6

Nasi też mogą – digitalizacja europejskiego dorobku kulturalnego

W zeszłym tygodniu głośno było w internecie o inicjatywie Google, dzięki której udostępnione zostały w sieci archiwalne zdjęcia (na razie tylko 2 mln) z magazynu Life. Projekt jest rewelacyjny i jak większość osób podkreślała, to m.in. za takie dokonania uwielbiamy Google. To uwielbienie ma czasem swoje ograniczenia i bywa szczególnie silne w Europie. Objawiło się […]

W zeszłym tygodniu głośno było w internecie o inicjatywie Google, dzięki której udostępnione zostały w sieci archiwalne zdjęcia (na razie tylko 2 mln) z magazynu Life. Projekt jest rewelacyjny i jak większość osób podkreślała, to m.in. za takie dokonania uwielbiamy Google.

To uwielbienie ma czasem swoje ograniczenia i bywa szczególnie silne w Europie. Objawiło się to np. w momencie ogłoszenia (grudzień 2004) przez Google projektu cyfryzacji światowych zasobów bibliotecznych. Wówczas powstała w Europie idea stworzenia Europejskiej Biblioteki Cyfrowej, żeby nikt już nie bał się, że digitalizacja Google zagrozi europejskim wspomnieniom (jeden z zarzutów opierał się na twierdzeniu, że zapisy wiedzy starego kontynentu zostaną zniekształcone).

Europejska Biblioteka powstała w marcu 2005 roku i gromadzi cyfrowe zbiory z 48 narodowych bibliotek w Europie. Jak możemy się dowiedzieć na stronach tej biblioteki, jest była ona podstawą dla tworzenia Europejskiej Biblioteki Cyfrowej – Europeany. Która mam nadzieję działa lepiej niż Europejska Biblioteka. Próbowałam kilka razy coś znaleźć i za każdym razem wyszukiwanie zostało przerwane.

Europeana została uruchomiona w zeszły czwartek i równie szybko zamknięta. Rzecznik podał, że w pierwszych godzinach (stronę wyłączono o 11.30) strona odnotowała ok. 10 mln odsłon na godzinę. Obecnie pod adresem biblioteki znajdziemy jedynie komunikat informujący o wyłączeniu strony w wyniku zbyt dużego zainteresowania i o jej planowanym powrocie w połowie grudnia.

Europeana zapewnia (chyba powinnam napisać ma zapewniać) dostęp do 2 mln cyfrowych obiektów, takich jak obrazy, filmy, zdjęcia, nagrania, gazety, książki, manuskrypty. W planach do 2010 roku jest umieszczenie w bibliotece jeszcze 4 mln obiektów. Teoretycznie można w niej zobaczyć obraz „Dziewczyna z Perłą” czy partytury Beethovena.

Ideą powstania Europeany było stworzenie cyfrowych zbiorów, w których zebrane będą materiały z każdego kraju na starym kontynencie (choć ograniczeniem jest chyba UE). Przykładem tego jest wielojęzyczność interfejsu biblioteki (obsługa 21 europejskich języków).

Mimo tego projekt już spotkał się z pewnymi zarzutami. Ponad połowa obiektów jest pochodzenia francuskiego (np. nawet film o zburzeniu muru berlińskiego). Z tego co czytałam wynika to z faktu, iż połowa instytucji (biorących udział w projekcie) zajmujących się zachowaniem dorobku narodowego pochodzi z Francji.

Moim zdaniem nie można się łudzić, że każdy kraj będzie równie reprezentowany w bibliotece, gdyż każdy kraj posiada dorobek różnej wielkości. Francja, która przez wieki była centrum Europy (zarówno politycznym, jak i kulturalnym) posiada prawdopodobnie więcej zasobów niż jakiś mniejszy europejski kraj.

Mnie cieszą obydwa projekty, i ten z Google, i ten europejski. Im więcej światowego dziedzictwa będzie dostępnego on-line tym lepiej. Będzie ono bardziej (szybciej i taniej) dostępne dla dużo większej liczby osób niż obecnie. Zastanawiam się tylko kiedy takich projektów doczekają się mniej zamożne kraje świata. Za kilka lat może się okazać, że są one też na elektronicznym marginesie.

Jeśli nie możecie doczekać się połowy grudnia, na stronach projektu Europeana można pobrać prezentację-demo nt funkcjonowania portalu Europeana. Ja po jej obejrzeniu trochę zmieniam zdanie o nadmiernej francuskości zbiorów (zobaczycie sami).

Źródła: DI, Yahoo!, Techcrunch