18

Nie byłem pasjonatem gier mobilnych. Aż dopadł mnie siostrzeniec…

Stało się. W moim telefonie komórkowym oprócz ukochanego Injustice dla Androida nie sposób było znaleźć ani jednej gry. Jestem tak bardzo nastawiony na określone tytuły, że mam problem z cieszeniem się nowymi produkcjami, za którymi szaleją moi koledzy, także z redakcji. I tak, jak potrafię z jęzorem na wierzchu czekać na nowego Fallouta, z wielką […]

Stało się. W moim telefonie komórkowym oprócz ukochanego Injustice dla Androida nie sposób było znaleźć ani jednej gry. Jestem tak bardzo nastawiony na określone tytuły, że mam problem z cieszeniem się nowymi produkcjami, za którymi szaleją moi koledzy, także z redakcji. I tak, jak potrafię z jęzorem na wierzchu czekać na nowego Fallouta, z wielką przyjemnością gram w każdą część serii FIFA, tak nie daję rady sobie z najnowszymi produkcjami, choćby miodem i grywalnością ociekały. Podobnie jest z grami mobilnymi.

Dla mnie granie na telefonie komórkowym zaczęło się i skończyło na Snake’u oraz Space Attack. Coś tam pograłem w Injustice, gdzie utopiłem mnóstwo pieniędzy na ulepszanie moich postaci. I to był właściwie jedyny wyjątek w kwestii gier mobilnych. Recenzowałem dla Was „unowocześnionego Snake’a”, lecz mimo sentymentu do pierwowzoru nie porwał mnie. To nie było to samo.

Screenshot_2015-07-06-23-10-19

Natomiast mój siostrzeniec jest absolutnym fanem gier na urządzenia mobilne. W modne tytuły gra głównie na platformie iOS – na iPadzie oraz iPhone’ie. Jest jeszcze w takim wieku, że dla niego „dzień bez multimediów, to dzień stracony”, podczas gdy ja odpoczywam naprawdę tylko wtedy, gdy wszystkie moje telefony komórkowe są poza zasięgiem moich uszu, a komputer leży zamknięty na biurku. Dziecku nie potrafię jednak odmówić pojedynków w FIFA, czy Halo, gdzie znamy się na tyle dobrze, że każda rozgrywka jest dla nas obojga niesamowicie wymagająca, a także układania klocków lego, czy latania dronem. W gronie wujków jestem tym „najbardziej technologicznym” i nieco faworyzowanym pod tym względem.

Wiele razy namawiał mnie do zagrania w grę na telefonie komórkowym. Wielokrotnie odmawiałem. Nie widziałem sensu w graniu na urządzeniu, które według mnie do grania po prostu się nie nadaje. Dla mnie odpowiednim połączeniem jest konsola oraz gra. Urządzenie może to dla mnie z powodzeniem zastąpić komputer, ale nigdy komórka.

Siostrzeniec ostatecznie namówił mnie na zagranie w jedną z gier, które mu się podobają obok Minecrafta oraz Plants versus Zombies. Moją uwagę przykuła quasi muzyczna platformówka – Geometry Rush. Uwielbiam wszystko, co nosi w sobie iskierkę „geniuszu”. Podobają mi się proste, acz wymagające gry logiczne – 2048 było jedną z tych, które wciągnęły mnie na jakiś czas po to, bym o nich po prostu zapomniał. Geometry Rush natomiast kusi – prostotą właśnie, ale i świetną oprawą dźwiękową, która świetnie współgra z dynamiką tytułu. Ten, choć wygląda na pierwszy rzut oka biednie – jest czasem niemożebnie trudny i więcej przy niej stracę nerwów, niż zaczerpnę przyjemności. Wizja swego rodzaju wyzwania kusi mnie jednak na tyle, że nie potrafią sobie odmówić choćby kilku sesyjek z tym tytułem.

Plants-vss-Zombies-2-teaser-001.jpg (1429×796)

Okazało się, że można grać na telefonie. Odtąd, gdy jeżdżę komunikacją międzymiastową, albo po prostu lenię się po dniu pracy, gram na telefonie, podczas gdy ten dużo szybciej zawoła o nakarmienie go za pośrednictwem ładowarki. Geometry Rush nowym tytułem nie jest, bowiem jego premiera miała miejsce około rok temu, ale dzięki temu niesamowicie miłemu katalizatorowi, zacząłem odkrywać kolejne tytuły z repozytoriów. I okazuje się, że można znaleźć naprawdę ciekawe propozycje. Poszedłem nawet o krok dalej – nie miałem wyrzutów sumienia, gdy za Geometry Rush płaciłem w pełnej wersji zarówno w Sklepie Google Play, jak i w tym dla Windows Phone.

Chapeau bas, drogi siostrzeńcze, jednak nakłoniłeś mnie do gier mobilnych. A już myślałem, że w tej kwestii jestem kompletnie niereformowalny.

Grafika: 1, 2