19

Nintendo Switch – recenzja po trzech latach z okazji trzecich urodzin japońskiej konsoli

3 marca 2017 roku Nintendo Switch pojawiło się na sklepowych półkach. Zapalmy więc wspólnie trzy świeczki na urodzinowym torcie, a prezentem niech będzie obszerna recenzja Nintendo Switch po trzech latach. Mam nadzieję, że osobom, które wciąż rozważają zakup, rozwieje wszelkie wątpliwości. Uwaga, spoiler - warto.

Po sprzedażowej porażce Nintendo Wii U mało kto spodziewał się, że Nintendo wypuści jeszcze konsolę, która będzie święcić triumfy. Sam nieufnie patrzyłem na zapowiedzianego Switcha, nie wierząc że hybryda konsoli mobilnej i stacjonarnej może się przyjąć w erze grania na smartfonach. Myliłem się, Switch szturmem zdobył rynek i na chwilę obecną sprzedano około 53 milionów egzemplarzy, przez co sprzęt zajmuje 13 miejsce na liście najlepiej sprzedających się konsol w historii. Prześcignął wydanego 4 lata wcześniej Xboksa One, pierwszego Xboksa, Nintendo 64, Segę Genesis miażdżąc wręcz wynik dużo starszej ostatniej mobilnej konsoli Sony – PlayStation Vita. Ma ogromne szanse dogonić PlayStation Portable i 3DS-a. To sprzedażowy hit, który rozkochał w sobie miliony graczy.

Nie ma jednego powodu przez który Switch cieszy się tak dużą popularnością. Posiada jednak kilka cech, których próżno szukać u konkurencji – choćby wspomnianą możliwość podłączania do telewizora, a po wyciągnięciu ze specjalnego docka pełnić rolę konsoli przenośnej. Co jednak ciekawe, dużą popularnością cieszy się również nowsza wersja Lite, której nie da się podpiąć do zewnętrznego ekranu. Ogromna też w tym rola świetnej, bogatej biblioteki gier oraz portów produkcji z innych platform.

Swojego Switcha kupiłem kilka dni po premierze w 2017 roku, we wrześniu 2019 roku dokupiłem natomiast mniejszego Switcha Lite. I jeśli plotki o Switchu Pro okażą się prawdziwe, a ulepszona wersja konsoli trafi ostatecznie na półki sklepowe, na 99% kupię swój egzemplarz. Gram na tej platformie nieprzerwanie od trzech lat i to zdecydowanie jedno z moich ulubionych urządzeń, przy którym bawię się tak dobrze, jak lata temu przy PlayStation Portable.

Myślę, że z takim doświadczeniem recenzja po trzech latach okaże się ciekawą lekturą dla wszystkich tych, którzy wciąż rozważają zakup Switcha. Nie znajdziecie tu opisów specyfikacji urządzenia – to wiemy już od lat, oczekujcie raczej plusów i minusów, które wyszły po tych 36 miesiącach grania.

Jakość wykonania Nintendo Switch

To, jak trwałe jest urządzenie weryfikuje intensywność użytkowania. Jeśli uruchamiacie konsolę raz w tygodniu na godzinę albo większość czasu sprzęt leży sobie spokojnie w szufladzie, będzie wyglądać zupełnie inaczej niż urządzenie z którego korzysta się regularnie, codziennie po kilka godzin. A i tak najlepszym testerem jest dziecko, które nie dba o konsolę tak jak dorosły, które wydał na nie swoje pieniądze. Mam kilku znajomych, którzy mogliby wystawić swoje Switche na aukcje i pokazać na zdjęciach, że sprzęt wygląda prawie tak, jakby tydzień temu został wyciągnięty z pudełka. Ale oni praktycznie nie grają, w przeciwieństwie do mnie i mojego syna. Powiem Wam, jak to wygląda u nas.

Mniej więcej po dwóch-trzech tygodniach pojawiło się na Switchu pęknięcie obudowy. Nie, sprzęt nam nie spadł i nie został obity. W sieci wyczytałem, że w niektórych egzemplarzach jedna z małych śrubek jest za mocno dokręcona i plastik w jej okolicy błyskawicznie pęka. U mnie odpadł mały kawałek obudowy, który dokleiłem klejem Kropelka. Serio, na szczęście prawie nic nie widać, ale trudno mi było w to uwierzyć. Tył konsoli wygląda natomiast naprawdę słabo i w sumie po trzech latach nie ma w tym nic nadzwyczajnego, jednak pierwsze rysy pojawiły się już w pierwszym miesiącu – a wtedy dbaliśmy o konsolę naprawdę mocno. Wielu osobom złamał się „kickstand”, czyli mała nóżka służąca do oparcia Switcha w trybie przenośnym tak, by stał na płaskiej powierzchni. W sieci jest cała masa ludzi, którym dock (specjalna stacja dokująca by podłączyć urządzenie do telewizora) rysuje konsolę i jest zwyczajnie za wąska. Switch lubi też wejść na bardzo wysokie obroty podczas grania w wymagające produkcje i czasami wyje oraz grzeje się jak szalony. Co ciekawe, nie dzieje się to w wersji Lite, która przecież posiada te same podzespoły.

W żadnym ze swoich Switchy nie odważyłem się grać bez ochrony na ekranie. Ten jest plastikowy więc na pewno się nie zbije, jednak chętnie złapie rysy. Przerobiłem już kilka folii i grubszych szkiełek, po prostu wymieniam je regularnie co kilka miesięcy i nie obawiam się, że porysuję ekran.

Osobną sprawą są Joy-Cony. Mam już 3 pary – pierwsze, te z zestawu, szybko zaczęły być problematyczne przy zaczepach. Metal na szynach w Switchu styka się tam z małymi, plastikowymi wypustkami kontrolerów i nawet dociskając przycisk zwalniania, jest tak mocno eksploatowany, że pęka. Problem pojawił się u mnie w dwóch parach Joy-Conów. Te same dwie pary zaliczyły też tak zwane „dryfowanie” gałek. Coś złego dzieje się z mechanizmem, przez co konsola rejestruje ruchy, których nie wykonujemy – objawia się to samoistnym poruszaniem się postaci w grach. Sprawę rozwiązuje wymiana gałki lub reklamacja – na razie nie zdecydowałem się na żadną z tych opcji, kupiłem po prostu trzecią parę kontrolerów. Mam wrażenie, że Nintendo zastosowało zbyt słabej jakości plastik, jednocześnie wykonując zbyt krótkie testy całej konstrukcji. Switch potrafi już po kilku miesiącach delikatnie skrzypieć, a cała konstrukcja wydaje się luźna, zupełnie inaczej niż po wyciągnięciu z pudełka.

Moim zdaniem jakość wykonania konsoli Nintendo Switch to jej największa, a zarazem jedyna wad (no może poza cyfrowym sklepem) i póki co Switch Lite wydaje się w tym temacie bardziej dopracowany.

Nintendo Switch Lite. Mam i uwielbiam, nie gram już na zwykłym Switchu

Nintendo Switch Lite to mniejsza, tańsza i przeznaczona do mobilnej rozrywki wersja konsoli. Zakochałem się w niej od pierwszego zwiastuna i kiedy tylko pojawiła się w sklepach, nabyłem swój egzemplarz. Praktycznie nie podłączam Switcha do telewizora, gram głównie mobilnie, denerwuje mnie ruszanie się Joy-Conów na szynach, chciałem czegoś zgrabniejszego, mniejszego i wygodniejszego.

Kupiłem Switch Lite we wrześniu 2019 roku i od tego czasu praktycznie nie gram na zwykłej wersji, którą ostatecznie przejął mój syn. Kompletnie nie przeszkadza mi maksymalnie plastikowa konstrukcja urządzenia, mniejszy ekran uznaję za zaletę, bo przekłada się to ostatecznie na rozmiar samej konsoli, która zajmuje teraz w moim bagażu podręcznym mniej miejsca. Oczywiście obawiam się „dryfowania” gałek, bo w przypadku Lite trzeba będzie naprawiać całą konsolę, ale póki co problem nie występuje. A same gałki, krzyżak i przyciski wydają mi się dużo wygodniejsze niż granie na Joy-Conach przyczepionych do klasycznego Switcha. Do tego oczywiście śliczne wersje kolorystyczne i dłuższy czas pracy na jednym ładowaniu. Jeśli nie zamierzacie podłączać Switcha do telewizora, a skupiacie się całkowicie na mobilnej rozrywce, to będzie bardzo dobry wybór.

