Gry

NFT-verse, visual novele i clickery - czy słusznie nazywamy je grami?

Kacper Cembrowski
1

Visual novele i clickery to dwa gatunki, które od zawsze są źródłem kłótni wśród graczy, szczególnie tych “hardkorowych”. Czy pozycje tego typu oraz coraz popularniejsze ostatnimi czasy NFT-verse można nazywać grami?

Visual novele

Visual novele to coś pomiędzy grą a interaktywną książką. Cała akcja jest przedstawiana za pomocą niezbyt bogatych animacji oraz - przede wszystkim - ścian tekstu. Cała rozgrywka opiera się zatem na przeklikiwaniu się przez dialogi i podejmowaniu wyborów w ich zakresie.

Większość visual novelek jest wykonana w stylu anime, bo to właśnie w kraju kwitnącej wiśni jest niezwykle popularny tego typu gatunek. To w istocie idealny sposób na przeżycie dodatkowej historii dla fanów danej marki - wczucie się w klimat całego świata, krążenie po lokacjach, rozmawianie z bohaterami, a bardzo często odkrywanie wielu różnych zakończeń w zależności od podejmowanych wyborów w dialogach.

Czy w takim wypadku można visual novele nazywać grami? Według definicji Oxford Languages, gra wideo to gra polegająca na kontrolowaniu obrazu wytworzonego przez program komputerowy na monitorze lub innym wyświetlaczu. Technicznie zatem rzecz biorąc - owszem, visual novele są grami wideo. Jest to gatunek specyficzny, który nie trafi w gusta wszystkich graczy, lecz jednocześnie nie są to gry w żaden sposób szkodliwe. Z tego względu, jeśli ktoś pragnie poszerzyć swoją wiedzę na temat fabuły danej serii lub po prostu doświadczyć więcej w danym świecie, będzie to świetne rozwiązanie i ciekawe zastępstwo mangi czy fizycznej nowelki.

Clickery

Drugi gatunek, który budzi mnóstwo wątpliwości wśród społeczności graczy, to clickery. Gry, które wymagają od nas zaledwie klikania w jeden przycisk myszki lub ekran smartfona lub tabletu. To niesamowicie proste produkcje w budowie, które jednocześnie są mocno wciągające i sprawiają, że nie można się od nich oderwać.

Dzięki grindowi zdobywamy walutę wewnątrz gry, która przekłada się następnie na kupowanie przedmiotów lub ulepszeń, prowadzących do szybszego lub nawet automatycznego zdobywania pieniędzy. Brzmi dość mało atrakcyjnie i wymaga praktycznie zerowej interakcję ze strony gracza - a mimo to jestem pewien, że znaczna większość z nas przepadła na pewien czas w chociaż jednym tytule tego typu.

Clicker Heroes | Źródło: ClickerHeroes Wiki

W clickerach bardzo często pojawia się motyw mikrotransakcji, gdzie możemy zdobyć walutę za realne pieniądze. Niejednokrotnie okazuje się, że w późniejszych etapach gry jest to jedyny sposób na szybszy progres, lecz zawsze jest to w pełni opcjonalne. Technicznie również jest to zatem gra, w tej kwestii nie ma wątpliwości - i warto zaznaczyć, że nie są to produkcje szkodliwe, a sposób na zabicie czasu czy zwykłą zabawę w tle, w którą zainwestujemy kilka minut w komunikacji miejskiej czy przed snem.

NFT-verse

NFT, czyli jeden z najgorętszych tematów ostatnich miesięcy. Na czym polegają produkcje, w których sporą rolę odgrywają niewymienne tokeny oparte na blockchainie? To niesamowicie banalne u podstaw i odtwórcze gry, które zachęcają do siebie użytkowników hasłami, że są doskonałym źródłem zarobku. “Wypłatę” dostajemy poprzez sprzedawanie NFT, którymi są rzeczy pokroju skinów czy avatarów - model play-to-earn z zamysłu to sprawa idealna. Zarabianie za granie brzmi jak marzenie.

To są jednak produkcje robione od samych podstaw w celach zarobkowych. Nie tylko służy to do dokładania cegiełek w całej tej piramidzie finansowej, ale również wpycha blockchain tam, gdzie jest całkowicie zbędny. Największe produkcje pokroju Axie Infinity są jeszcze akceptowalne, jednak jest ogromny wyciek śmieciowych produkcji. Od kilku miesięcy mój wall na Twitterze jest przepełniony reklamami gier NFT, które nie mają na siebie żadnego pomysłu i niejednokrotnie zżynają z popularnych marek - najczęściej rzuca się w oczy Minecraft, chociaż ostatnio stanowisko w tej sprawie zawarli nawet twórcy Cyanide & Happiness. Scam w świecie NFT nie jest zatem niczym nadzwyczajnym - a to już jest szkodliwe.

Właściciele tego typu kolekcji NFT w ostatnim czasie coraz częściej zalewają niezależne studia wiadomościami, które mają na celu wymusić wręcz zrobienie dla nich gry w oparciu o tokeny. Temat poruszyliśmy szerzej niedawno w rozmowie z Michałem Grzegórzkiem-Kiaszewiczem, go-to level designerem z firmy Spicy Lobster. Artykuł dotyczący tego, jak blockchain stał się przekleństwem dla niezależnych twórców gier, możecie znaleźć pod tym linkiem.

Jeśli mamy więc rozpatrywać, co powinno się nazywać grami, a co nie, nie powinniśmy brać pod uwagę samej rozgrywki. Każdy gra w to, co lubi - i czasem są to ogromne i rozbudowane RPG na setki godzin, a czasem FPS-y, gry sportowe, logiczne czy slashery. Dla niektórych tyle samo frajdy mogą sprawiać niezbyt kreatywne clickery czy visual novele ze ścianami tekstu - sęk w tym, że żaden reprezentant tych gatunków nie zżyna z innej marki i nie wybija się na popularności obcego projektu. Te gry powstają oczywiście w celach zarobkowych (jak wszystko zresztą), ale jest w nich sporo pasji - w przeciwieństwie do 90% tworów NFT-verse. Nie znam również osoby, która zarobiła jakiekolwiek sensowne pieniądze w grach pay-to-earn - a wielu próbowało. To zatem kolejny scam z tokenami w roli głównej i niestety, lecz przestaje już to kogokolwiek dziwić.

Stock Image from Depositphotos

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu