42

Nowe BMW M5 to potwór w owczej skórze. Zazdroszczę tym których stać na taki samochód

BMW M5
Motoryzacja nigdy nie wywołała u mnie takich emocji, jak pierwsze zetknięcie z nowym modelem BMW M5. Miałem okazję pojeździć tym samochodem nie tylko na torze, ale również w normalnych warunkach drogowych i jest to genialny kompromis pomiędzy samochodem użytkowym a sportowym.

W celu przetestowania nowego BMW M5 w ramach świetnego cyklu BMW Tech Club wybrałem się z grupą dziennikarzy na tor Bednary Driving City pod Poznaniem. Widok ustawionych w dwóch rzędach samochodów sportowych wywoła u mnie automatycznie banan na twarzy. Wiecie jak to jest – jeżdżąc na co dzień Hondą CRV z jazdą sportową ma się niewiele do czynienia (choć emocji jest porównywalnie dużo, kiedy jeździ się codziennie warszawskimi ulicami), a chyba nie ma osoby, która nie chciałaby choć raz jej zakosztować i to w tak bezpiecznych i sprzyjających warunkach.

Do dyspozycji mieliśmy praktycznie wszystkie modele M i to w różnych wersjach – łącznie z wersją policyjną (sprawdzałem sygnały dźwiękowe, działały), ale królem tego wydarzenia było oczywiście nowe BMW M5.

BMW M5

BMW M5

Na początku przejechałem się jednak innymi modelami – między innymi M2 i M4 i muszę powiedzieć, że pomimo dynamiki, potężnych hamulców i wszechobecnych koni mechanicznych, to zdecydowanie nie są samochody dla mnie. Oczywiście właściwości jezdne i przyspieszenie robią naprawdę duże wrażenie. Nie byłbym jednak w stanie na co dzień jeździć samochodem, w którym przyspieszenie do 100 km/h wiąże się z potężnym rykiem silnika. Będąc przyzwyczajonym do klasycznych samochodów byłem w szoku, że przy takim hałasie mam na liczniku dopiero 140 km/h. Owszem krew w takim samochodzie buzuje od nawet minimalnego naciśnięcia pedału gazu – i przez 30 minut naprawdę można się świetnie w takim samochodzie bawić. Natomiast jazda samochodem tego typu na co dzień byłaby dla mnie bardzo trudna. Gdybym miał w przyszłości kiedykolwiek nabyć auto sportowe lub takie o sportowym charakterze, to szukałbym takiego samochodu, który nie zwraca tak bardzo na siebie uwagi.

I tutaj na białym koniu wjeżdża nowe BMW M5. 600 koni mechanicznych, 3,4 sekundy do setki i da się tym komfortowo jeździć poza torem. Sylwetka samochodu dla niewtajemniczonych absolutnie nie sugeruje, że mamy do czynienia z takim potworem. Mamy więc klasycznego sedana od BMW i potwora w jednym. Nie byłoby to możliwe gdyby nie nowy napęd M xDrive.

BMW M5

Kierowca ma możliwość indywidualnego określenia charakteru pracy układu M xDrive. Do dyspozycji jest pięć różnych konfiguracji bazujących na różnych
kombinacjach trybów DSC (DSC on, MDM, DSC off) i trybów M xDrive (4WD, 4WD Sport, 2WD). Już w ustawieniu podstawowym z włączonym DSC (dynamiczna kontrola stabilności) i 4WD układ dopuszcza niewielki poślizg tylnych kół, podczas przyspieszania na wyjściu z zakrętu, zapewniając sportowe doznania. W trybie M Dynamic (MDM, 4WD Sport) układ
M xDrive umożliwia nawet łatwo kontrolowany drift. Dla doświadczonych kierowców i do zastosowania głównie na torach do wyboru są kolejne trzy tryby, w tym sam napęd tylny 2WD. I tutaj możemy z samochodem robić praktycznie wszystko.

Nowe BMW M5

BMW M5

Jeżdżąc nowym M5 oczywiście nie używałem trybów z wyłączonym DSC, ale i tak doświadczenia z jazdy na torze powodowały wypieki na twarzy. Gdyby chcieć w skrócie opisać jak wygląda jazda BMW M5 w najbezpieczniejszej konfiguracji, czyli 4DW i DSC on, to można powiedzieć, że ten samochód nawet z amatora zrobi sportowego kierowcę (mówię oczywiście o jeździe na torze), bo po prostu nie daje popełnić praktycznie żadnych błędów. Jadąc więc 150 km/h robimy slalom pomiędzy pachołkami jakbyśmy robili to od lat – szybki ostry łuk nie jest dla nas żadnym problemem. Po każdym okrążeniu uczymy się, że potrafimy to robić jeszcze szybciej i szybciej. W pewnym momencie miałem wrażenie, że moje ręce zintegrowały się z kierownicą do takiego stopnia, iż samochód stał się częścią mojego ciała. Czułem dokładnie to, co samochód, a każdy sygnał, jaki przekazywało mi zawieszenie czy hamulce, był dla mnie jasny i zrozumiały, jakbym jeździł tym samochodem od lat. To było bardzo ekscytujące, ale zarazem trochę przerażające doświadczenie. Zrozumiałem bowiem czym kierują się ludzie potrafiący wydać na samochód 700 000 PLN i więcej. Tej integracji człowieka z maszyną przy tych prędkościach nie zastąpi chyba żadne inne doświadczenie.

Robiąc kolejne koło na torze w nowym BMW M5 nabierałem coraz więcej pewności siebie uświadczając się w przekonaniu, że na torze też potrafię szybko jeździć. I tak było do momentu, kiedy do samochodu nie wsiadł zawodowy kierowca. Wyłączył DSC i pokazał nam jak się jeździ sportowo BMW M5 – przy tym, co nam pokazał, moja jazda wyglądała jak przejazd emeryta z włączonym ograniczeniem prędkości.

To jednak nie jest jeszcze koniec. Miałem okazję M5 pojeździć w klasycznym ruchu drogowym. I wtedy okazało się, że samochód ten potrafi jeździć jak klasyczna limuzyna. Dostojnie, cicho i z racjonalnym poziomem spalania (ale kogo to w sumie obchodzi) pomimo V8 i 4, 4 litrów pojemności silnika (441 kW / 600 KM).

I to jest właśnie kompromis, jaki najbardziej w modelu 5M mi się podoba. Z jednej strony mam limuzynę dla każdego kto chce wygodnie i komfortowo podróżować. Z drugiej strony mamy potwora, który zapewnia nie tylko dopływ adrenaliny, ale również sportowe emocje.

Kiedyś, kiedy byłem młody i gniewny i wiedziałem wszystko najlepiej napisałbym, że wydanie 700-800 tysięcy złotych na samochód nie jest racjonalnie w żaden sposób uzasadnione i jest to po prostu czyste szaleństwo. W końcu to cena sporego mieszkania w Warszawie, za te pieniądze można przecież kupić 6 Hond CRV i jeździć nimi przez całe życie.

Dziś rozumiem ludzi, którzy kupują takie samochody, nie wiem czy to są racjonalne decyzje z mojej perspektywy, ale na pewno za każdą z nich stoją jakieś argumenty. Nasza perspektywa postrzegania wartości produktu nie jest bowiem obowiązująca dla wszystkich. Trzeba się pogodzić z tym, że są ludzie którzy zarabiają duże pieniądze i mogą sobie pozwolić na takie wydatki. Trzeba im zdrowo zazdrościć i nie mówić im, co jest racjonalnym wydatkiem, a co nie – szczególnie kiedy patrzymy na świat pod nieco innym kątem.

BMW M5