40

Nie nazywajmy każdej krytyki hejtem, bo źle na tym wyjdziemy

Grzegorz pisał wczoraj o hejcie, konkretnie o ważnym, choć przez niektórych niezauważanym lub ignorowanym zjawisku kontrhejtu, prowokowania do zachowań patologicznych. Zgadzam się z tym, co napisał, ale kolejny raz chcę podkreślić to, o czym chyba już kiedyś wspominałem: nie wrzucajmy każdej krytyki, obelgi, wytknięcia błędów, ordynarnego chamstwa, ironii, prowokacji do worka z napisem „hejt”. Wyraz […]

Grzegorz pisał wczoraj o hejcie, konkretnie o ważnym, choć przez niektórych niezauważanym lub ignorowanym zjawisku kontrhejtu, prowokowania do zachowań patologicznych. Zgadzam się z tym, co napisał, ale kolejny raz chcę podkreślić to, o czym chyba już kiedyś wspominałem: nie wrzucajmy każdej krytyki, obelgi, wytknięcia błędów, ordynarnego chamstwa, ironii, prowokacji do worka z napisem „hejt”.

Wyraz zamykający wstęp stał się w ostatnich kwartałach, może już latach, słowem-kluczem. Opuścił Internet, trafił do powszechnie używanego języka, zaczął rozszerzać swój zasięg. Nie tylko o nowych „użytkowników”, ale też o kolejne definicje. Kiedyś było to po prostu agresywne atakowanie w Sieci, czasem bez podawania konkretnych powodów czy argumentów: zwykła burda słowna, by dokopać drugiemu Internaucie i pokazać, kto jest większym chamem. Sprawa była wówczas łatwiejsza: hejter był tym złym i nie należało z nim rozmawiać, bo to tylko nakręcało spiralę nienawiści. Nie wiadomo nawet, z kim człowiek się kłócił, bo tamten występował często anonimowo.

Coś się jednak zmieniło. Od jakiegoś czasu coraz częściej hejterem nazywany jest każdy, kto ma inne zdanie. Znajomy napisze na Facebooku, że idzie głosować na człowieka X, ty odpisujesz, by tego nie robił, przynajmniej żeby się zastanowił, bo… (i tu 15 argumentów), a chwilę potem dowiadujesz się, że jesteś hejterem. Z tyłu głowy stuka myśl, że hejter to przecież ten zły.

Nie podoba ci się mój nowy samochód, bo wolisz inną formę? Jesteś hejterem. Kibicujesz jakiejś drużynie i jej rywalom życzysz klęski? Jesteś hejterem. Piszesz, że firma X popełnia błąd nie robiąc czegoś? Hejter. Piszesz, że firma X popełnia błąd robiąc coś? Hejter. Krytykujesz człowieka, bo kupuje towar w sklepie, korzysta z niego, a potem oddaje i tym samym naraża firmę na straty (wiem, dziwny przykład, ale mam wybujałą fantazję)? Hejter. Przy każdej możliwej okazji, gdy tylko wyrazisz swoje zdanie i będzie ono odmienne niż zdanie drugiego człowieka, stajesz się hejterem.

Uważajmy z hejterami i hejtowaniem, ale jednocześnie uważajmy też z nadużywaniem tych pojęć. Bo ostatecznie może się okazać, że wszyscy jesteśmy hejterami. I co wtedy? Słowo straci na znaczeniu, zubożymy swój język o wyrazy, które wcześniej określały takie czy inne zachowania/zjawiska, rozłożymy ręce nad naprawdę patologicznymi wyczynami. Tym starym, dobrym hejtem. Nie chcę, by każdy mój ruch wymierzony w innego człowieka (przyjmijmy, że naładowany negatywnie, a przynajmniej tak przez niego odbierany) był uznawany za hejt i tak nazywany. Drwiąc z zachowania popularnego dziennikarza przemierzającego USA nie chcę go hejtować – chcę z niego drwić, kpić i szydzić. Tylko tyle i aż tyle.