27

Nie do końca tak wyobrażałem sobie ekspansję polskiego asystenta Google

To już ponad pół roku dostępności Asystenta Google po polsku i jeśli ktoś liczył na jego błyskawiczny rozwój i ekspansję na kolejne platformy, to mógł się przeliczyć. Rozwijane są za to jego inne funkcje, które nie dla wszystkich mogą okazać się przydatne.

Czy używam Asystenta Google? Oczywiście. W tak wielu sytuacjach bywa przydatny, że mógłbym powiedzieć, że odegrał on w mojej codzienności taką samą rolę, jak telefon komórkowy, po kolei eliminujący inne urządzenia, jak aparat, odtwarzacz muzyczny czy przenośna konsola. Asystent Google zastąpił mi radio, budzik, cokolwiek co podaje prognozę pogody, a także kalendarz. Wszystko to jednak działa nie na telefonie, a na głośniku Google Home. A tam polskiego Asystenta Google nie ma, więc jak się zapewne domyślacie, używam tam wersji anglojęzycznej (US).

Asystent Google w Polsce jest od ponad pół roku

Czasami zastanawiam się, czy gdyby sytuacja uległa zmianie i polski język zadziałałby na moim głośniku (bo u niektórych osób już tak jest), to czy zmiana moich przyzwyczajeń byłaby równie płynna? Wszystko zależy oczywiście od tego, czy każda z tychże funkcji działałby w ten sam sposób, co w angielskiej wersji, a to wcale nie jest pewne, bo jak już widać po Asystencie Google na smartfonach, w niektórych sytuacjach zachowuje się on nieco inaczej.

Asystent Google po polsku – wszystko, co warto wiedzieć

Ale czy o zmianach w polskim Asystencie Google nie można powiedzieć niczego dobrego? Warto przypomnieć, że wraz z jego premierą, w Polsce pojawiły się też tak zwane Actions on Google, które pozwalają firmom trzecim na skorzystanie z infrastruktury zbudowanej przez Googlerów, by świadczyć usługi użytkownikom. Może to być składanie zamówień, dokonywanie rezerwacji czy zamawianie taksówki. Możliwości ograniczone są tylko pomysłowością deweloperów, którzy przewidując zachowania użytkowników mogą przygotować wiele scenariuszy, w których kilka słów skierowanych do Asystenta załatwi sprawę. Zamiast serii kliknięć, wypełniania formularzy i wykręcania numeru na infolinię. W toerii brzmi to wszystko niezwykle kolorowo, w praktyce bywa oczywiście bardzo różnie, ale fakt faktem, że lista partnertów Google nad Wisłą jest już dość pokaźna i cały czas się wydłuża.

Dlaczego więc uważam, że nie tędy droga? Problemem, który leży u podstaw jest absencja sklepu Google i dystrybucji urządzeń tej firmy w Polsce. W efekcie trudno w Polsce o dostanie telefonów Pixel, Chromecastów, Chromebooków i głośników Google Home. Niektóre sklepy handlują nimi na własną rękę, inne już porzuciły ten pomysł, ale oficjalnego wsparcia ze strony Google brakuje, przez co cały projekt o nazwie Asystent Google ma trochę pod górkę.

Bo przecież używanie Asystenta Google na Google Home nie ogranicza się do używania tylko tego jednego głośnika. Telewizory z Android TV czy wspomniane Chromecasty świetnie współpracują z głośnikami, podobnie jak wiele innych urządzeń, które są już w Polsce (akcesoria smart home od NetAtmo chociażby), ale brakuje im obsługi głosowej przez Asystenta. Nie jest tak, że uznałem Asystenta za nieprzydatnego na telefonie, bo w wielu okolinoczościach bywa bardzo pomocny, ale dopiero gdy znajduje się w swego rodzaju centrum cyfrowego domu można docenić jego możliwości i perspektywę rozwoju.

Niektórzy użytkownicy zgłaszają dostępność Asystenta Google na ich głośnikach, co jest jak najbardziej możliwe. Czy to efekt błędu czy niejawne, ograniczone testy ze strony Google? Kto wie – firma wciąż potwierdza obecność Asystenta Google po polsku tylko na dotychczas wspieranych urządzeniach. Ale naprawdę liczę na to, że włączenie Polski do grona krajów na liście Google Store to kwestia miesięcy, nie lat. Bez tego, część produktów i usług nie ma racji bytu w naszym kraju, bo pokątne kanały dystrybucji nigdy nie zapewnią takiego rozgłosu i marketingu jak wsparcie firmy matki.