36

Netflix dostał u mnie czerwoną kartkę. Nie wykluczam, że ponownie wróci do gry

Temat Netfliksa w Polsce spotkał się z ogromnym zainteresowaniem - bardzo chętnie komentowaliście wyjście streamingowego giganta na niemal cały świat. W trakcie debaty na ten temat pojawiło się sporo wątpliwości. Przede wszystkim wskazywano na to, że Netflix jak na polskie warunki jest ciut za drogi, a ponadto dostępna biblioteka raczej nie zachęca do przedłużenia subskrypcji po darmowym okresie. Pozytywnie na przyjęcie usługi w naszym kraju nie wpłynęły również doniesienia o tym, że gigant blokuje VPN-y służące do ominięcia blokad regionalnych.

Netflix został u mnie otworzony dosłownie trzy razy. Pierwszy – jak tworzyłem konto, podłączałem kartę płatniczą. Drugi – gdy przejrzałem dostępną bibliotekę w Polsce, obejrzałem kilka rzeczy i szybko stamtąd uciekłem. Trzeci – gdy anulowałem subskrypcję wiedząc, że ta mi się do niczego nie przyda. Tutaj zadziałał prosty rachunek – skoro nie ma w Netfliksie niczego, co by mnie bardziej zainteresowało, to po co mam płacić około 40 złotych miesięcznie tylko dlatego, że jest na to „szał”? W skali roku to prawie 500 złotych – kwota, którą lepiej spożytkuję wychodząc co weekend do pubu na rozgrywki BPL (w sezonie) i ewentualnie jeszcze na Euro. Nie lubię wyrzucać pieniędzy w błoto, a tak bym się czuł, gdybym jednak przedłużył subskrypcję Netfliksa.

Netflix na razie poszedł w odstawkę. Nie twierdzę jednak, że z tej platformy już nigdy więcej nie skorzystam

Problem globalnego Netfliksa nie polega na tym, że jest jednoznacznie zły. Jest jedynie „wybrakowany”, jednak jest to absolutnie zrozumiałe z tego powodu, iż platformę trzymają umowy licencyjne. Dlatego też nie w każdym regionie można zapewnić użytkownikom jednaką ofertę. Półśrodkiem na to są VPN-y, które są przez usługodawcę blokowane. Siłą rzeczy, Netflix w Polsce nie oferuje mi niczego, co bym chciał oglądać i basta. Przynajmniej na razie.

netflix

Pewną szansą w kwestii ograniczeń regionalnych jest projekt Komisji Europejski pod nazwą „Digital Single Market”. Nazwa sugeruje, że chodzi o jednolity europejski rynek elektroniczny, jednak ściślej dotyczy on właśnie zniesienia fragmentacji regionalnej w granicach Unii Europejskiej. Co to oznacza? Dosłownie tyle, że cała UE będzie traktowana jako jeden region – będziemy w stanie oglądać dokładnie to samo w Polsce, co mogą zobaczyć Niemcy, Brytyjczycy, czy Francuzi. Regulacja Unii Europejskiej w tej kwestii może przyczynić się do poukładania regionalnego bałaganu, który wytworzyli wydawcy i stanowi to ogromną dogodność dla nas – konsumentów. Nam przecież na rękę jest to, by oferta takich serwisów streamingowych jak Netflix chociażby była jak największa – wszędzie. Zanim zmiany wejdą w życie, będziemy musieli poczekać minimum do 2017 roku, czyli jeszcze całkiem długo.

I z tego właśnie powodu należy oczekiwać, że Netflix w końcu okaże się być usługą wartą uwagi. Czerwona kartka z mojej strony nie oznacza, że temat tej platformy odchodzi u mnie w zapomnienie – jestem pewien, że tam jeszcze wrócę i z przyjemnością wydam pieniądze na usługę, która będzie w stanie trafić w moje potrzeby.