Felietony

Nowe technologie kręcą wszystkich. Wniosek z kolacji w rodzinnym gronie

MS
Maciej Sikorski

Fan nowych technologii, ale nie gadżeciarz. Zainte...

6

Weekend upłynął mi m.in. pod znakiem imprezy rodzinnej i o dziwo przyniósł kilka pomysłów na teksty. Obserwacje i rozmowy, jakie wyniosłem z tego spotkania, wywołały spore zdziwienie na mojej twarzy i nie będę ukrywał, że zaprzątały umysł przez sporą część niedzieli. Okazuje się, że od nowych techno...

Weekend upłynął mi m.in. pod znakiem imprezy rodzinnej i o dziwo przyniósł kilka pomysłów na teksty. Obserwacje i rozmowy, jakie wyniosłem z tego spotkania, wywołały spore zdziwienie na mojej twarzy i nie będę ukrywał, że zaprzątały umysł przez sporą część niedzieli. Okazuje się, że od nowych technologii nie można uciec – nawet w gronie bliższych i dalszych krewnych. Co więcej, ludzie nie chcą uciekać, bo uznają ten temat za coś powszedniego. Akceptują zmiany i cieszą się z nich.

Niejednokrotnie wyrażałem w swych tekstach wątpliwości, a może nawet niepokój związany z rozwojem sektora nowych technologii. Obawy wynikające z nieustannie przyspieszającego postępu nie są tylko moją domeną – pewnie każdy przynajmniej raz zastanawiał się nad skutkami technologicznych zmian, jakie każdego dnia obserwujemy w naszym życiu. To nie jest ewolucja czy nawet rewolucja, którą śledzimy za pośrednictwem prasy, telewizji czy Internetu – uczestniczymy w tym, czerpiemy z tego profity, ale też ponosimy za to odpowiedzialność. A zmienia się sporo i widać to świetnie na przykładzie przywołanej już imprezy rodzinnej.

Nie posiadam w mieszkaniu telewizora, dlatego z ciekawością sprawdzam, co słychać w TV, gdy tylko mam okazję "dobrać się" do jakiegoś odbiornika. Zdarza się to dość rzadko, więc za każdym razem zżera mnie ciekawość. Podobnie było tym razem – nim zjechali się wszyscy goście, postanowiłem skorzystać z okazji i sprawdzić, co tam w "tiwi" piszczy. To, co ukazało się moim oczom, stanowi temat na osobny wpis i jakoś nie żałuję, że pozbyłem się tego elementu domowego wystroju. W pewnym momencie zatrzymałem się jednak na serialu, który oglądałem kilka lat temu. Całkiem niezłym serialu. Pomyślałem, że chętnie obejrzałbym go jeszcze raz. Zwłaszcza, że nie widziałem wszystkich odcinków, a może nawet jednej serii. Myśli szybko zamieniły się w słowa i spotkały się z reakcją jednego z gospodarzy – przecież to jest dostępne w Sieci. Za darmo.

Zastanowiłem się chwilę nad tą uwagą i szybko przytaknąłem – fakt, powinno być w Sieci. I jest. Wcześniej jakoś nie szukałem, bo tytuł wyleciał mi z głowy. Zresztą, nie jestem pewien, czy rzeczywiście zabiorę się za oglądanie. To jednak kwestia drugorzędna – ważniejsze jest to, że mam możliwość wrócić do tego tytułu. O każdej porze dnia i nocy. Nie muszę czekać, aż serial będzie powtarzać jakaś stacja telewizyjna albo szukać tego na płycie. Oglądam kiedy chcę, kiedy znajdę na to czas i siły. Przyznam szczerze, iż wcześniej nie zastanawiałem się nad tym, że obecnie to ja dostosowuję rozrywkę do swojego grafiku, a nie odwrotnie. To był jednak dopiero początek technologicznych obserwacji.

Kolejne pojawiały się dość szybko wraz z gośćmi. Osoby, które nie widziały się ładnych kilka lat szybko robią wspólną "fotę" (najczęściej komórką), wymieniają się mailem, obiecują, że wyślą zdjęcie syna/kota/dziewczyny albo jakieś "zdjątko" z udanych wakacji. Bo po prostu trzeba tam pojechać, a kilka fotek może przekonać. Na tym wątek zdjęć się nie kończy – oprócz ich robienia, jest też pokazywanie "na szybko". Co ciekawe, prym wiodą tu osoby, które nierzadko są uważane za technologicznie wykluczone ze względu na wiek. Tymczasem to ciocie pokazują siostrzeńcom kuzynów uchwyconych smartfonowym aparatem. Także one przekonują, że e-book to świetna sprawa.

Nie mogło nie zejść na temat książek – gospodarz ma ich po prostu mnóstwo i półki dosłownie się uginają. Temat wisiał w powietrzu i w końcu spadł na stół, przy którym siedzieli goście. Jedna osoba stwierdza, że odzwyczaiła się od papierowych książek, druga się z nią zgadza i przekonuje, iż na urlop tylko z czytnikiem, trzecia chwali się, że już złożyła zamówienie na taki sprzęt u Mikołaja. Są oczywiście przeciwnicy lektury z czytnika, ale po kilkunastu minutach rozmowy widać na ich twarzach rodzące się wątpliwości: a może faktycznie ma to swoje plusy i warto spróbować? W tym czasie omawiany jest już jednak inny temat: YouTube.

Serwis kupiony swego czasu przez Google znają wszyscy uczestnicy imprezy – każdy zajrzał tam, bo szukał piosenki/skeczu/śmiesznego filmiku (na szczęście obeszło się bez pokazywania tych ostatnich – to coraz częściej motyw przewodni wielu imprez i nad tym akurat ubolewam). Tym razem jednak rozmowa nie dotyczy konkretnej treści (choć od tej oczywiście się zaczęło), ale samego fenomenu – fajnie, że jest takie coś, bo można szybko znaleźć różne rzeczy. Dobrze też, iż jest Google (dla niektórych to synonim Internetu), bo można było w mig wyszperać bilet na samolot albo autobus, żeby trafić na imprezę. Samo spotkanie też w sumie "wykluło się" w Sieci. Pewnie na Facebooku. Biorąc to pod uwagę, warto się jeszcze raz zastanowić, czy media społecznościowe faktycznie oddalają od siebie ludzi w rzeczywistym świecie.

Tym oto sposobem przy rodzinnym stole pojawiły się nowe technologie. Nie twierdzę oczywiście, że wszyscy rozmawiali wyłącznie o nich i z równym zainteresowaniem – ten temat towarzyszył oczywiście zagadnieniom pracy, chorób (to zawsze wiodąca kwestia), plotek i wspomnień. Nie zmienia to jednak faktu, iż nie spodziewałem się pogaduszek dotyczących e-booków oraz YouTube’a. O swojej pracy nawet nie wspomnę, bo nadal jestem w szoku – ludzie przestają reagować dziwnymi grymasami lub śmiechem na hasło: Ja? Jestem blogerem. Jeszcze kilka lat temu wyglądało to zupełnie inaczej – proszę mi wierzyć.

Po weekendowej imprezie doszedłem do wniosku, że ludzie akceptują zmiany, chcą w nich uczestniczyć i niejednokrotnie robią to z uśmiechem na twarzy. Na "nowe" otwarci są przedstawiciele różnych pokoleń i wbrew pozorom osoby starsze wcale nie powtarzają bezrefleksyjnie, że kiedyś było lepiej, a teraz przyszła zagłada. Nie, nowinki im się podobają, bo w Sieci fajne rzeczy można znaleźć, telefonem da się zrobić przyzwoite zdjęcie i nie trzeba tego wywoływać, lodówka nie musi być rozmrażana, bo bezszronowa. I ogólnie jakaś taka mądrzejsza. A na tym przecież nie koniec, bo za kilka lat zrobi za nas zakupy...

Źródło grafiki: blog.ntelos.com

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu