51

Nie wierzę w pozytywny koniec tej historii. „Dwa indyki nie stworzą orła”…

…powiedział Vic Gundotra swego czasu odnośnie perspektywy współpracy Microsoftu i Nokii*. Chwila, na którą tak naprawdę wszyscy byli przygotowani w końcu nastąpiła. Nie wydaje mi się jednak, by był to dobry dla obu firm moment na tak ogromne zmiany. Właściwie to nie sądzę by w ogóle było to dobre posunięcie. Nokia ma za sobą przepiękną […]

…powiedział Vic Gundotra swego czasu odnośnie perspektywy współpracy Microsoftu i Nokii*. Chwila, na którą tak naprawdę wszyscy byli przygotowani w końcu nastąpiła. Nie wydaje mi się jednak, by był to dobry dla obu firm moment na tak ogromne zmiany. Właściwie to nie sądzę by w ogóle było to dobre posunięcie.

Nokia ma za sobą przepiękną historię. W 1992 zaczął się dla Finów złoty okres, który zapoczątkowały takie modele jak 1011, czy wydany trzy lata później 6110. W Polsce do dziś wspominamy kultową serię z trójką z przodu – 3210, 3310, 3410 i 3510 były telefonami, które na przełomie wieku XX i XXI wyznaczały standardy na tym rynku. Potem był Symbian i zachłyśnięcie się rynkiem zwykłych telefonów, co sprawiło, że Nokia przespała ważne zmiany w branży i znalazła się w dość niekorzystnej sytuacji względem konkurencji. Ostatnie lata pokazały jednak, że Finowie mają szansę wyjść z dołka, a smartfony z serii Lumia są zdolne do rywalizacji z flagowcami innych producentów. W samym trzecim kwartale 2013 sprzedano rekordową liczbę 7,4 mln urządzeń. Światełko w tunelu przyćmiło jednak dzisiejsze przejęcie. Czy Nokia pod skrzydłami MS utrzyma tempo?

Rynek wymaga bowiem bardzo dynamicznego reagowania. Dziś wszyscy zachwycamy się czterordzeniowymi smartfonami, a jutro nastanie moda na phablety. Pojutrze zaś możemy przestawić się całkowicie na inteligentne zegarki (smartwatch). Według nieoficjalnych informacji Nokia miała pomysł na końcówkę roku. Na wrzesień zaplanowano premierę pierwszego tabletu, a miesiąc później miały zadebiutować Lumie z Dual-SIM oraz phablet. W rezultacie Finowie mieliby w swoim portfolio urządzenia, na które aktualnie panuje największy popyt. Jeżeli dodamy do tego naprawdę konkurencyjne rozwiązania, jak chociażby 41-megapikselowe aparaty z przetwornikiem PureView czy chociażby tak przyziemne atuty jak świetna jakość wykonania, otrzymamy bardzo atrakcyjną ofertę. Może nie uczyniłaby ona z Nokii lidera w przeciągu najbliższych miesięcy, ale pozwoliłaby śmiało walczyć o pozycję na podium.

Przejęcie działu telefonów przez Microsoft może pokrzyżować te plany. Spójrzmy na przykład Motoroli, która trafiła pod skrzydła Google’a. Firma przez bardzo długi okres nie wyprodukowała żadnego nowego modelu, wycofała się z mniej ważnych rynków i dopiero przed kilkoma tygodniami była zdolna do pierwszego mocnego uderzenia (dedykowanego zresztą głównie klientom z USA). Nokia jest przedsiębiorstwem znacznie większym i te 32 tys. pracowników, które chce przygarnąć pod swoje skrzydła Microsoft może stanowić jednocześnie największą przeszkodę w sprawnym funkcjonowaniu obu firm. W momencie, gdy Samsung będzie wypuszczał kolejne nowości pokroju zegarka Galaxy Gear, Amazon ostrzył zęby na rynek smartfonów, a Apple przecierał szlaki w segmencie budżetowym, Finowie wraz z Microsoftem będą zajęci procesem unifikacji. A do tego przecież dochodzi jeszcze sam proces rebrandingu – w końcu MS nie uzyskał praw do nazwy Nokia, a jedynie do linii Asha i Lumia.

microsoft-nokia

Zresztą z samą nazwą wiąże się jeden z kluczowych atutów firmy. Nokia w wielu regionach świata urosła do miana firmy kultowej i kojarzącej się z solidnymi, dobrze działającymi urządzeniami. Założę się, że macie rodziców czy nawet dziadków, którzy podczas podpisywania umowy z operatorem wyznają zasadę „jeśli telefon to tylko Nokia”. Śmiem wręcz zaryzykować stwierdzenie, że czynnik ten odgrywał ważną rolę w uczynieniu Windowsa Phone drugim systemem na polskim rynku mobilnym. Microsoft przejął zatem Nokię ale bez jej największego atutu – marki. Tymczasem ani Lumia, ani Asha nie są jeszcze tak silnie ugruntowane by kojarzyć się z fińskim, niegdysiejszym hegemonem rynku mobilnego.

Przejęcie Nokii przez MS wydaje mi się swoistym aktem desperacji. Firma z Redmond dysponuje wystarczającymi środkami (generowanymi w znaczącej mierze przez Windowsa i Office’a), by pozwolić sobie na taką inwestycję, nawet jeżeli niesie ona za sobą ogromne ryzyko. Nie zapominajmy wszak, że za samego Skype’a zapłacono więcej, bo 8,5 mld dolarów. Fiński producent był dotychczas swoistą wodą na młynie zwanym Windows Phone. Gdyby nie to, system MS w dalszym ciągu błąkałby się gdzieś po obrzeżach rynku z wynikiem sięgającym granicy błędu statystycznego. A sytuacji tej na pewno nie poprawiłyby urządzenia typu Surface, który sprzedaż rozczarowała. Tymczasem dziś na wielu rynkach (jak chociażby Polska, o czym wspomniałem) WP jest trzecią siłą mobilną. Dynamika oraz chęć zmian, jakie kierowały Nokią w ostatnim czasie sprawiły, że wręcz domagano się od MS intensywniejszego rozwoju systemu. Teraz gigant z Redmond na pewno takich problemów mieć nie będzie, ale zanim uda mu się wykorzystać w pełni korzyści wynikające z przejęcia minie trochę czasu. Czasu, który w tym wypadku działa na niekorzyść obu firm, a już z całą pewnością Nokii. Nie zapominajmy również, że najbliższe miesiące będą też okresem zmian personalnych w Microsofcie – swoje odejście przecież zapowiedział CEO Steve Ballmer. Tu mógłbym nawiązać do aspiracji Stephena Elopa, któremu na pewno przeszła przez głowę myśl o pokierowaniu Microsoftem. Kto wie, czy to nie z jego inicjatywy transakcja nie została przyśpieszona? Brzmi to już trochę jak teoria spiskowa, ale spójrzmy prawdzie w oczy – czy nie było to jednym z niewielu warunków, jakie należało spełnić, by Elop był brany pod uwagę jako kandydat na nowego CEO?

Ambicje Microsoftu na rynku mobilnym są duże. Windows Phone ma być kluczowym elementem, który połączy wiele platform takich jak Windows 8 i RT czy chociażby kreowanego na domowe centrum rozrywki Xboksa. Jednak już wspomniane urządzenia z linii Surface pokazały, że gigant z Redmond nie ma smykałki do produkcji urządzeń. W takiej perspektywie posiadanie solidnego zaplecza w postaci działu telefonów Nokii wydaje się prostym krokiem w kierunku sukcesu. Niestety w rzeczywistości ten sukces nie przyjdzie wcale tak łatwo.

Jestem wielkim fanem Nokii. Wychowywałem się właściwie na telefonach tej marki, które dziedziczyłem po rodzicach przy każdym przedłużaniu umowy. Do tej pory wśród bliskich mi osób, jest wiele takich, które nigdy nie miały urządzenia innej marki (mimo tradycyjnej wymiany telefonu co dwa lata). Kibicowałem Lumiom i trzymałem kciuki za eksperymenty z MeeGo oraz Symbianem. Teraz jednak patrzę z dużym niepokojem na przyszłość firmy. Na pewno inwestycja ta nie pociągnie giganta, jakim jest MS w dół – co najwyżej odbije się mu czkawką. Sama Nokia będzie teraz jednak tylko narzędziem, swoistym paliwem dla mobilnych aspiracji firmy z Redmond. Zaś paliwo w trakcie pracy silnika ulega spalaniu.

Warto też zauważyć, że w świetle zawartej umowy w 2016 roku Nokia może na nowo wypuścić na rynek urządzenie mobilne, czyli wystartować od zera. Dziś w rękach finów został najbardziej rentowny dział – NSN (Nokia Solutions and Networks), który zajmuje się rozwiązaniami korporacyjnymi. Same akcje firmy skoczyły natomiast o ponad 30 proc. Być może najbliższe dwa lata Finowie wykorzystają owocnie i spróbują na nowo wejść na rynek konsumencki?

 

*Z hasłem tym wiąże się dość ciekawa historia. Po raz pierwszy użył go bowiem w 2005 r. jeden z wiceprezesów Nokii, komentując w ten sposób powstanie spółki joint-venture BenQ Siemens, która miała uratować kulejący dział produkcji telefonów niemieckiej firmy.