19

Nie tylko przeciętne aplikacje w Google Play mają przerąbane. Mali deweloperzy również

Po opublikowanym kilkanaście dni temu artykule dotyczącym zmian w filtrowaniu aplikacji w Google Play jeden z czytelników zwrócił problem na inną równie ważną (jeśli nie ważniejszą) kwestię. Okazuje się bowiem, że mali deweloperzy, którzy mają pełne głowy pomysłów i niewiele środków na odpowiednią ich realizację również nie mogą liczyć na taryfę ulgową. Realia są bezlitosne, a […]

Po opublikowanym kilkanaście dni temu artykule dotyczącym zmian w filtrowaniu aplikacji w Google Play jeden z czytelników zwrócił problem na inną równie ważną (jeśli nie ważniejszą) kwestię. Okazuje się bowiem, że mali deweloperzy, którzy mają pełne głowy pomysłów i niewiele środków na odpowiednią ich realizację również nie mogą liczyć na taryfę ulgową. Realia są bezlitosne, a Google w większości przypadków wspiera największych.

Wpadacie na rewelacyjny pomysł na grę. W domowym zaciszu spędzacie długie godziny na dopieszczaniu projektu. W końcu jest – wstawiacie do sklepu Google Play i wyczekujecie chwały, sławy oraz kokosów (w tej lub innej kolejności). Dwa tygodnie później pierwszy cios obuchem w głowę – znane studio ma również w portfolio taką samą grę opublikowaną krótko po Twoim debiucie. Ale ma ona trzykrotnie więcej pobrań i ocen oraz jest naszpikowana mikropłatnościami. Mijają kolejne tygodnie, pojawia się wiadomość od Google’a – Twoja aplikacja to plagiat i została zablokowana w sklepie Google Play. Jak to?! Przecież byłem pierwszy! Kilka takich ostrzeżeń i puff- konto zostaje zablokowane.

2014-10-28_114218

Przyznaję, że byłem w dużym szoku, bo nigdy wcześniej nie spotkałem się z takimi doniesieniami. Zrobiłem też mały research, ale nie udało mi się znaleźć na forach deweloperskich podobnych wniosków. Dowodem na słowa czytelnika ma być podpisana już przez blisko 2 tys. osób petycja do Google’a w tej sprawie. Widać, że problem dopiero nabiera wagi i z czasem może odbić się czkawką firmie. Zwłaszcza, że, jak opisuje nasz czytelnik:

Najpierw nieuczciwa konkurencja zaczęła robić małe aplikacje na podobę jego a później raportować go do Google o plagiat. Co się okazuje po stronie Google jest półautomat. Człowiek klika tylko TAK/NIE i aplikacja developera zostaje zablokowana. Dodam, że w 90% przypadków bez sprawdzenia dowodów aplikacja jest blokowana. Pięć zgłoszeń w krótkim czasie i blokowane jest całe konto (dożywotnio) wraz ze wszystkimi powiązanymi kontami. Podobno był taki przypadek, że zablokowany developer poszedł do pracy do firmy i zablokowali tej firmie konto developerskie bo powiązali konto pracownika z kontem firmy. Inwigilacja totalna…

Do zgłoszenia plagiatu podobno nie potrzeba zbyt wielkiego wysiłku – wystarczy fikcyjne konto na dowolne dane. Google poświęca większą uwagę jedynie tym raportom, które dotyczą dużych firm. Kwestie dotyczące małych deweloperów są rozwiązywane od ręki – często z niekorzystnym skutkiem. Natomiast możliwość odwołania się od tej decyzji jest jedynie teoretyczna i zazwyczaj nie przynosi żadnych efektów. Dlatego niezależni programiści się buntują i żądają od Google’a zaangażowania pracowników w rozwiązywanie takich problemów. Zautomatyzowany mechanizm reagowania nie sprawdza się bowiem i faworyzuje największych.

googleplay

Nie otrzymaliśmy od Google komentarza w tej sprawie. Niemniej trzeba spojrzeć na całą sprawę z perspektywy dużego koncernu, dla którego okiełznanie dziesiątek tysięcy deweloperów z pewnością łatwe nie jest. Siłą rzeczy stosowane są zatem ułatwień, które mają przyśpieszyć wiele czynności – w tym rozpatrywanie między innymi różnego rodzaju zgłoszeń. W przeciwnym wypadku podniósłby się lament z drugiej strony – programiści, których aplikacje bezprawnie splagiatowano narzekaliby na ciągnące się tygodniami decyzje. Nie sposób uszczęśliwić wszystkich.

Google’owi nie grozi raczej bunt deweloperów. Niezależni programiści mimo swojego niezadowolenia nie odwrócą się od Androida, bo zwyczajnie więcej na tym stracą niż zyskają. Psy szczekają, a karawana jedzie dalej. Dla kalifornijskiego koncernu ewentualne zmiany w tym aspekcie przyniosą zatem głównie korzyści wizerunkowe. Ale raczej nie spodziewałbym się jakiegoś radykalnego odzewu – no chyba, że całą akcją wesprą najwięksi.