18

Nowsza definicja rozrywki od TVP – startuje TVP Rozrywka

Ostatnimi czasy w polskiej branży TV sporo się dzieje – platforma nc+ oraz ich konkurencja zapewniają nam prawdziwy festiwal intrygujących wydarzeń, zapowiedzi, decyzji i wniosków. Jeśli z pierwszego planu schodzi na chwilę nc+, to ich miejsce zajmuje natychmiast inny gracz, który w mniej lub bardziej uszczypliwy sposób zachęca do swojej oferty. Swoiste show postanowiła ozdobić […]

Ostatnimi czasy w polskiej branży TV sporo się dzieje – platforma nc+ oraz ich konkurencja zapewniają nam prawdziwy festiwal intrygujących wydarzeń, zapowiedzi, decyzji i wniosków. Jeśli z pierwszego planu schodzi na chwilę nc+, to ich miejsce zajmuje natychmiast inny gracz, który w mniej lub bardziej uszczypliwy sposób zachęca do swojej oferty. Swoiste show postanowiła ozdobić swym majestatem także telewizja publiczna, startująca niedługo z kanałem TVP Rozrywka. Sprawą musiał zająć się SKaT…

Z oficjalnych doniesień można się dowiedzieć, że za około tydzień na multipleksie naziemnym pojawi się nowy kanał tematyczny. TVP Rozrywka zaoferuje nam „programy satyryczne, kabaretowe, festiwale i widowiska telewizyjne oraz koncerty i filmy komediowe”. Brzmi ciekawie? Jasne, że tak – przecież śmiech to zdrowie i warto po ciężkim dniu pracy uspokoić zszargane nerwy przy zabawnym programie telewizyjnym. Pojawia się jednak pytanie, czy obecną ofertę programową TVP można jeszcze przebić pod względem rozrywki i piorunującej dawki humoru? Śmiem wątpić.

Otwieram ramówkę dwóch największych kanałów TVP i znajduję tam samą rozrywkę – nawet nie muszę włączać telewizora, by poprawił mi się humor – wystarczy lektura. Dzisiejsze popołudnie (podejrzewam, że jest to codzienny rytuał) na Jedynce zdominowały seriale: o rodzinie, w której sieć powiązań jest tak zawiła, iż nie dałby jej rady najmocniejszy amerykański superkomputer (Moda na sukces), o jej polskim odpowiedniku, który nie stracił racji bytu wraz ze śmiercią Ryśka (Klan), o psie, który nie jeździł koleją, ale za to zwalczał przestępczość nad Wisłą (Komisarz Alex), a także o młodych Polakach (Wszystko przed nami – tego nie znam, ale mam nadzieję, że nie rzucają słów na wiatr). Jest rozrywka? Oczywiście, że jest – żaden kabaret nie wymyśli takich motywów, jakie codziennie serwują scenarzyści i aktorzy Klanu. YouTube mi świadkiem.

Wspomniane pasmo przerywa „rozrywka przez duże R”, czyli Wiadomości. Tu już nawet nie jest potrzebny komentarz. Jeżeli do wspomnianego programu nie podchodzi się niczym do audycji o zabarwieniu kabaretowym, to można się nabawić poważnych chorób. Potem mamy jeszcze pogodę. Dziecięciem będąc nie wiedziałem, w jakim celu ludzie to oglądają. Musiało upłynąć sporo wody, bym pojął, że mężczyźni robią to dla pogodynek, a kobiety dla Jarosława Kreta.

Na rozpisce mamy jeszcze Teleexpress – motyw ten sam, co w przypadku Wiadomości, ale tym razem jest spora szansa na to, że ktoś pożegna nas ciekawym wycinkiem z gazety albo listem od widza (mam nadzieję, że dalej serwują takie rzeczy). Do czasu Wieczorynki, która z czasem może się stać świetnym materiałem na skandal o podtekście seksualnym, TVP proponuje świeżuteńkie losy rodziny Lubiczów i przywoływanych już młodych Polaków (ciekawe, czy ktoś z nich wybrał drogę startupera albo przynajmniej blogera?). Nim to jednak nastąpi, widzów czeka prawdziwa uczta – Jaka to melodia?

To prawdziwy fenomen. Zmieniają się władze w kraju i w TVP, pojawiają się nowi papieże, przekładana jest data końca świata, ale pewne rzeczy są stałe niczym jakość naszych dróg i torów. W tej grupie można wymienić m.in. urodę Krzysztofa Ibisza, poziom gry naszej reprezentacji i program „Jaka to melodia?”. W jaki sposób TVP chce przebić to arcydzieło i co może wyemitować na kanale Rozrywka, by widz mógł się jeszcze bardziej rozerwać i na chwilę porzucić troski życia codziennego? Wysoko zawieszają poprzeczkę – przy prawdopodobnym upadku huk będzie naprawdę duży.

Wieczór zaczynamy od głównego wydania Wiadomości, a to już nie wymaga żadnego komentarza. Później serwis sportowy. Jest całkiem spora szansa na to, że pokażą ciekawą wypowiedź pana Piotra Żyły – zawsze mile widziane. Można też liczyć na pokaz umiejętności któregoś z naszych piłkarzy (zwłaszcza werbalnych) albo doniesienia z PZPN lub z Ministerstwa Sportu (i Turystyki rzecz jasna) – w obu przypadkach dawka humoru może wystarczyć na cały tydzień. Prawdziwy festiwal sportowego dowcipu, czyli transmisje komentowane przez Dariusza S., trafia się stosunkowo rzadko, ale można to łatwo wytłumaczyć – w większej ilości wszystko szkodzi.

Mógłbym jeszcze wspomnieć o publicystyce, ale tego chyba nikt nie ogląda w celach innych niż rozrywka – o „oczywistych oczywistościach” nie ma przecież sensu pisać. Nagle okazuje się, że Jedynka w zwykłe wtorkowe popołudnie serwuje porcję rozrywki i humoru, której nie będzie w stanie zapewnić nawet najzabawniejszy polski kabaret (zwłaszcza, że ostatnimi czasy kraj cierpi na poważny deficyt tych ostatnich). I po co uruchamiać TVP Rozrywka? Gdybyśmy przeanalizowali pozostałe kanały TVP (z Dwójką na czele), to mogłoby się okazać, że telewizja publiczna nieustannie gwarantuje nam dostęp do żartów, żarcików, dowcipów, śmiesznych scenek rodzajowych i wysublimowanego poczucia humoru. Bo chyba nie emitują wspominanych programów na serio?

Wnioski są proste: TVP nie powinna powielać swojej oferty – obecne kanały spełniają z nawiązką funkcje rozrywki, a klienci nc+ zniesmaczeni polityką korporacji nie powinni oglądać się na oferty innych platform. Wystarczy zapłacić abonament i można pękać ze śmiechu przy ofercie programowej telewizji publicznej.

Źródło grafiki: satkurier.webnode.com