Nintendo robi wszystko po swojemu - i to nie od dziś. Teraz gigant z Kioto postanowił wyznaczyć nowy standard cen gier.

Wczoraj Nintendo oficjalnie odsłoniło karty i dowiedzieliśmy się więcej na temat ich najnowszej konsoli: Nintendo Switch 2. Zdania obserwatorów są podzielone. Jednych sprzęt wprowadził w zachwyt, inni są zniesmaczeni. Osobiście uważam, że Nintendo rozgrywa tę premierę w nieco obrzydliwym stylu: przede wszystkim ze względu na brak ekranu OLED. Zamiast tego, wracamy do przeszłości i rozpoczynamy wielkie wyczekiwanie na nowe wcielenie konsoli z lepszym ekranem, które prawdopodobnie potrwa kilka lat. Pocieszam się tym, że dla dotychczas Switch był w formie handhelda był dla mnie na tyle niewygodny, że i tak gram na nim przez 99% przy telewizorze.
Nie zmienia to jednak faktu, że dowiedzieliśmy się także co nieco na temat cen. I poza tym, że sieć obiegły informacje o cenach samej konsoli, to jeszcze dowiedzieliśmy się, że Nintendo chce zmienić zasady gry w kwestii cen (nomen omen) gier właśnie. Japoński gigant planuje w nowej generacji takowe podwyższyć - i to naprawdę solidnie.
Nintendo nie boi się zmieniać rynku. Wywala ceny gier w kosmos
Od dawna plotkuje się, że Grand Theft Auto VI ma kosztować krocie - i Rockstar Games zażyczy sobie za swój nowy produkt więcej, niż ktokolwiek inny. Mówiono o około 90 amerykańskich dolarach (przeliczanych 1:1 na 90 euro), a teraz po sieci pomyka żart jak twórcy najbardziej wyczekiwanej gry z otwartym światem drukują nowe etykiety bo będzie jeszcze drożej. No bo właśnie: jak wynika z informacji które do nas spływają, gigant z Kioto planuje w najnowszej generacji wycenić gry na 90 dolarów na rynku amerykańskim i 90 euro na rynku europejskim. 90 euro, po dzisiejszym kursie, to około 376 zł. A wcale nie zdziwię się, kiedy wydawcy zdecydują się zaokrąglić w górę: do 380 złotych czy nawet więcej.
Nieco lepiej mają się sprawy w przypadku gier cyfrowych. Te będą o "dyszkę" tańsze - co oznacza, że cyfrowe wydania gier AAA na Nintendo Switch, przynajmniej tych first party, zapłacimy 80 euro. 80 euro, czyli około 335 złotych - biorąc pod uwagę bezpośredni przelicznik.
Ceny szybują, a co z jakością?
Dużo mówi się o tym, że koszty tworzenia gier rosną w zastraszającym tempie z kolejnymi generacjami - stąd podwyżki są nieuniknione. Tak może być, ale też nie oszukujmy się: poza tytułami first party, lwia część gier będzie po prostu portami na Switcha 2. Obecna generacja pokazała nam, że można je robić niechlujnie, od niechcenia, a i tak zarabiać na nich fortunę. I szczerze mówiąc: w kolejnej generacji nie spodziewam się niczego lepszego, bo Nintendo nad tym nie panuje, a wszystko sprzedaje się jak świeże bułeczki.
Naszą nadzieją jest rynek wtórny (tutaj raczej nie robiłbym sobie zbyt wielkich nadziei: gry na konsole Nintendo zawsze najwolniej tracą na wartości) i tytuły, które nie są AAA. Te będą bardziej przystępne cenowo, ale czy równie angażujące? Przekonamy się już niebawem. Premiera Switcha już na początku czerwca!
Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu