. Nie jest w żaden sposób odkrywcze – goni trendy na rynku. I znając możliwości Apple, rynek inteligentnych głośników z pewnością rozrusza, będzie to właściwie największa zasługa Cupertino w owej kwestii. Ale czy patrząc na cenę HomePoda (znacznie droższego niż m. in. Google Home), możemy wskazać jego kluczowe zalety – takie, których nie będzie w stanie podkopać żaden producent? Nie damy rady, bo ich po prostu nie ma (no, dobra – mikrofony są super).

Przypomina mi to zabawę Apple w urządzenia ubieralne. Podczas, gdy rynek już dawno cieszył się z pionierów w dziedzinie inteligentnych zegarków, Apple dopiero zdecydowało się zaprezentować własny sprzęt. Co się okazało? Nie był on zauważalnie lepszy od reszty stawki, ale poprzeczka cenowa została zawieszona całkiem wysoko. A co tam, polecę jak czuję: Apple Watch był (jest) brzydki, niekoniecznie ciekawy, nieco uboższy od konkurencji i okazał się najbardziej rozchwytywanym urządzeniem tego typu na rynku. Mało tego, zdołał wszystkim udowodnić, że jednak zegareczki są „fe” i ów pomysł wcale nie był taki dobry, jak się początkowo wydawał. W takich momentach człowiekowi aż chce się urżnąć przy samej… samych plecach „niewidzialną rękę rynku”.

apple, ios 11 prezentacja

Trzeba przyznać, że Apple jest poprawne w tym co robi

Ależ owszem, że produkty Apple są fajne! Znam mnóstwo osób, które są z Apple na dobre i na złe, innych marek nie uznają i czują się z tym świetnie. Przeboleli drogi próg wejścia w ekosystem, kolejne urządzenia nie kosztują ich już tak dużo (bo się pięknie amortyzują po sprzedaży prev-gena) i chwalą sobie przede wszystkim jedno: to działa. Ewolucyjna droga, którą kroczy obecnie Apple jest jedną z bezpieczniejszych, oczywiście i najbardziej zaangażowani klienci właśnie jej oczekują. Ale nikt nie powiedział, że w najbliższych latach owa ścieżka będzie wystarczająca, by konkurować z innymi tuzami branży. Spójrzcie na Androida i Google. Tam też (niemal) wszystko działa i będzie tylko lepiej. Microsoft też wyprostował sporo spraw związanych z Windows (i uwaga, wygląda na to, że komórek sobie nie odpuszcza). Apple nie ma monopolu na tworzenie atrakcyjnych urządzeń świetnie dogadanych z oprogramowaniem – Microsoft i Google też to potrafią.

Bo czy zmiany w apple’owskich mapach, watchOS 4, iOS 11 są jednoznacznie złe, nieudane? Za takie stwierdzenie sam bym się profilaktycznie spoliczkował. Są przede wszystkim potrzebne, ale nie ma również takich, o których nie powiedziałby jakikolwiek inny producent. A Apple jak zaczarowano i tak dalej będzie śpiewać swoją arię: „You’ll love it”. Tak, jakby nikt inny się nie liczył, nie istniał, a w ogóle to to wszyscy mają jabłkowe urządzenia.

A może my zbyt wiele oczekujemy od Cupertino?

Hola, hola. Jeżeli producent kreuje się na innowatora, odcina kupony od wypracowanego sobie pierwszeństwa oraz łatki innowatora, to warto mieć przynajmniej zdrowe oczekiwania wobec owego podmiotu. Do tego doliczmy sobie jeszcze fakt, iż Apple czego się nie dotknie (niezależnie w jaki sposób), będzie się sprzedawało. Ludzie pójdą po to do sklepów, narobią kanapek, pojadą do Drezna, rozstawią namioty pod sklepem, bo takich kolejek po „ajfona” nawet komuna nie widziała. Czy my mamy zbyt wysokie oczekiwania od Apple? Skądże znowu.

A co robi Cupertino? Spełnia podstawowe potrzeby, obiera bezpieczną drogą, przy okazji pokazuje zupełnie nowy sprzęt w portfolio aparycją nawiązujący do miniaturowego śmiet… tfu. Maka Pro, którego głównymi atutami są tylko mikrofony.

I jako że „nudne Apple stało się nudne”, więcej tekstów w tym tonie już nie będzie, bo i Wam to się już pewnie znudziło. Czekam, aż Apple mnie zaskoczy, pokaże coś naprawdę ciekawego i wtedy do Was się z tym zwrócę. A na razie, życzę Wam miłego wtorku. Do weekendu już jakoś zleci, a Apple do piątku zarobi około 1,5 miliarda dolarów.