80

Nie przeliczajcie godzin spędzonych z grą na złotówki. To nie ma sensu

To jeden z najtrudniejszych tematów związanych z grami, również na Antywebie. Część z Was przelicza godziny spędzone z grą na pieniądze, które musi wydać na produkcję. 250 złotych za przygodę trwającą 5 godzin. To 50 złotych za godzinę zabawy. Nie opłaca się, prawda? W sieci można znaleźć ciekawą stronę, z której zapewne część z Was […]

To jeden z najtrudniejszych tematów związanych z grami, również na Antywebie. Część z Was przelicza godziny spędzone z grą na pieniądze, które musi wydać na produkcję. 250 złotych za przygodę trwającą 5 godzin. To 50 złotych za godzinę zabawy. Nie opłaca się, prawda?

W sieci można znaleźć ciekawą stronę, z której zapewne część z Was często korzysta. HowLongToBeat pokazuje ile zajmuje przejście danej gry – z rozbiciem na podstawową kampanię, kampanię z zaliczaniem zadań pobocznych itp., a nawet tak zwanych speedrunów, czyli przechodzeniem gry jak najszybciej. Z doświadczenia wiem, że dane są rzetelne, choć oczywiście każdy gra inaczej i ostateczny czas może się nieznacznie różnić.

Recenzent

Przyjmując założenie, że czas spędzony z grą jest jednym z najistotniejszych elementów danej produkcji, powinienem z automatu wystawiać w recenzjach słabe oceny każdej grze, która jest krótsza niż – załóżmy – 15 godzin. I co miałbym zrobić z tytułem, którego zaliczenie trwa 10 godzin? Główny wątek opowieści w pierwszym Gears of War zajął mi równo 9 godzin, a uważam ten tytuł z jedną z najlepszych gier minionej generacji konsol. Mam przymykać oko tylko i wyłącznie dlatego, że Gearsy posiadają tryb rozgrywek sieciowych, który przy okazji był świetny? Kampania wgniotła mnie w ziemię, podobnie jak pomysł i oprawa. Nie wiem czy graliście w ten tytuł w okolicach premiery, ale robił niesamowite wrażenie. Gdybym miał jeszcze raz napisać jej recenzję i całkowicie pominąć rozgrywki sieciowe, ponownie wystawiłbym maksymalną notę.

gears of war

Kupujący

Recenzent ma zupełnie inny problem niż normalny gracz. Na ogół dostaje grę za darmo, niczego więc nie przelicza. Oczywiście nie zawsze. Też kupuję gry i też często zastanawiam się, na co powinienem wydać 250 złotych (aktualna cena nowych gier na konsole obecnej generacji). Elektroniczna rozrywka nie jest tanią zabawą i nawet jeśli aktualne konsole nie kosztują tyle, ile trzeba było za takie sprzęty zapłacić kiedyś, ceny gier sprawiają, że nie każdego stać na nowości. Doskonale to rozumiem. I wbrew pozorom rozumiem, że przelicza czas spędzony z grą na jej cenę. Tyle tylko, że wychodząc z takiego założenia, nie powinniście kupować niczego co nie jest RPG-iem na 50-100 godzin lub nie posiada trybu rozgrywek sieciowych, przy których można spędzić setki godzin.

Pod moim niedawnym tekstem o Destiny przeczytałem, że jeden z Was spędził z grą 800 godzin. Prawie spadłem z krzesła, przyznaję. To znaczy, że powinienem wystawić grze maksymalną notę i biec do sklepu bez opamiętania, bo to gra idealna? Oczywiście, że nie. W ubiegłym roku nie wystawiłem Destiny maksymalnej noty (nie na Antywebie) i nie uważam, że to gra idealna. A League of Legends, Dota 2, Heart of The Storm? Przecież to gry, w które można grać w kółko, w dodatku są darmowe. Zaczynamy wchodzić w błędne rozumowanie.

Płacimy za cały produkt

Chodzicie do kina tylko na filmy, które trwają 2,5 godziny, a omijacie szerokim łukiem krótsze obrazy? Nie. W restauracji zamawiacie tylko dania, które są objętościowo największe, spychając smak i preferencje na dalszy plan? Też nie. Czy nowy album Iron Maiden jest lepszy od poprzedniego dlatego, że w jego skład wchodzą dwie płyty zamiast jednej? Oczywiście, że nie. Pójdziecie do kina na ten film, który albo zaciekawi Was tematyką, albo miał dobre recenzje – w których raczej nie porusza się długości. Lepiej jeść smaczniejsze potrawy niż zajmujące dwa talerze „zakalce”, a nowy album Brytyjczyków po prostu brzmi lepiej i ma ciekawsze numery. Dwa krążki nie mają znaczenia.

Podobnie podchodźcie do gier. Co z tego, że kampania trwa 20 godzin, jeśli może być sztucznie wydłużana. Inna produkcja może trwać 6 godzin, a gwarantować tak dobrą zabawę, że jeszcze przez 3 dni będziecie o niej myśleć, a ostatecznie wrócicie do niej 3 razy. Wydanie 250 złotych na krótką przygodę nie jest kiepskim biznesem, ominięcie świetnej przygody tylko dlatego, że wydaje się być za krótka – już tak.

money-background-images-uongflup

Gdybym przeliczał godziny na złotówki, nigdy nie zagrałbym w niesamowite Mirror’s Edge, które jest jedną z moich ulubionych gier. Serwis HowLongToBeat pokazuje trochę ponad 6 godzin trybu kampanii. Mi przejście gry na normalnym poziomie trudności zajęło niecałe 6. Zaliczyłem go cztery razy i od niedawna planuję piąte podejście. Za każdym razem bawię się fantastycznie i bardzo lubię do tej gry wracać – mam też nadzieję, że kiedyś dostanę odświeżoną wersję na nowe konsole. Dodam, że kolejne przejścia były krótsze, ostatnie zajęło mi 4 godziny i spędziłem przy nim jeden krótki wieczór.

W żadnym wypadku nie pouczam Was jak powinniście wydawać własne pieniądze. Każdy robi to inaczej – jeden dwa dni po wypłacie nie ma w portfelu już nic, inny oszczędza na wszystkim, a jeszcze inny przed zakupem gry analizuje dziesiątki scenariuszy, zastanawiając się, czy warto wydać pieniądze na jedną nowość, a może na dwie starsze produkcje. Chcę Was po prostu uczulić na to, by nie dyskredytować gry tylko i wyłącznie dlatego, że jej twórcy potrafili opowiedzieć swoją historię szybko i bez często zbędnego wydłużania. Choć doskonale wiem, że jednym z pierwszych komentarzy będzie „zawsze mogę kupić po obniżce”. Prawda, w koszu z promocjami, 5 lat po premierze również.

grafika: 1, 2, 3

V3_big_1