Gdzie kupować gry na Nintendo Switch?

Ostatnie lata pokazały, że fizyczne kopie gier na Nintendo Switch dobrze trzymają cenę, szczególnie jeśli to produkcje na wyłączność. Doskonałym przykładem jest tu The Legend of Zelda: Breath of the Wild, czyli gra startowa, która została wydana w marcu 2017 roku. Szybka wycieczka na porównywarkę cenową i niemały szok, bo trzyletnia produkcja na fizycznym nośniku kosztuje 229 złotych, czyli w zasadzie tyle, ile nowa gra.

Wiedźmin 3: Dziki Gon Edycja Kompletna, która debiutowała na Switchu jesienią ubiegłego roku kosztuje natomiast około 270 złotych, czyli nawet więcej niż za nią zapłaciłem gdy tylko ukazała się w sklepach.

Super Mario Odyssey z października 2017 roku to również niemały wydatek i oferty w porównywarkach cenowych to około 200 złotych.

Konkluzja jest prosta – fizyczna wersja gry nie traci na wartości i można śmiało kupować, przechodzić, sprzedawać – dokładać i brać kolejną nowość. Oczywiście jakieś spadki cen są, ale jednak nie tak duże, jak na PlayStation 4 czy Xboksie One.

To może cyfrowa dystrybucja? Nie trzeba zamawiać gry, czekać na dostawę, można się bawić od północy w dniu premiery, ale…No właśnie, tytuł jest przypisany do konta, nie można go nikomu pożyczyć, pojawiają się obostrzenia przy graniu na drugiej konsoli (o czym za chwilę), a i premierowa cena najczęściej jest wyższa niż edycji fizycznej. Sieciowy sklep Nintendo ma jednak bardzo pozytywną rzecz i są nią okresowe promocje. Ja przyjąłem prostą zasadę – nowości zawsze kupuję w pudełku, gry których premierę ominąłem najczęściej w tak zwanej cyfrze, ale tylko kiedy trafi się jakaś konkretna obniżka. Z te potrafią sięgać kilkudziesięciu procent i choćby niedawno nabyłem Dragon Ball FighterZ w cenie około 74 złotych (a tak naprawdę 63 zł, bo wykorzystałem jeszcze punkty przyznawane za cyfrowe zakupy). Dodam, że aktualnie fizyczna wersja tej samej produkcji kosztuje około 190 złotych, różnica w cenie jest więc ogromna.

eShop – sieciowy sklep Nintendo to jeden wielki śmietnik

Od lat mówi się, że japoński producent konsol i gier jest lata świetlne za konkurencją jeśli chodzi o usługi sieciowe. I niestety w przypadku Nintendo Switch nic się nie zmieniło. Brak własnego czatu głosowego zmusza do korzystania z aplikacji na komputerze lub smartfonie (zdarza się, że gry posiadają własne kanały, ale to sporadyczne przypadki). Najgorsze jest jednak to, że eShop to totalny śmietnik. Cały czas pojawiają się tam nowe produkcje, najczęściej małe indyki, o których mało kto słyszał. Jest tego jednak tak dużo, a filtrowanie zawartości rozwiązano tak nieudolnie, że bez jakichś zewnętrznych źródeł informacji i nowościach i promocjach bardzo ciężko coś tam znaleźć. Wielokrotnie przeglądałem zawartość sklepu i po kilku minutach odpuszczałem, bo przedzierając się przez zalew produkcji nie mogłem odnaleźć niczego, co by mnie interesowało.

Ale kiedy wiedziałem o jakiejś atrakcyjnej cenowo ofercie albo ktoś podrzucił mi info o nowej fajnej grze, udawało się ją wyszukać – ale dopiero po tytule. Czy coś się w tym aspekcie zmieni? Szczerze wątpię, pozostaje się po prostu przyzwyczaić. A może dobrym pomysłem będzie jakieś filtrowanie gier na poziomie ich publikacji? Myślę, że nikt by nie płakał gdyby „śmieciogierek” pojawiało się na Switchu mniej.

Posiadam dwa Switche, posiadam też problem

Uuuu, dobrobyt – dwie takie same konsole. Nie do końca, jednak jest między nimi sporo różnic, no i nie musimy się już z synem dzielić. Niestety Nintendo nie pomyślało o takich ludziach jak my i posiadanie dwóch konsol Nintendo Switch jest nieco problematyczne, przede wszystkim w kwestii gier z cyfrowej dystrybucji. Otóż jedna z konsol musi być sprzętem podstawowym. Wtedy ograniczeń nie ma – można grać w produkcje z głównego konta na drugim koncie (ale tej samej konsoli), nie trzeba być podłączonym do sieci bawiąc się przy tytułach z cyfrowej dystrybucji. Niestety z drugą konsolą i tym samym kontem podstawowym jest już zdecydowanie trudniej. Przy grach na fizycznych nośnikach wszystko jest w porządku, schody zaczynają się przy cyfrowej dystrybucji. Za każdym razem kiedy uruchamiam coś z cyfry na drugiej konsoli, sprzęt sprawdza czy mogę grać, nawiązuje wtedy połączenie z siecią. Dochodzi więc do absurdalnych sytuacji, że na wyjeździe muszę podpinać się pod hotspot z telefonu żeby móc włączyć kupione gry (co w samolocie nie jest już możliwe). Niejako rozwiązaniem problemu wydaje się ciągłe zmienianie głównej konsoli, jednak wtedy syn zostaje ze sprzętem, na którym nie będzie mógł uruchomić swojego własnego konta i grać w tytuły kupione na moim główny. Trochę to poplątane, ale przede wszystkim niewygodne i niepraktyczne jeśli posiadacie w domu więcej niż jedną konsolę Nintendo Switch i chcecie bawić się tymi samymi grami kupionymi na głównym koncie.

Nintendo Switch Online. Czy warto płacić abonament?

Nintendo Switch Online to płatna usługa abonamentowa dla konsoli Nintendo Switch. Jest niezbędna by grać online, daje również dostęp do gier z NES i SNES, można więc dzięki abonamentowi pograć w stare hity z równie starych konsol Nintendo. Cena? 80 złotych za rok (są też opłaty miesięczne i kwartalne) więc zdecydowanie taniej niż na PlayStation 4 lub Xboksie One. Można też podpiąć się do czyjegoś konta rodzinnego i rozłożyć opłatę na kilka osób. Sprawdzałem, działa i nie ma z tym problemów.

Lista produkcji z NES’a  i SNES’a jest dość długa, odeślę więc do aktualnego zestawienia gier.

Najlepsze gry na Nintendo Switch

Sprzęt jest tak dobry, jak gry na niego i tu Nintendo Switch bryluje. Siłą konsoli są przede wszystkim gry na wyłączność, których próżno szukać u konkurencji. Od wielu lat produkcje Nintendo uważane są wręcz za „magiczne” i niektóre z gier na Switcha są doskonałym przykładem tej śmiałej tezy.

Pamiętam, jak w okolicy premiery sprzętu nie wierzyłem, że mobilne porty gier z dużych konsol lub PC mogą odnieść na Switchu sukces i muszę przyznać, że srogo się pomyliłem. Zarówno popularne tytuły, takie jak choćby Diablo III czy Wiedźmin 3: Dziki Gon świetnie nadają się w podróż i nie tracą wcale tak wiele przy konwersji, jak i mniejsze indyki. Stardew Valley, Deadcells, Children of Morta czy Moonlighter wydają się wręcz stworzone na Switcha i zdecydowanie lepiej gra mi się w nie w formie mobilnej.

Najlepsze gry na Nintendo Switch to bez wątpienia:

A to tylko wierzchołek góry świetnych gier, których cały czas będzie na Nintendo Switch przybywać.

Jakie akcesoria dokupić do Nintendo Switch?

Z każdym kolejnym miesiącem jest coraz więcej gadżetów do Switcha i trudno się temu dziwić – konsola cieszy się ogromną popularnością, więc każdy chce trochę na tym szale zamówić. Postaram się jednak doradzić, co warto do Switcha dokupić.

Etui – tak, jak wspomniałem konsola nie należy do najtrwalszych, dlatego jeśli planujecie zabierać ją w podróż, niezbędne będzie jakieś etui. Tych jest na rynku cała masa, ale najzwyklejsze, nawet miękkie spełni swoje zadanie, choć bezpieczniej czuję się zabierając w podróż Switcha Lite w sztywnym opakowaniu.

Folia na ekran/szkło ochronne – wyświetlacz Nintendo Switch lubi się rysować, dlatego przezornie warto od razu coś na niego nalepić. Prędzej czy później każdą ochronę trzeba będzie wymienić, ale zawsze lepiej żeby porysowało się szkiełko niż właściwy wyświetlacz, prawda? Nie ma produktów idealnych, folie lubią się odklejać, a plastikowe szkiełka pękać. Z doświadczenia wiem, że nawet tanie produkty zdają egzamin, więc nie ma co szaleć z ceną.

Pro Controller – zewnętrzny, pełnowymiarowy pad do Nintendo Switch. Z Kamilem Świtalskim uważamy, że to jeden z najlepszych padów tej generacji konsol i obowiązkowy zakup dla każdego, kto podłącza konsolę przez docka do telewizora lub monitora. Zdecydowanie polecam.

Powerbank – wiele osób poleca dedykowane Switchowi powerbanki. Mocniej płynący prąd oznacza, że podczas ładowania można śmiało grać i obserwować, jak bateria zyskuje procenty. Ja jednak się na takie urządzenie nie zdecydowałem i używam swojego zwykłego, przeznaczonego do telefonów Xtorm XB202 Discover zamiennie z powerbankiem Samsunga.

Karta pamięci – im większa, tym lepsza. Switch obsługuje karty microSD i gwarantuję Wam, że szybko będziecie potrzebować czegoś więcej niż 32 GB pamięci wbudowanej. Karta o pojemności 64GB będzie ligowym minimum, choć celowałbym w coś od 128GB w górę żeby nie musieć później archiwizować gier. Chyba, że nie planujecie kupować niczego w cyfrowej dystrybucji.

Headset – jednym z minusów Nintendo Switch jest brak obsługi słuchawek bezprzewodowych. Kompletnie nie wiem czemu w 2017 roku nie dodano takiej funkcji, a ten sam błąd powtórzono w 2019 roku wypuszczając na rynek Nintendo Switch Lite. To niemały problem, bo trzeba korzystać ze słuchawek kablowych. Jedynym aktualnie dostępnym na rynku sprzętem, który rozwiązuje ten problem są bezprzewodowe słuchawki Steelseries Arctis 1 Wireless. Posiadają one dedykowany Switchowi dongiel na USB-C. Podpinamy go do konsoli i mamy bezprzewodowe połączenie audio ze słuchawkami, co ważne bez opóźnień. Sam ich używam i choć nie są zbyt dobrze wykonane, dźwięk mógłby być pełniejszy, to jednak sprawdzają się ze Switchem świetnie. Korzystam z nich również grając na PC, wiec są cały czas w użyciu i póki co nie mam im nic do zarzucenia.

Czy warto kupić Nintendo Switch w 2020 roku?

Pytanie jest bezsensowne, a odpowiedź oczywista. Tak, warto kupić Nintendo Switch w 2020 roku, jeszcze bardziej niż trzy lata temu na premierę. Japońska firma udowodniła, że nie trzeba wcale gonić za niesamowitą grafiką, ścigać się na rozdzielczość i liczbę wyświetlanych klatek. Nie trzeba mieć świetnie działającej usługi sieciowej i uruchamiać największych hitów AAA. Przez trzy ostatnie lata biblioteka gier na Nintendo Switch urosła na tyle, że każdy znajdzie coś dla siebie, a produkcje dedykowane konsoli, szczególnie te które wyszły spod ręki Nintendo, to prawdziwe perełki. Do tego dochodzą mobilne wersje gier z innych platform, szczególnie tak zwane „indyki”, które na małym ekranie w podróży smakują jeszcze lepiej. Nintendo Switch to świetna konsola, którą warto mieć.