Kryptowaluty

Atak na kopalnię kryptowalut. Tym razem nie hakerski, a z bronią w ręku

Patryk Koncewicz
7

Grupa zamaskowanych przestępców dokonała napadu na jedną z rosyjskich farm kryptowalut. Straty oszacowano na kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Ataki, kradzieże, włamania i wyłudzenia są tak mocno powiązane ze światem kryptowalut, że na powiązanych z branżą obserwatorach nie robią już większego wrażenia. Cyfrowe waluty mają to do siebie, że ogromne pieniądze zarobione w krótkim czasie można równie szybko stracić przez chwilę nieuwagi i braki w zabezpieczeniach. Niezbyt często dochodzi jednak do fizycznych napaści rodem z filmów akcji kategorii B. Na śmiały rabunek pokusili się zamaskowani przestępcy z Rosji, którzy z bronią w ręku wpadli do jednej z rosyjskich farm krypto zlokalizowanej nieopodal stolicy.

Rosja koparkami stoi

Z badań przeprowadzonych przez University of Cambridge, wynika, że Rosja znajduje się na 3 miejscu pod względem światowego wydobycia kryptowalut. Cyfrowe majątki miały być dla niezwykle ubogich rejonów kraju okazją na odbicie się od dna, a największe giełdy – takie jak Binance – inwestowały niemałe pieniądze w odpowiednią infrastrukturę.

Źródło: Depositphotos

W Rosji znajduje się wiele farm kryptowalut, czyli pomieszczeń wypełnionych komputerami z wydajnymi kartami graficznymi. Miejsca te są dość popularne głównie dzięki nie do końca uregulowanym zasadom prowadzenia działalności opartej o krypto i względnie taniej energii w niektórych rejonach. Jedna z nich znajdowała się we wsi Kuchino, leżącej około 40 kilometrów od Moskwy. Farma funkcjonowała w magazynie należącym do sieci supermarketów Vkusvill i to właśnie tam zawitała niespodziewanie zamaskowana grupa przestępców.

Napady na banki to przeszłość. Farmy krypto są żyłami złota

Z zeznań pracowników firmy zajmującej się ochroną obiektu wynika, że czterech sprawców w maskach włamało się do magazynu, obezwładniło strażników przy pomocy broni, a następnie zakuło ich w kajdanki. Włamywacze mieli wystarczająco dużo czasu, aby wykraść aż cztery kontenery z około setką kart graficznych oraz sprzętem pomocniczym, niezbędnym do wydobywania kryptowalut. Szacunki organów ścigania wskazują, że skradziony sprzęt wart był milion rubli, czyli po obecnym kursie około 80 tysięcy złotych.

Sprytni złodzieje starali się zatrzeć po sobie wszelkie ślady, kradnąc także nagrania z monitoringu. Sprawą zajmie się teraz rosyjska policja, a jeśli sprawców uda się ująć, będzie im grozić do 12 lat pozbawienia wolności.

Myślicie, że to pierwszy taki przypadek? Nic bardziej mylnego. Na początku roku doszło do znacznie bardziej imponującego napadu na farmę kryptowalut w Irkucku, zakończonego kradzieżą sprzętu wartego 1,9 miliona dolarów. Wydarzenia te zmotywowały rosyjskie władze do rozpoczęcia prac, mających na celu ograniczenie chałupniczego wydobywania krytpo, które nie dość, że stanowiły łakomy kąsek dla wszelkiej maści złodziei, to powodowały liczne awarie i przerwy w dostawie energii.

Źródło: Depositphotos

Nie myślcie jednak, że stacjonarne ataki na kopalnie kryptowalut to tylko domena Rosji. Do jednego z najgłośniejszych napadów doszło na… Islandii. Wydarzenie, które przeszło do historii jako The Big Bitcoin Heist przysporzyło sławy Sindri Stefanssonowi, złodziejowi stojącemu za operacją kradzieży ponad 600 kart graficznych oraz licznych zasilaczy i komputerów, których wartość osiągnęła 2 miliony dolarów.

Jak widać banki i mennice stają się passe. Być może to znak dla Netfliksa, że nowy sezon Domu z papieru – aby być na czasie – powinien skupić się rabowaniu jakieś hiszpańskiej farmy krypto?

Stock image from Depositphotos 

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu