Militaria

Nie tylko amunicja i paliwo. Logistyka armii będzie dostarczać tony baterii

KK
Krzysztof Kurdyła
1

W temacie wojskowości nie ma częściej pomijanego tematu od logistyki. Jednocześnie to właśnie ta niedoceniane „noga” armii jest odpowiedzialna za większość zwycięstw i porażek. Dziś, oprócz dostarczania amunicji, paliwa czy żywności, „tyły” muszą dbać o dystrybucję baterii.

Wojna elektroniczno-elektryczna

Przeglądając amerykańskie portale militarne natknąłem się na ciekawy artykuł Defense News, zwracający uwagę na coraz większe zapotrzebowanie wojska na energię elektryczną. I nie chodzi tu o zasilanie jakichś baz wojskowych czy innych instalacji, ale o zarządzanie zasilaniem całej elektroniki, którą żołnierze zabierają, lub niedługo będą zabierać ze sobą na pole walki.

Budowa odpowiedniego zaplecza dla armii na każdym szczeblu, będzie w nowoczesnych armiach coraz większym wyzwaniem. Dziś tworzy się rozbudowane systemy, które mają dać dowodzącym obraz pola walki w czasie rzeczywistym, nawet do poziomu pojedynczego żołnierza. Pisałem parę tygodni temu o planach Izraela, który zamierza mocno wspierać się algorytmami sztucznej inteligencji, aby planowaną ogromną ilość danych w ogóle opanować.

Te dane pochodzą i pochodzić będą z setek tysięcy sensorów zasilanych prądem elektrycznym. Wszystko, od kamer i innych sensorów, wyświetlaczy Augmented Reality przez mniejsze drony zwiadowcze, urządzenia komunikacyjne po różnego typu komputery pola walki, potrzebuje stabilnego zasilania, a system logistyczny, jeśli całość ma sprawnie działać, musi zapewnić jego ciągłą pracę.

Trzeba też dodać, że coraz mocniej do wojska będą wkraczać pojazdy elektryczne. Choć w pierwszym etapie będą to hybrydy, mogące podładować swoje baterie przy pomocy klasycznego silnika spalinowego, to już dziś przewiduje się, że szczególnie wśród lżejszych pojazdów dość szybko mogą pojawić się pojazdy typu BEV. To wszystko stawia przed armiami naprawdę sporo wyzwania, tym bardziej że jakiegoś spektakularnego przełomu w zakresie baterii, ich gęstości energetycznej i trwałości wciąż nie widać.

Według wspomnianego artykułu planująca poważną elektryfikację US Army pracuje już nad szeregiem oczywistych, jak i mniej oczywistych rozwiązań. Mamy więc projekty mobilnych systemów do tworzenia mikrosieci, wyposażonych w generatory prądu i bateryjne magazyny energii. Rozważa się projekty generatorów osobistych dla żołnierzy, wykorzystujących energię kinetyczną generowaną w czasie poruszanie się. Rozważa się produkcję przeróżnej wielkości paneli słonecznych.

Nieuniknionym procesem będzie standaryzacja baterii, gdyż już dziś ich różnorodność ma sprawiać US Army wiele problemów. Amerykanie rozpoczęli już co najmniej kilka programów mających znaleźć systemowe rozwiązania napotykanych już dziś problemów. Do współpracy z wojskiem zgłosiło się już kilkadziesiąt firm oraz start-upów.

Unifikacja, modułowość i uniwersalność

Osobiście spodziewam się trzech głównych kierunków działania w najbliższym czasie, przynajmniej u Amerykanów. Po pierwsze kompleksowa standaryzacja stosowanych przez wojsko rozwiązań. Opracowane zostanie kilka podstawowych typów baterii, możliwych do spinania w większe moduły. Stworzone zostaną typowo wojskowe wtyczki, porty o większej wytrzymałości i niezawodności niż te stosowane w urządzeniach cywilnych.

Te ostatnie sukcesywnie będą zastępowane dedykowanym armii sprzętem. Dziś wciąż sporo systemów bazuje np. na cywilnych smartfonach. Tworzenie stricte wojskowych urządzeń pozwoli ich głęboką optymalizację, skutkującą mniejszym zużyciem energii. Nie zdziwiłbym się, gdyby amerykańskie wojsko poprosiło Apple o pomoc w tym zakresie, które nie raz pokazało co można wycisnąć jeśli software jak i hardware będą zaprojektowane razem.

Z całą pewnością jedną technologii wdrażanych w pierwszej kolejności będzie przebudowa urządzeń tak, aby mogły być elementami lokalnych mikrosieci. Wszystkie obiekty produkujące energię elektryczną otrzymają możliwość działania jako generatory dla innych, a urządzenia mające wbudowane akumulatory zostaną wyposażone w dwukierunkowe i wielopunktowe moduły ładowania, co pozwoli na większą elastyczność w „przerzucaniu” prądu tam, gdzie to konieczne.

Bezpieczeństwo

Osobnym zagadnieniem związanym ze sprawą szybkiego zwiększenia się liczby baterii w armii będą kwestie bezpieczeństwa. To trochę jak z kwestią samochodowców, o których pisałem przy okazji pożaru „Felicity Ace”. Trafienie w pojazd wyposażony w duży zestaw ogniw może skończyć się trudnym do szybkiego ugaszenia pożarem, co dla wojska będzie kłopotliwe na kilka sposobów.

Toksyczne opary, ogromny ślad termiczny, niemożność ewakuacji... już tylko to w przypadku pojazdu zniszczonego np.  blisko własnych pozycji będzie problematyczne. Rozwiązaniem może być zastosowanie bardziej bezpiecznych ogniw np. Ni-MH, ale te mają najczęściej znacznie niższą pojemność. To oznacza, że trzeba użyć ich większą ilość lub pogodzić się z krótszym zasięgiem. Większa ilość oznacza z kolei problemem z masą, co może uniemożliwić lepsze opancerzenia pojazdu...

Będzie bardzo ciekawie obserwować tę rewolucję, ponieważ przed wojskiem, ze względu specyfikę jego działania i potrzeb, stoi znacznie więcej wyzwań niż przed rynkiem cywilnym. Jednocześnie jest szansa, że armia wyłoży duże pieniądze na jeszcze większą ilość badań, często nieoczywistych i to właśnie z wojska, jak już nie raz w historii bywało, przyjdzie kolejny przełom technologiczny.

Zdjęcia: US Army / Oshkosh

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu