Spędziłem nieprzyzwoicie wiele godzin z Xenoblade Chronicles zarówno na Wii jak i na 3DSie. Do jej kontynuacji, Xenoblade Chronicles X wydanej na Wii zbierałem się długo, ale i w nią wsiąkłem na wiele godzin. Xenoblade Chronicles 2 na Switcha od pierwszych zapowiedzi wyglądała fenomenalnie, chociaż... byłem dość mocno zaniepokojony tempem, z jakim na rynku pojawiają się kolejne produkcje z tamtejszego świata. Na szczęście nie wszystkie moje obawy były słuszne, chociaż... nie powiem, to tytuł, w którym część rzeczy można byłoby poprawić.

Światy proponowane nam przez twórców Xenoblade łączy jeden wspólny mianownik: wszystkie są ogromne, żywe i wypełnione niezwykłymi postaciami i bohaterami. Niech nie zmyli was tytułowa dwójka, i broń boże nie powstrzyma was przed sięgnięciem po tę grę. Nie ma tutaj mowy o żadnej bezpośredniej kontynuacji, to zupełnie inne światy, choć także zbudowane na ciałach tytanów. Tym razem jest ich jednak nieco więcej. Poza nimi spotkamy także znane z poprzednich odsłon rasy i kilka charakterystycznych dla serii elementów, jednak i tutaj sporo się zdążyło zmienić.

Sztampowy początek wynagradza to, co przygotowano dla nas później

Głównym bohaterem gry jest Rex, nastoletni łowca podwodnych skarbów. Twórcy gry nie próbują tutaj żadnych nowych ram fabularnych i jego spokojne życie z dnia na dzień zmienia się nie do poznania. W chwili, gdy poznaje Pyrę — na pozór zwykłą dziewczynę, która szybko prezentuje swoje umiejętności i okazuje się być kimś znacznie więcej, niż nam się na początku wydawało. Żyjąc w świecie, gdzie wrogie sobie imperia nieustannie rywalizują o władzę, nie trzeba było dużo, by wplątać się w kłopoty i zostać porwanym w długą, pełną nieoczekiwanych zwrotów akcji, historię, którą jako gracze obserwować będziemy przez co najmniej kilkadziesiąt godzin. Warto jednak uzbroić się w odrobinę cierpliwości — bo pierwsze godziny zabawy wcale nie wyglądają sielankowo. Owszem, dzieje się podczas nich stosunkowo dużo, ale… miejscami miałem wrażenie, że aż za dużo. Tym bardziej, że nieustannie dodawane nowe elementy w walkach wydawały się nie do ogarnięcia, a kolejne samouczki niewiele wyjaśniały. Warto też wspomnieć, że standardowo mamy do nich dostęp tylko raz, później… możemy je kupić wśród napotkanych sprzedawców. Na szczęście to jedna z tych gier, w których cierpliwość popłaca — i kiedy już wsiąkniemy w zbudowane na tytanach światy, całość staje się dużo bardziej przystępna. Weźcie jednak pod uwagę to, że przygody całego zastępu bohaterów są niezwykle wciągające i kiedy już dacie się porwać — trudno będzie odkleić się od konsoli. Bądźcie też świadomi, że twórcy — jak to Monolith Soft ma w zwyczaju — nie bali się sięgać po długie przerywniki filmowe. I to takie, podczas których spokojnie możemy odłożyć kontrolery nawet na kilkadziesiąt (!) minut.

Blade’y, walka i system, który może dziwić

Dobre historie w grach RPG są zawsze na wagę złota, ale prawdą jest, że najważniejszym wciąż pozostaje dobry system walki i rozwoju. W tej materii czekać na nas będzie sporo niespodzianek, bo twórcy nie pokusili się tutaj na tradycyjne rozwiązania. Kluczowym elementem zabawy pozostają blade’y, czyli istoty zrodzone z tamtejszych Core Crystals. Ich właściciele (Driverzy) mają moc władania potrafiącymi przyjąć postać ludzką broni, którzy wspomagać ich będą w walce… i nie tylko. Występuje w nich tradycyjny trójpodział sił, który pozwala nam podzielić je na: bojowe, obronne oraz takie, które zadbają o nasze zdrowie. To nimi „walczymy” podczas gry, to do nich się przywiązujemy i… to właśnie je losujemy.

Tak, jeden z najbardziej drażniących elementów azjatyckiej szkoły gier wideo powraca tutaj w chwale. Po znalezieniu wspomnianych Core Crystals „losujemy” bohaterów, a automatyczny zapis gry chwilę po wydaniu polecania i wydaniu modyfikatorów dba o to, aby gracze nie doszukiwali się żadnych oszustw. Na szczęście nie uświadczymy w tym ani grama mikrotransakcji, jednak proces ten wciąż pozostaje dla mnie jednym z najsłabszych elementów całej tej układanki. Tuż obok dość skomplikowanego systemu walki, którego kolejne elementy dodawane są przez wiele rozdziałów i wiem, że nie jestem jedynym, który do swobodnego korzystania z tamtejszych opcji udał się po pomoc do przygotowanych przez fanów poradników. Miks rozwiązań znanych z MMO, dużo efektownych zagrań i nieustannie odblokowywane efekty pozwalają każdemu z graczy dążyć do własnych unikalnych kombinacji, po których nasi przeciwnicy już się nie pozbierają.

Zresztą sam interfejs i poruszanie się po menu także pozostawiają wiele do życzenia. Nie mamy od początku dostępu do wszystkich tamtejszych opcji, ale mimo wszystko wcale nie dziwią mnie narzekania graczy, którzy czuli się w tym wszystkim zagubieni. Xenoblade Chronicles 2 to gra pełna rozmaitych opcji, jednak trzeba przyznać, że pod tym względem twórcy niepotrzebnie skomplikowali cały proces, jednocześnie nie potrafiąc zadbać o to, aby wszystko wytłumaczyć w łatwy i przystępny sposób.

Świat pełen kolorów i niezwykłych miejsc, w których łatwo się zgubić

Zasiadając do każdej gry z serii Xenoblade liczę się z tym, że przez kilkadziesiąt godzin będę dla świata niedostępny. To długie produkcje, które osadzone są w niezwykle rozbudowanych i barwnych światach. Tym razem sprawy mają się identycznie. Wiele miejsc które miałem przyjemność przemierzyć z Rexem i spółką zapierało dech w piersiach. Autorzy zadbali o to, aby nie było nudno, a każde kolejne miejsce do którego się udamy było inne niż poprzednie. Ten świat stawał się naszym domem przez co najmniej kilkadziesiąt godzin — i naprawdę nie mam mu nic do zarzucenia. Warto jednak powiedzieć sobie wprost: to gra, która pięknie wygląda tylko na telewizorze.

Nintendo Switch to charakterystyczna konsolka, której możliwości zmieniają się w zależności od trybu, w jakim się właśnie znajduje. I tak oto sięgając po nią w formie konsoli przenośnej, musimy liczyć się z tym, że gra wyglądać będzie na niej… po prostu brzydko. Myślę, że idealnym porównaniem będzie tutaj Xenoblade Chronicles 3D z New Nintendo 3DS. W wariancie dużego ekranu, tamtejszy świat pięknieje i… zmienia się nie do poznania. Trudno też nie zauważyć spadków animacji, które może nie są chlebem powszednim, ale jednak się zdarzają.

Mówiąc o ogromnych światach Xenoblade Chronicles 2 nie można pominąć kwestii map, które wykonane są fatalnie. Ich pierwsza wersja była kompletnie nieczytelna i nieintuicyjna, po jakimś czasie doczekaliśmy się ich aktualizacji. Owszem, po liftingu są nieco lepsze — jednak do ideału brakuje im bardzo dużo.

Najlepsze jRPG na Switcha: Xenoblade Chronicles 2, oczywiście!

Nie da się ukryć, że Xenoblade Chronicles 2 nie jest grą idealną. To tytuł, który nawet doświadczonych graczy potrafił wyprowadzić w pole, a wszystko to przez komplikacje w systemie walki, rozwoju postaci i fatalnie zaprojektowanym interfejsie, który widać gołym okiem. Mimo wszystko pozostaje jedną z najbardziej niezwykłych gier, w jakie miałem przyjemność kiedykolwiek zagrać. Ogromne światy, trzymająca w napięciu do samego końca historia, różnorodność wrogów i miejsc, a wszystko to okraszone muzyką spod ręki Yasunori’ego Mitsudy. To jedna z tych produkcji, które mimo pewnych zgrzytów, cały pozostają mistrzami w swojej klasie. To tak naprawdę pierwszy naprawdę duży jRPG na tę platformę i myślę, że jeszcze przez wiele miesięcy będzie mógł być spokojny o swoje zwycięskie miejsce w tej kategorii. Jeżeli nie trawicie gatunku — techniczne zawirowania mogą nie pomóc waszej miłości. Ale gdy świadomie chcecie wsiąknąć w jakiś niezwykły świat, który nie pozwoli wam się oderwać od konsoli — to właśnie on. Nie czekajcie, tylko czym prędzej udajcie się na tę gigantyczną podróż po światach, zbudowanych na tytanach!

Ocena: 8/10